28 czerwca 2012

Sprawa jest ;p

Mam do was prośbę.

 W poniedziałek TŻ będzie w Warszawie (ja nie mam możliwości pojechać ;/) a z tego, co wiem w sephorze są spore wyprzedaże. Muszę więc stworzyć mojemu facetowi listę życzeń z tym, że nie wiem, co ciekawego jest przecenione. Na stronie sephory chyba nie ma wymienionych wszystkich produktów, których ceny są obniżone. Słyszałam coś o pomadkach i produktach do kąpieli. Jeśli któraś z was robiła ostatnio zakupy w sephorze, to proszę o info, co jest w promocji.

Dzięki serdeczne :)

Rozświetlenie od Essence



   Kosmetyki rozświetlające są moimi przyjaciółmi już od dłuższego czasu. Nic tak nie dodaje blasku twarzy. Uwielbiam rozświetlacze szczególnie do wieczorowych makijaży. Dziś przed wami kolejny produkt w mojej małej kolekcji- Essence, sun club.

Opis: Puder rozświetlająco-brązujący zawierający 5 paseczków w rożnych odcieniach, które zmieszane ze sobą dają metaliczny połysk. Dostępny w 2 wariantach: nr 01 ibiza sun - brązowo różowy i nr 03 - brązujący. 


Cena: Cena: 14zł / 9g 


Posiadam wersję dla blondynek. 

Opakowanie jest proste, bez zbędnych udziwnień, dosyć trwałe. Moje ciężko się otwiera, czego w nim nie lubię, lecz z drugiej strony możemy mieć pewność, że nie otworzy nam się gdzieś w torebce.

Niewątpliwym plusem tego kosmetyku jest jego wielofunkcyjność. Możemy go stosować, jako rozświetlacz na kości policzkowe, cień do powiek oraz nabłyszczacz na całe ciało. Ja stosuję go tylko na policzki. Uwielbiam w nim to, jak niesamowicie jest napigmentowany, dosłownie wystarczy dotknąć produkt pędzlem i już mamy na nim wystarczającą ilość. 


Rozświetlenie jest mocno widoczne, kosmetyk zostawia metalicznie połyskującą poświatę koloru. Na twarzy trzyma się ok. 6 godzin po czym delikatnie blednie. Kolor to brąz z miedzianymi tonami. Intensywność koloru możemy stopniować. Produkt ściera się równomiernie. Zapach również jest atutem produktu, delikatnie kokosowy, zachęca do częstego używania pasiaka. Kosmetyk jest dość mięki, dlatego należy uważać, żeby nie dziabnąć go przypadkiem, mimo tego jest niesamowicie wydajny. Na pewno nie wykończę go przed upływem terminu ważności. Można również stosować go jako róż, używając tylko do tego mieszanki stworzonej z różowego i kremowego paska. Produkt nie ma szczególnych wymogów, co do pędzla, którym należy go nakładać. Wystarczy najzwyklejszy pędzel do różu. 

Uważam, że za taką cenę produkt jest zdecydowanie godny polecenia, świetny szczególnie na lato. Nie jestem pewna, czy jest jeszcze w regularnej sprzedaży, więc dajcie mi znać :)

Niżej porównanie Essence z produktem Gosh, o którym pisałam wam TU. Essence to ten ciemniejszy pasek. 



Lubicie takie produkty, czy raczej wolicie mat? Mieliście ten kosmetyk w swojej kosmetyczce?

Pozdrawiam. O. 

27 czerwca 2012

Przypominajka

   

 Przypominam, że jeszcze dziś i jutro do północy trwa moje rozdanie. Zapraszam do zgłaszania się, to już ostatni dzwonek :)


Słów kilka o pomadkach.

    
   Z produktów do ust bardziej wolę błyszczyki, nie podkreślają mankamentów ust, nie wysuszają ich, łatwo je aplikować i szybciej się zużywają ;), przynajmniej w moim mniemaniu. Mimo tego, kiedy widzę ładną pomadkę nie potrafię się powstrzymać, posiadam ich kilkanaście, dziś przedstawiam wam te, które goszczą ostatnio na moich ustach. 


