29 listopada 2011

Mały ciuchowy haul + denko.


Wybrałam się w weekend na zakupy z zamiarem zdobycia jakiejś fajnej torebki. Jak to zwykle bywa torebki żadnej nie znalazłam, ale za to kupiłam inne rzeczy :) 



Miodowa kurteczka, która nie jest tak wyblakła, jak na zdjęciu. 


Sweterek z golfem z h&m (79 zł).



C&A, pasiasta narzutka (79 zł).




Lakier do paznokci, h&m, kolor cherry, mniej różowy niż na zdjęciu. 







Z  moją akcją zerowanie stał się coś dziwnego ;p Zamiast zużyć produkty, o których pisałam TU, zużyłam zupełnie inne, nie wiem więc, czy te zużycia mogę podpiąć pod akcję zerowanie. 




Balsam do ciała Johnson's, 24- godzinne nawilżanie. Balsam ma piękny zapach, migdałowy, delikatnie gorzkawy, ale naprawdę uzależniający, szybko się wchłania. Konsystencja jest dość lejąca, co może być wadą. Gdy produkt się już kończy możemy postawić go do góry dnem, co znacznie ułatwia sprawę. Co do nawilżania- na początku naprawdę było świetne, skóra momentalnie się wygładzała i czuć było, że jest nawilżona. Produkt nie zostawia żadnej warstewki na skórze. Po ok. 3 miesiącach stosowania zauważyłam, że albo moja skóra się od niego uzależniła i przestał działać, albo szybko stracił swoje właściwości. Dobry produkt za niewielką cenę, ale trzeba szybko go zużyć.



Be Beauty, krem do stóp i paznokci. Przy regularnym stosowaniu daje świetne efekty. Stopy są gładkie i mięciutkie, do tego ten piękny cytrusowy zapach. Efekty widać jeszcze lepiej przy jednoczesnym stosowaniu peelingu z tej samej serii. Czy wspomniałam o cenie? Jest to tylko ok. 3 złotych w biedronce. Nie zamienię go na nic innego.




Ziaja oliwkowa, żel oczyszczający. Mimo, iż produkt przeznaczony jest do cery suchej i normalnej, moją twarz wysuszył. Nie ma żadnych specjalnych właściwości, całkiem przyjemny zapach jest wszystkim, co ten żel może nam zaoferować. Kosztował kilka złotych, ale ponownie go nie kupię.



Bourjois, woda micelarna do demakijażu twarzy i oczu. Świetny produkt za małe pieniądze. Bez problemu radzi sobie z makijażem, również z tym wodoodpornym. Nie mam zastrzeżeń i kupiłam już kolejne opakowanie.



 Loreal elseve, odżywka zwiększająca objętość. Stosowałam ją równocześnie z szamponem z tej serii. Rzeczywiście delikatnie zwiększała objętość, miała przyjemny zapach, ale efekt był krótkotrwały. Ułatwiał rozczesywanie, włosy były miękkie i błyszczące, jednak żadnych długotrwałych efektów nie zauważyłam.



Loreal elseve, odżywka wypełniająca. Sprawdza się podobnie do odżywki zwiększającej objętość, ale jest od niej gorsza, gdyż odrobinę obciążała moje włosy. 



Farmona, szampon brzozowy. Przyjemny, ziołowy zapach i efekt miękkości włosów po zastosowaniu to plusy tego produktu. Opakowanie jest dosyć nieporęczne i konsystencja jest zbyt lejąca się. Niemniej jednak planuję zakup kolejnego opakowanie. Co ciekawe również mój TŻ zauważył różnicę w miękkości włosów po stosowaniu tego szamponu i też domaga się kolejnego opakowania :)



Perfecta spa, cukrowy peeling czekoladowo- kokosowy. Mój ulubieniec :) Pisałam o nim TU

A jak Wam poszło z Waszą akcją? 

24 listopada 2011

TAG - Subiektywny ranking przystojniaków



8. Colin Firth

 - ma coś w sobie :)









7. Johnny Depp
 - wszystkie wiemy dlaczego.




6. Channing Tatum

 - ciaaacho :D




5. Jude Law
  - klasa.





4. Jason Momoa -

 Khal Drogo, brutal :D




                                                             3. Andy Whitfield

                                    - wielka strata, Spartakus bez niego to już nie będzie to samo. 







2. Ewan McGregor


- TŻ mógłby grać jego sobowtóra :D


1. Alexander Skarsgård

- absolutny numer jeden, miękną mi kolana ehhh......


22 listopada 2011

Vampires Love- swatche.


