27 sierpnia 2012

Hot or Not cz. I


 Dziś pierwsza cześć posta Hot or Not, która dotyczyć będzie tuszy do rzęs :) Mam nadzieję, że pomysł przypadnie wam do gustu. Czasem nie ma czasu na pisanie długich recenzji, czasem produkt nie jest tego wart, dlatego zebrałam trochę kosmetyków, które będę których opisywać uwzględniając ich najważniejsze cechy. Mam nadzieje, że wypowiecie się w komentarzach, które tusze waszym zdaniem są hot, a które not :) Wszystkie zdjęcia można powiększyć klikając na nie. 






 Eveline, Million Calories

     Z założenia tusz ten miał sprawiać, że rzęsy będą trzy razy gęstsze, rozdzielone i podkręcone. Czy są gęstsze? Nie. Czy są rozdzielone? Tak. Czy są podkręcone? Nie. Tusz jest niezły na dzień, nie osypuje się, nie tworzy grudek na rzęsach, faktycznie nieźle je rozczesuje. W tuszu zatopione są malutkie niteczki, których zadanie, jak mniemam to oklejanie rzęs, alby te wydawały się grubsze i dłuższe, niesamowicie mnie te niteczki irytują, utrudniają nakładanie tuszu i generalnie po prostu mi nie pasują. Jako zwykły tusz na dzień, przy tej cenie tragiczny nie jest, ale biorąc pod uwagę obietnice producenta o milionie kalorii na rzęsach, niestety...
                                                                                                                           NOT









Maybelline, Lash Stiletto

  Bardzo ciekawa szczoteczka, która umożliwia dokładne pokrycie tuszem nawet najkrótszych włosków. Co mnie zdziwiło to to, że produkt doskonale rzęsy podkręca! Nie miałam dotąd tuszu, który podobnie by na nie działał, jeśli o to chodzi. Minusem jest to, że na początku tusz mocno się rozmazywał, ale kiedy trochę przesechł nie ma najmniejszych problemów z aplikacją. Rzęsy po jego użyciu są również nieco dłuższe, więc producent wywiązał się z obietnic, gdyż właśnie wydłużenie było tu główną obietnicą. Tusz dobrze rozdziela rzęsy i się nie osypuje, nie ma problemu ze zmywaniem go. Dla mnie w pełni zaslużone...

                                                           HOT











Loreal, Volume Million Lashes

Przyznam szczerze, że jest to mój ulubiony tusz, spośród tych, które wam dziś przedstawiam. Szczoteczka jest gumowa, wyprofilowana, łatwo się nią manewruje i nakłada produkt. Rzęsy są idealnie rozdzielone, pogrubione i wydłużone do nieba. Niczego więcej mi nie potrzeba. Trwałość również jest świetna, tusz zupełnie się nie osypuje i na wieczór wygląda tak samo, jak zaraz po nałożeniu. Wachlarz rzęs, który posiadam po użyciu tego produktu sprawia, że mam ochotę dać ogromne...

                                                                                                                 HOT









Max Factor, False Lash Effect Fusion, Volume & Lenght

Przyznam, że początkowo nie byłam przekonana do tego produktu. Szczoteczka nie przypadła mi do gustu, bardzo gruba, nie dało się nią dobrze pokryć rzęs przy wewnętrznych kącikach, często się nią brudziłam, w dodatku tusz na początku się rozmazywał. Kiedy jednak delikatnie przesechł i nauczyłam się manewrować tą szczotą....wow. Rzęsy pogrubione i wydłużone maksymalnie. Nie zostawia grudek, nie kruszy się. Daje u mnie efekt sztucznych rzęs. Delikatnie podkręca. Na pewno do niego wrócę. Totalne.....

  HOT







Eveline, Volumix Fiberlast


Szczoteczka jest dość oryginalna, posiada dwie długości gumowych ,,włosków". Dłuższe świetnie rozdzielają rzęsy, krótsze nadają się do dolnych rzęs. Efekt, jaki tusz daje jest pomiędzy dziennym a wieczorowym. Rzęsy są ładnie wydłużone. Niestety największym minusem produktu jest to, że niemiłosiernie się sypie i kruszy już po dwóch godzinach po aplikacji, non stop trzeba to kontrolować, co sprawia, że więcej ten tusz, mimo ceny, do mojej kosmetyczki nie trafi. Szczoteczkę sobie zostawię :D
Sorry, Eveline, 

                      NOT!











Na koniec zbiorowe zdjęcie szczoteczek :)


Opinie o tych produktach są oczywiście subiektywne, więc jeśli tusz się u mnie nie sprawdził, nie znaczy, że tak samo będzie u was i na odwrót :)

Jakie tusze są dla was HOT spośród tych? Miałyście któryś z nich? 

Miłego wieczoru. O. 

26 sierpnia 2012

Tydzień w obrazkach










To mój pierwszy post tego typu. Lubicie takie wpisy, czy was to nie interesuje?

Pozdrawiam. O. 