Inglot 910
Cena: ok. 20 zł
Kolor: Wściekły róż, totalna żarówa, która na zdjęciach wyszła mocno przygaszona, trzeba uważać do jakiego makijażu się ją nosi, bo łatwo o kiczowaty efekt. Delikatnie perłowa, co mi nie odpowiada. Tylko dla odważnych :D
Opakowanie: Eleganckie, proste, czarne, metalowe, nie otwiera się samo, nie ściera się. Jestem na tak.
Jakość: Niestety nie jest powalająca, mam wrażenie, że wysusza wargi, nieestetycznie wchodzi w załamania ust i podkreśla suche skórki. Zapach również do przyjemnych nie należy. Mimo tego, lubię czasem się w nią ubrać, momentalnie rozwesela twarz, która wygląda bardzo dziewczęco, no i na pewno przykuwa spojrzenia. Całkiem przyzwoicie się utrzymuje, bo kilka godzin. 



Deborah atomic red 09
Cena: ok. 35 zł
Kolor: Zupełnie inny niż może na to wskazywać naklejka na opakowaniu, więc uważajcie, jeśli nie będzie testerów. Kolor można określić jako odcień z rodziny nude, jednak jest on o wiele bardziej różowy niż cielisty. Bardzo delikatny, blady, jaśniejszy od mojego naturalnego koloru warg. 
Opakowanie: Eleganckie, ciekawy kształt, trwałe. 
Jakość: Bardzo mocno kremowa i gęsta, kryje po jednej warstwie. Wydajna. Niestety również podkreśla suche skórki. Niezbyt trwała, bez jedzenia i picia utrzymuje się niewiele ponad godzinę. Jest bardzo ciężka i czuć ją na ustach. Lubię ją ze względu na kolor i łatwość w aplikowaniu. 


 Sally Hansen natural beauty
Cena: mniej niż 10 zł, kupiona w Pepco.
Kolor: Nazwa idealnie oddaje jego odcień. Ciemny róż z domieszką fioletu. Pierwsza warstwa daje bardzo delikatne krycie, do pełnego krycia potrzeba trzech warstw.
Opakowanie: Raczej średnio przypadło mi do gustu, nijaki kolor, łatwo je zarysować. Na plus można zaliczyć to, że na spodzie opakowania mamy wstawkę z rzeczywistym odcieniem pomadki.
Jakość: Bardzo dobra. Ładnie podkreśla usta nie wydobywając ich mankamentów, usta są gładkie i pozostają nawilżone. Wygląda bardzo naturalnie. Nie ma problemu z rozlewaniem się poza kontur ust. Utrzymuje się ponad 2 godziny. Bardzo polubiłam się z tą szminką.


Trish McEvoy glaze lip color
Cena: 23$
Kolor: Piękny różany odcień, którego intensywność na ustach można stopniować. Daje bardzo naturalny efekt i idealnie współgra z moim naturalnym kolorem ust. Pasuje zarówno do makijażu dziennego jak i wieczorowego.
Opakowanie: Czarne, proste, sporo mniejsze niż innych pomadek. Obecnie występują w innym opakowaniu, ja mam jeszcze jego starszą wersję.
Jakość: Bardzo dobra. Delikatnie podkreśla usta nie wysuszając ich i nie podkreślając suchych skórek. Nie czuć jej na ustach. Długo się utrzymuje i przyjemnie pachnie. Mam wrażenie, że nawilża. Wygodna w aplikacji. Po jej zastosowaniu mam wrażenie, że na moich ustach gości jakiś delikatny błyszczyk.


Wszystkie kolory są kremowe, nie posiadają najmniejszych drobinek. 

Efekt jednej warstwy na ustach, w rzeczywistości kolory są bardziej intensywne. 


Wolicie szminki, czy błyszczyki? Miałyście którąś z tych pomadek? Który kolor najbardziej przypadł wam do gustu?


Pozdrawiam. O. 

25 czerwca 2012

Jak mnie znaleźliście, wyszukiwania google



Często czytam posty z informacjami, jak znajdują was inni i  postanowiłam sama stworzyć taki post, mam nadzieję że poprawi wam humor na dobranoc :)



Tuba po paście pop art? O co chodzi? ;p




Lalki z porcelany i do tego jeszcze z krwią? Mrocznie....



Proszę bardzo :)





Dziś 25.06.2012.






Po prostu MAK :D
Pokazałabym, ale nie wiem, jaki to kolor.


Tak, ja mam. 