Wpadłam dziś do Natury i ku mojemu zaskoczeniu i szczęściu zastałam zupełnie jeszcze nie naruszoną limitowankę z essence. Szkoda było nie skorzystać z okazji. Lakiery mnie nie zachwyciły, zresztą mam podobne kolory. Kolejnego rozświetlacza nie potrzebuję, choć nie powiem, wyglądał zachęcająco. Cieni z essence po prostu nie lubię. Wybór padł więc na róż w żelu, gdyż lubię róże, a takiego jeszcze nie posiadam i na lipstain, gdyż lubię nietypowe kolory na ustach. Posiadam kolor bloody mary, choć kusił mnie też ten drugi, no ale cóż, projekt denko mnie powstrzymał. Prezentuję Wam swatche.











Lipstain 01 bloody mary, bez lampy błyskowej i z nią. (Masakra ten mój aparat, strasznie wszystko rozmazuje ;/;/)






Blush gelee, 01 bloody mary.


Wrzucam też widok, który roztacza się z mojego okna ok. 7 rano :)




15 listopada 2011

Mini haul + zmalowana współlokatorka :D

W ostatnim czasie, mimo projektu denko popełniłam kilka zakupów. No cóż, mam nadzieję, że nie tylko u mnie zakupoholizm bierze od czasu do czasu górę nad rozsądkiem. No bo, jak tu np. nie skorzystać z promocji w rossmanie na produkty original souruce, albo jak można nie kupić czegośtam, skoro jest taka świetna obniżka ceny, bla, bla, bla.... Wiecie o co chodzi ;p




1. Kulki musujące do kąpieli dłoni i paznokci.
2. Zestaw miniaturek toni& guy: szampon, odżywka, pianka do włosów.
3. Odżywka do codziennego stosowania toni&guy. (uwielbiam wszystkie odżywki z tej firmy)
4. Żel original souruce limonka i przy kasie dostałam jeszcze żel kaktus i guarana. (Swoją drogą nie widziałam u siebie w rossmanie tego nowego zapachu malina i wanilia, czyżby tak szybko zeszły?  buuuuuu)


Zmaltretowałam wczoraj trochę koleżankę, posadziłam ją na fotelu i nie mogła się ruszyć póki nie skończyłam :D. Wrzucam efekty malowajki. 





Użyte produkty:

twarz:
podkład: neutrogena healthy skin
korektor: dermacol
puder sypki: inglot
bronzer i rozświetłacz sleek, o którym pisałam tu

usta:
 błyszczyk essence

oczy:
eyeliner: w żelu, essence
tusz: volume milion lashes, loreal
baza: duraline, inglot
cienie: paletk sleek, storm, pupa, mac odd couple, czarny- bobbi brown.

14 listopada 2011

sreberko


Przedstawiam Wam dziś lakier wibo, express growth o numerze 16.






Mieni się bajeczne. Na zdjęciach dwie warstwy i tyle moim zdanie, w zupełności wystarczy. Mój aparat niestety, nie do końca wydobywa urok lakieru. Powierzchnia nie jest chropowata, a po użyciu nail teka jest nawet gładka. Mam ten lakier od listopada zeszłego roku i nie zgęstniał ani trochę. Bardzo lubię lakiery z tej serii i każdemu je polecam. 

13 listopada 2011

Pomadki.

Jakiś czas temu napisałam Wam posta na temat szminek, co o nas mówi ich kształt, skąd się wzięły itp. (TU).
Dziś nadszedł czas, żebym pokazała Wam moją małą kolekcję pomadek. Jeśli chciałybyście którąś zobaczyć na ustach, piszcie :)









1. Smashbox, Legendary.
2. MAC, lustre, romanced.
3. Inglot, 910.
4. Golden rose, 115.
5. Golden rose, 98.
6. Make up factory, shimme lip stick.
7. Deborah, rosetto, atomic red mat, 05.
8. Deborah, rosetto atomic red, 09.






1. Avon, pink diamond.
2. Rimmel, nude delight.
3. Sally Hansen, natural beauty, lilac.
4. Avon, blonde ambition.
5. Catrice, urban baroque, C02 elisabeth.
6. Oriflame, pure colour, nude pink.
7. Manhattan, intense moisture& gloss, 53G.


Przypominam o moim rozdaniu, macie czas do 06.12.2012r.  - TU

Pozdrawiam, Materialistka.

12 listopada 2011

Kit z Deborah.


Kupiłam te cienie jakiś czas temu w drogerii Stars. Ich cena wynosiła ok. 50 zł i niestety było to 50 zł wyrzucone w błoto. Posiadam kolor 12 violet woods. 

 Opis: Świetlisty kremowo- pudrowy cień do powiek. Delikatna konsystencja sprawia, że łatwo się rozprowadza, powieki są bardziej świetliste i błyszczące. Kolor pozostaje trwały przez cały dzień. Wyposażony w aplikator. Hypoalergiczny. 