Zboczuchy jedne ;p




  Kucyk sobola? No problem.




Nie wiem, co to jast. 



 ?




     Dobranoc :)



Czerwcowe denko


      Dziś post z kolejnym denkiem, ostatnio sporo udaje mi się zużywać, co oznacza, że niebawem nadejdzie czas na spore uzupełnienie kosmetyczki :D Produkty widoczne na zdjęciach udało mi się zebrać w ciągu miesiąca, o ostatnim denku pisałam TU



1. Alterra, maska do włosów suchych i zniszczonych. Mam ambiwalentne uczucia co do tego produktu. Przyjazny skład, niewielka cena, łatwo dostępny. Czasem włosy były po nim miękkie, błyszczące, czasem miałam wrażenie, że nie robi nic. Zapewne kupię ponownie, żeby zrewidować moje odczucia :D 

2. Be Beauty, krem do stóp, wspominałam o nim TU.

3. Be Beauty, masło do ciała. Zapach cytrynowy był raczej sztuczny, ale nie utrzymywał się długo, regularnie stosowany faktycznie pomógł mojej skórze, szczególnie na mocno przesuszonych łydkach. Poza zapachem nie mam do niego zastrzeżeń.

4. Bourjois, płyn micelarnyŚwietny produkt za małe pieniądze. Bez problemu radzi sobie z makijażem, również  tym wodoodpornym. Nie mam zastrzeżeń, zużyję biodermę i wrócę właśnie do tego produktu.

5. Hean, maseczka ryż inków. Moja ulubiona, mam już kolejne opakowanie, będzie recenzja, bo to moja najukochańsza maseczka ever :D

6. Joanna, z apteczki babuni, odżywka wzmacniająca. Nie przypadła mi do gustu. Dziwna konsystencja, zupełnie niewydajna i zero efektów. Nie kupię ponownie.

7. Johnson's, żel pod prysznic o zapachu białej brzoskwini i róży herbacianej. Zapach kompletnie nie przypadł mi do gustu. Słodki, mocno owocowy, nie dla mnie. Ciężko było go zużyć, ale w końcu się udało :)   Nie kupię ponownie, poza tym to jakaś edycja limitowana.  

8. Lirene, peeling  ujędrniający. Bardzo się polubiliśmy. Mocno ściera, drobinki nie znikają szybko, ma przyjemny zapach. Ujędrniania oczywiście nie zauważyłam :) Kupię ponownie z ogromną przyjemnością.

9. Loreal elseve, szampon nadający objętość. Szampon jak szampon, szału nie ma, co do objętości to może jest delikatna różnica, ale nic nadzwyczajnego. Nie kupię ponownie, bo zamierzam zużyć zapasy i zacząć stosować coś bardziej naturalnego. 

10. Nivea, balsam pure&natural, pisałam o nim TU.

11. Original Source, żele pod prysznic, pisałam o nich min. TU.

12. Original Source, płyn do kąpieli, czekolada i mięta, wspominałam o nim TU

13. Radical, mgiełka wzmacniająca. Stosowałam również szampon z tej serii. Polubiłam za zapach, za cenę, natomiast nie zauważyłam działania wzmacniającego. Nie kupię ponownie.

14. Revlon, colorstay. Klasyk. Dobrze kryje, ładnie stapia się ze skórą, nie tworzy smug, nie znika szybko. Bardzo dobry produkt do którego na pewno wrócę. Nie wiem, czy napisze pełną recenzję, bo jest już ich pełno, a nic poza zachwytami byście nie przeczytały :)

 15. Taft, lakier do włosów. Nie skleja, łatwo się wyczesuje, nieźle utrwala. Nawet mocno nie śmierdzi, niczego więcej nie wymagam.  

 16. Yves Rocher, kokosowe mleczko do ciała. Wersja miniaturowa kupiona na wyjazd. Niesamowity zapach, umiarkowane nawilżenie i raczej mało wydajny, jednak właśnie przez zapach kupiłam pełnowymiarowe opakowanie, będzie recenzja :)



Jak wam idzie z waszym denkim? ;) Miałyście któryś z tych produktów?

Pozdraiwam. O. 


24 czerwca 2012

Zabłyśnij kreatywnością,

czyli rozdanie u Pinkoholiczki.  Do zgarnięcia same smakołyki. Bierzecie udział? :)


23 czerwca 2012

Szalony makijaż :D

Witajcie :) 
Szybka notka, wrzucam kilka zdjęć makijażu zmalowanego min. moją ulubioną paletką Sleeka, kocham te cienie!
Mam nadzieję, że malowajka przypadnie wam do gustu :)







Użyte kosmetyki:
- Sleek, Acid,
-Miyo 01,
- Mac, odd couple,
- kobo, true red,
- żelowy eyeliner essence, berlin rocks,
- kredka na linie wodną, inglot,
-tusz, nie pamiętam :D


Życzę wam i sobie miłego i słonecznego weekendu :)

20 czerwca 2012

Koszmarek i makijaż


     Nie przepadam za pisaniem takich recenzji. Zdecydowanie wolę te, w których produkt mogę wychwalić i z czystym sumieniem wam polecić. Dziś, niestety, takiej recenzji nie będzie, gdyż to, o czym chcę wam wspomnieć totalnie mnie rozczarowało. Mowa o nail hardener 3in1 z firmy La Rosa. 

Opis producenta: Profesjonalny preparat o wysokiej zawartości substancji utwardzających płytkę paznokcia. Stopniowo wzmacnia płytkę, chroni ją przed łamaniem, pozwala odrosnąć słabym paznokciom. Przeznaczenie: Paznokcie miękkie, delikatne, rozdwajające się, łamliwe.

Cena: 13 zł/http://sklep.futurosa.net, choć obecnie nie widzę go na stronie. 


Produkt otrzymałam w ramach współpracy dwa miesiące temu i od tego momentu starałam się go regularnie zużywać. W tym momencie zużycie to ok. 60% produktu i raczej nie będę go wykańczać. Wybrałam ten produkt ze względu na jego przeznaczenie do paznokci cienkich i miękkich, ponieważ takie w ostatnim czasie posiadam, są mocno osłabione, rozdwajają się. 
Produkt zamknięty jest w minimalistycznej buteleczce, bez żadnych udziwnień. Zapakowany był w kartonik oraz posiadał ulotkę, co akurat przypadło mi do gustu. Konsystencja jest w sam raz, nie rozlewa się na skórki, nie ma problemu z położeniem go bardzo cienką warstwą. Po dwóch miesiącach od otwarcia nie zgęstniał ani trochę. Schody zaczynają się , kiedy zgodnie z zaleceniami producenta nałoży się utwardzacz pod lakier. Próbowałam to robić kilka razy i niestety za każdym razem jest to samo, lakier możemy zerwać całym płatem! Wystarczy delikatne zadarcie lakieru i od razu schodzi lakier z całego paznokcia. Stosowałam go również, jako utwardzacz lakieru, jako top, tu również klapa. Nie przedłużał trwałości lakieru nawet minimalnie, jedynie ładnie błyszczał, ale nie był to połysk równy nail tekowi ;/ Jako tako spisywał się nałożony solo, choć też szału nie ma, nic nie zrobił z rozdwajającymi się pazurkami. 



Obecnie produkt z La Rosa poszedł w kąt i pokornie wróciłam do nail teka, efekty są natychmiastowe. O ile inne produkty z La Rosa sprawują się u mnie bardzo dobrze, o tyle ten preparat w moim mniemaniu nie nadaje się do niczego. Z ogromnym smutkiem, ale niestety muszę to napisać: nie polecam. 



Do tego makijaż, który miałam wczoraj. Na zdjęciu nie ma pomalowanych dolnych rzęs, bo zagapiłam się i zrobiłam zdjęcie wcześniej (LOL). Potem oczywiście to poprawiłam ;p




Jak wam mija deszczowa środa? 


Przypominam o moim rozdaniu, które skończy się za 8 dni 
Kosmetyczna Odyseja rozdaje!


Pozdrawiam. O. 

18 czerwca 2012

Żele Adidas i biżu


   W końcu pogoda zaczyna dopisywać i mamy dziś piękny słoneczny poniedziałek :) Mam nadzieję, że rozpogodziło się również u was. Na wstępie chciałam serdecznie podziękować, gdyż liczba moich obserwatorów to już ponad 500 osób! Kiedy zakładałam bloga, nie spodziewałam się, że tak to wyjdzie (dlatego też blog ma taką dziwną nazwę, pierwszą lepszą, jaka przyszła mi do głowy ;p ), był to raczej eksperyment, ale tak się wkręciłam, że już nie potrafiłabym z tego zrezygnować. Dziękuję, że czytacie i komentujecie, że jesteście :)

  Dziś chciałam przedstawić wam żele, które stały się moimi ulubieńcami (choć nie detronizują żeli OS;P), mowa o żelach Adidas for women.