Opakowanie: Solidnie wykonane, gruby plastik, nie ma obawy, że coś się połamie nawet przy upadku. Otwieranie na początku działa dość ciężko, ale z czasem się wyrabia, więc bardzo źle nie jest. 





Kolory w opakowaniu wyglądają pięknie, szlachetnie się mienią i wydają się być świetnie napigmentowane. Największe drobinki ma najjaśniejszy kolor, choć nie jest to żaden brokat. Na zdjęciu powyżej cienie wyglądają na dobrze napigmentowane, ale są to tylko pozory, żeby uzyskać taki efekt musiałam kilka razy mocno pocierać cienie palcem, żeby kolor się pokazał. 





Tu makijaż wykonany tylko tymi cieniami. Kolory są blade, cienie ciężko nałożyć za pomocą pędzelka, przy blendowaniu znikają całkiem. Lepiej spisuje się do tego pacynka. Najjaśniejszy kolor mocno osypuje się przy nakładaniu. W tym makijażu cienie użyte są na sucho. Na mokro, niestety efekt nie różnie się wiele. Drobinki, na powiekach znikają zupełnie, cienie wydają się prawie matowe. Nałożone na bazę inglota utrzymują się na powiece ok. 3 godzin., na szczęście nie rolują się, tylko bardzo mocno, szybko bledną, aż w końcu znikają całkiem. Mogłyby się nadawać ewentualnie do dziennego makijażu, ale przez tą słabą trwałość nadają sie tylko do wyrzucenia. Szkoda mi pieniędzy wydanych na te cienie, bo mogłam iść do inglota i byłabym bardziej zadowolona ;/  BUBEL!


Z innej beczki: jak idzie Wam akcja zerowanie? Ja, choć usilnie się staram niestety chyba nie dam rady zużyć wszystkiego, co zapowiedziałam ;/

9 listopada 2011

Sleek, face contour kit.





Opis: Dzięki tej będziesz mogła dowolnie modelować twarz. Podkreślenie kości policzkowych lub nosa nie sprawi Ci już problemu. W eleganckim opakowaniu znajduje się matowy bronzer oraz jasny rozświetlacz. W skład zestawu wchodzi również instrukcja na której zobaczysz jak poprawnie modelować buzie.


Główne zalety tej paletki to:
  • Wysoka jakość i wydajność 
  • Duże lusterko
  • Łatwość aplikacji
  • Idealnie konturuje twarz





Opakowanie : Solidne, wygląda jak mała wersja paletka sleeka. W środku znajduje się duże lusterko i choć z niego nie korzystam, to miło, że firma o tym pomyślała. Opakowanie dość łatwo się brudzi, także dziewczyny, które mają bzika na punkcie odcisków  na wieczku nie będą się nudzić :) Dołączona jest również instrukja jak nakładać produkt.


Bronzer ma piękny, całkowicie matowy kolor. Średni brąz, nie potrafię ocenić czy jest chłodny czy ciepły, coś pomiędzy tym ;p Nie zawiera żadnych pomarańczowych tonów. Długo utrzymuje się na twarzy, u mnie ok 7-8 godzin, co jest niezłym wynikiem. Produkt, jak to kosmetyki sleeka, jest naprawdę nieźle napigmentowany, ale mimo tego mamy możliwość ładnego budowania koloru, dobrze się blenduje. Użyłam go już kilkanaście razy, ale nie widać najmniejszego ubytku, więc zapowiada się na dość wydajny kosmetyk. Bronzer nie pyli się i nie kruszy. 


Rozświetlacz daje subtelny efekt, nie zawiera żadnych nachalnych drobinek, delikatnie opalizuje. Zawiera różowe i beżowe tony . Ma srebrzysty połysk i jest bardziej miękki niż bronzer. Odcień jest dobrze dobrany do odcienia bronzera.  Dobrze napigmentowany, jedno dotknięcie pędzla z pewnością wystarczy. Wydaje mi się, że utrzymuje się trochę krócej niż bronzer, ale i tak ma niezły wynik. 



Tu macie porównanie trzech wersji kolorystycznych, gdyż właśnie w tylu występuje ten produkt:

Sleek Face Contour Palette
Zdjęcie pochodzi z bloga: http://musicalhouses.blogspot.com


Minusem jest z pewnością dostępność. Możemy go dostać na allegro za ok. 40 zł. W porównaniu do jakości cena nie jest zbyt wysoka. Dla niektórych minusem może być również brak aplikatora, ale mi to nie przeszkadza, gdyż i tak używam pędzla.