Seria wyszła całkiem niedawno i przy zakupach oczywiście skusiłam się od razu na kilka wersji zapachowych. Wybierać możemy spośród:
- relax,
-happy,
-protect,
-fresh,
-smooth,
-vitality.
Ja wybrałam relax, happy i protect. 

Opis: Aktywne kobiety są różne i mają różne potrzeby dlatego wszystkie żele pod prysznic z nowej linii adidas posiadają specjalna nawilżającą formułę, która dba o piękno ciała, a dodatkowo każdy z nich ma inne działanie, tak, aby każda kobieta mogła wybrać wariant odpowiedni do swoich potrzeb. Innych każdego dnia. W ofercie nowych żeli adidas 6 wariantów Fresh - zapewnia odświeżenie, delikatnie chłodzi Relax - odpręża, przynosi ukojenie Happy - dodaje energii i wprawia w dobry nastrój Smooth - masuje skóre, zapewniając jej jedwabistą gładkość Protect - Intensywnie nawilża i chroni Vitality - pobudza energie dzięki masującym perełkom.



Żele zamknięte są w poręcznych estetycznych opakowaniach. Korzysta się z nich bardzo komfortowo i nie sprawiają najmniejszych problemów. Każde opakowanie jest opatrzone grafiką przedstawiającą kobietę w pozie komponującej się z nazwą żelu. Nie jestem dobra w opisywaniu zapachów, więc wspomnę tylko krótko, że relax określony jest jako bukiet kwiatów i rzeczywiście tak pachnie. Bardzo odprężająco i faktycznie relaksująco. Happy to według producenta soczysty owocowy zapach, według mnie raczej landrynkowy. Protect jest po prostu kremowy. 



Konsystencja żeli jest odpowiednio gęsta, bardzo przyjemnie rozprowadza się po ciele, nie spływa z dłoni. Pieni się całkiem nieźle i moim zdaniem obietnice producenta, że żele nawilżają nie są znowu takimi fantazjami, bo moja skóra, która nie jest sucha, nie potrzebuje po nich dodatkowo natychmiastowego nawilżania. Niektóre żele sprawiają, że po wyjściu spod prysznica moja skóra jest ściągnięta i woła o balsam, a po tych żelach nic takiego się nie dzieje. Produkty można dostać w różnych drogeriach, supermarketach, więc dostępność jest bardzo dobra. Opakowanie zawiera 250 ml i musimy zapłacić za nie ok. 10 zł. Co do wydajności to nie powiedziałabym, że jest mocną stroną tego produktu, ale może to ja tylko tak mam, że nie żałuję sobie i zużywam żele bardzo szybko. Podsumowując żele są bardzo przyjemne, spełniają wszystkie moje oczekiwania, choć ile można ich mieć w stosunku do żeli;p, na pewno skuszę się na pozostałe wersje. 



Dziś znalazłam w skrzynce maleńką paczuszkę, czyli kolejne kliknięcie z ebaya. Zamówiłam sobie kolczyk w kształcie skrzydła :) Uwielbiam takie pierdoły, za które płaci się dolara, dokładniej 1,29 $. Na pewno poczynię jeszcze jakieś biżuteryjne kliknięcia. Podoba wam się taka biżuteria? Przy okazji na zdjęciu widać dzisiejszą fryzurę ;p



Jak wam mija ulubiony dzień tygodnia, czyli poniedziałek? :D

Pozdrawiam. O. 

13 czerwca 2012

Co ja myślę o tej imprezie...

Dosłownie przed chwilą otrzymałam od kuriera pudełeczko. Wiedziałam, co znajdę w środku, bo pokusa okazała się silniejsza i już wczoraj podpatrzyłam na blogach, co dostanę. Czy jestem zadowolona?



Plusy:

-pudełko- widmo jednak nie jest pudełkiem- widmo,
- nie płaciliśmy za nie, 
- estetycznie zapakowane,
- bezproblemowa szybka przesyłka,
-produkty na niezłym poziomie,
- sporo pełnowymiarowych produktów, nie ma maleńkich, np. 1,2 ml próbek za co chwała im. 



Minusy:

- zbieranie shinystars, upierdliwe i dziwne. Czyżby shiny sprzedawał dane osobowe innym firmom? Jakoś nie widzę bowiem innego ich interesu w tym, że za darmo wysyła pudełka.
- firmy, z którymi rzekomo shiny współpracyje to YSL, Dior, Prada itp. Patrząc na zawartość pudełka mogę  skomentować to tylko: TAK JAAAAAAAASNE.


Co do samej zawartości. Miło zaskoczył mnie krem i odżywka do paznokci, są to bowiem produkty firm, których nie znam i to właśnie lubię w pudełkach, testowanie nowości. Mała Bioderma jest przesłodka i choć dla mnie (mam dużą wersję) mogłaby być zastąpiona czymś innym, to sporo osób jeszcze jej nie testowało, więc to fajna okazja, czyżby shiny kumał, co jest teraz na topie? Loreal, mimo ankiety, w której zaznaczyłam włosy niefarbowane dostałam szampon chroniący kolor, trochę niefajnie, ale wiadomo, jak to szampon zawsze się zużyje. Na koniec błyszczyk Rimmel, tu już chyba kogoś poniosło, jeśli box byłby płatny i na przykład w następnym pudełku daliby coś z rimmela i np. coś z maybelline to porażka, fajnie, że jest to wersja pełnowymiarowa, ale rimmel przecież wszyscy znają i każdy może sam wytestować, więc trochę bez sensu. Gdyby zamiast rimmela dali np. miniaturkę/próbkę perfum którejś firmy wymienionej na stronie byłoby super. 

Podsumowując, nie jest to box z ekskluzywnymi kosmetykami, raczej drogeryjnymi, niemniej jednak ciekawa jestem, co pokażą w następnym pudełku, może się rozkręcą, choć niestety w przypadku boxów zanotowałam raczej tendencję spadkową.

Jeśli jeszcze ktoś nie ma konta na shinybox, a chciałby zacząć zbierać gwiazdki, podaje linka, będzie mi miło, jeśli z niego klikniecie:   http://shinybox.pl/?ref=70cdb98

Jak podoba wam się zawartość pierwszego pudełka? Zbieracie gwiazdki? :D


12 czerwca 2012

Bella Bamba i inne różności.

  
  Witajcie moi mili :)
     Jak przygotowania do meczu o wszystko? Paluszki są? Piwko jest? Flaga jest?
Ja na pewno będę kibicować naszym chłopakom z ogromnym zacięciem :)

  Ci, którzy czasem zaglądają na mojego bloga z pewnością wiedzą, że jestem totalną maniaczką róży, uwielbiam zdobywać nowe i właściwie nie ma koloru, którego bym nie pragnęła :) Dziś na tapecie róż który zdobyłam całkiem przypadkiem, o czym pisałam TU. Od zakupu miałam go na twarzy każdego dnia, więc coś na jego temat mogę już napisać. 

 Bella Bamba jest produktem firmy jakże znanej i lubianej, mianowicie firmy Benefit. To, co mnie przyciąga do produktów tej marki to z pewnością opakowania, optymistyczne, zabawne, kolorowe i zdecydowanie wyróżniające się na tle produktów innych marek. Niestety, największym minusem są ceny tych cudeniek, niemalże zabójcze ;/ Warto dlatego polować na promocje, zestawy i inne okazje. Mi tak właśnie udało się zdobyć moją Bellę :)





Opis: Róż 3D w kolorze soczystego miąższu arbuza ze złocistymi drobinkami. Można nakładać go na policzki lub delikatnie opruszyć nim całą twarz, stanie się jaśniejsza i radośniejsza. 

Gdzie kupię:  Sephora, internet, przy czym w tym przypadku należy robić zakupy bardzo ostrożnie, gdyż roi się od podróbek. Na allegro pełno jest produktów tej firmy po 30 zł, ale nie miejmy złudzeń, są to podróbki. 

Cena: Normalna cena to 145 zł (Sephora) , dlatego, jak wspomniałam, warto polować na okazje. 


Opakowanie różu to niewielkie kartonowe pudełeczko, które wykonane jest z pełną dbałością o szczegóły i przy normalnym przechowywaniu (w sensie, nie wrzucone luzem do torebki), na pewno bardzo długo przetrwa. Zamykane jest na magnes, na pewno nie otworzy nam się samo. Przykrywka nie zdejmuje się całkiem, jak np. w przypadku hooli (hoola <3), zawiera niewielkie lusterko, dla którego innej, niż dekoracyjna, funkcji nie widzę :) Opakowanie, które zwiera 8 g produktu, jest bardzo kolorowe, pięknie się mieni, jest holograficzne. Do różu dołączony jest pędzelek, z którego jednak nie korzystam i gdzieś go już zresztą posiałam ;p




Róż ma bardzo przyjemny zapach, według producenta arbuzowy, według mnie zdecydowanie bardziej cukierkowy, na pewno przyjemny :) Kolor to przepiękny różowy odcień z koralowymi tonami, który zawiera w sobie mnóstwo złotych drobinek pięknie rozświetlających twarz. Z kolorem arbuza ten odcień mi się nie kojarzy, ale tak czy siak jest totalnie niepowtarzalny i można się w nim zakochać na zabój.  Zadowolone z niego będą osoby o jasnej, jak i ciemniejszej karnacji. Konsystencja jest idealna, niezbyt miękka, ale również nie za twarda, dzięki czemu się nie pyli i nie osypuje. Pigmentacja jest odpowiednia, na tyle mocna, że po delikatnym przejechaniu pędzlem nabiera się na niego wystarczająca ilość, ale nie na tyle, żeby zrobić sobie krzywdę tym produktem. Róż nadaje się zarówno na dzień, oraz dzięki zawartości drobinek również na wieczór. Na pewno oszałamiająco będzie wyglądał na opalonej skórze. Co do sugestii producenta, że można nałożyć róż na całą twarz- nie odważyłabym się :)




Bella Bamba jest bardzo trwałym produktem, na podkładzie i pudrze trzyma się cały dzień, po czym delikatnie blednie, pozostawiając jednak drobinki. Znikając nie tworzy plam. 

Podsumowując, róż na pewno warty uwagi, już szczególnie uwagi różomaniaczek, nie obraziłabym się gdyby cena była niższa, bo produkt narobił mi ogromnej ochoty na inne z tej firmy :)

Tu, porównanie koloru z innymi różami i zdjęcie z innego posta, gdzie lepiej widać jej rzeczywisty kolor. 







 


Znalazłam dziś w skrzynce drobną paczuszkę która miała taką oto zawartość:
 

Są to kolczyki, które ponad tydzień temu zamówiłam z Ebaya:) Wzięłam tylko jedną parę, ponieważ nie wiedziałam, jak jest z ich jakością, ale powiem wam, że całkiem nieźle, więc doklikam dziś jeszcze kilka par, bo za dolara to na prawdę warto. Myślałam tylko, że będą mniejsze, wydaje mi się, że taki ładniej by wyglądały, ale w sumie nie mam powodów do narzekań :) Wybrałam letni, turkusowy kolor. 


Poza tym pisałam wam, że z okazji dnia dziecka kupiłam nie tylko kosmetyki. Zainwestowałam w lepszy portfel i torebkę z Parfois. Wchodząc do ich sklepu przepadłam, torebki są naprawdę niesamowite i na pewno tam jeszcze wrócę, szczególnie, że ceny jakoś nie zabijają, a rzeczy są dobrej jakości. 


Portfel ma wiele miejsc na karty, dokumenty itp., co mnie cieszy, lubię portfele z masa różnych przegródek i ten spełnia te wymagania. Wygląda moim zdaniem dość elegancko i ma piękny karmelowy kolor. 




Kolejnym zakupem była torebka. Wybrałam głęboki czekoladowy odcień, choć biała wersja również kusiła :) Fajnym akcentem jest wewnętrzna strona klapki, turkusowa:)






Jak wam mija tydzień? Będziecie dziś kibicować? 
Jesteście, jak ja różomaniaczkami, czy wolicie bronzery? Co sądzicie o biżuterii z ebaya? Podzielcie się:)

Tymczasem spadam przygotować niezdrowe przekąski na mecz:)


Przypominam również o moim rozdaniu, czasu na zgłaszanie się coraz mniej :)

Kosmetyczna Odyseja rozdaje!

Pozdrawiam. O.