Masło maślane



  Uwielbiam masła do ciała, stosuję je dużo chętniej niż balsamy, więc gdy miałam możliwość wyboru kosmetyków do recenzji długo się nie zastanawiałam. Masło velvet butter należy do serii bloom essence, w skład której wchodzi również peeling, o którym pisałam tu.


 Opis: Aksamitne masło do ciała o przyjemnym, aromacie świeżych kwiatów. Bogata baza zawiera odżywcze masło kakaowe, ujędrniające masło shea i niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania skóry nienasycone kwasy tłuszczowe: Omega 3, 6, 7 i 9. Dzięki zastosowaniu wyciągów z japońskiej wiśni, lilii wodnej i babki lancetowatej masło hamuje procesy starzenia oraz działa przeciwzapalnie. Łagodzi skutki działania niekorzystnych czynników środowiskowych, takich jak: wolne rodniki, promienie UV i zanieczyszczenia. Skóra staje się nawilżona, jędrna i wyraźnie piękniejsza. 

Składniki aktywne: masło kakaowe, wyciągi z wiśni, babki lancetowatej, Sepicalm VG, nienasycone kwasy.

 Nie zawiera: parabenów, formaldehudu, silikonów, PEG-ów, SLES, ALS, wazeliny, etanolamin, oleu parafinowego. 

 Cena: ok. 40 zł/200 ml.



 Opakowanie jest bardzo poręczne i eleganckie, pozwala nam do końca wydobyć produkt. Znajdują się  na nim wszelkie przydatne nam informacje, skład, pojemność, opis, data ważności. Szata graficzna jest minimalistyczna i przyjemna dla oka. 

 Zapach jest oszałamiający, kwiatowy delikatnie otula nasze ciało i co ważne, nie jest mdły, jak niektóre spośród kwiatowych woni. Razem z peelingiem stanowi świetny aromatyczny duet. 



 Kolor masła, podobnie jak peelingu, to delikatny róż. Można nazwać ten produkt właściwie delikatnym musem, gdyż ma lekko piankową konsystencję. Ciężko ją opisać. Konsystencja jest treściwa, ale jednocześnie bardzo łatwo nabrać produkt i idealnie się go rozsmarowuje. Masło idealne.

 Kosmetyk zaskakująco szybko się wchłania i nie zostawia tłustej warstwy, której tak wiele z was nie lubi. Skora po użyciu jest niesamowicie aksamitna i dobrze nawilżona, przy regularnym stosowaniu ciało staje się niesamowicie gładkie i miękkie. 

 Jeśli chodzi o wydajność to nie ma co narzekać. Przy regularnym stosowaniu starczy mi na trzy miesiące, a nie lubię go sobie żałować:)

 Uważam, że warto sprawić sobie takie zestaw na prezent, na pewno używając go będziecie miały, jak ja, poczucie luksusu i rozpieszczenia. 

Preferujecie balsamy czy masła? Jakie jest wasze ulubione?

O. 

oTAGowana


Zostałam otagowana przez WeKaBlog, http://wekablogpf.blogspot.com, za co serdecznie dziękuję :)


Zabawa ta polega na odpowiedzeniu na 11 pytań zadanych przez osobę tagującą.Następnie otagowaniu kolejnych 11 osób.


1. Gotowa do szkoły ?
Skończyłam liceum kilka lat temu :D


2. Piszesz pamiętnik ?
W szkole pisałam, teraz już nie.


3. Twoje hobby (oprócz blogowania) ?
Namiętnie czytam i oglądam kryminały. Jedyny kanał, który śledzę w tv to Discovery Investigation, nic innego w  nie oglądam :) Uwielbiam również gotować.


4. Jaki masz kolor oczu ?
Zielone.

5. Czy przez te wakacje zmieniło się coś w twoim wyglądzie ?
Mam trochę jaśniejsze włosy :)

6. Uważasz te wakacje za udane ?
Całe wakacje pracuję, więc średnio udane :D


7. Ile jest wokół ciebie różowych rzeczy w zasięgu 3m ?
Jedna, kocyk mojego kotka :)


8. Szpilki czy buty na płaskim obcasie ?
Zależy od okazji.


9. Rzecz bez której nie wyjdziesz z domu ?
Portfel.


10. Czy zetknęłaś się kiedyś ze śmiercią ?
Yyyy....


11. Co można znaleźć w twojej torebce ?
Min. portfel, komórkę, długopis, carmex, chusteczki.


Taguję wszystkie moje komentatorki, które mają ochotę odpowiedzieć pytania zadane przez WeKaBlog, jeśli nie macie bloga możecie odpowiedzieć w komentarzach. 

Miłej niedzieli. O. 

22 sierpnia 2012

Hello girl!


Ostatnio na blogu pojawiało się trochę więcej kosmetyków pielęgnacyjnych, dlatego teraz czas na coś z kolorówki :) Przed wami błyszczyk z Vipery Hello Girl!





 Opis: Nowy błyszczyk Vipery Cosmetics to najlepszy przyjaciel każdej modnej kobiety. Pozwala wyczarować fantastyczny efekt seksownych ust, zanim policzysz do trzech. Naczelna zasada brzmi: jeden błyszczyk, dwa kolory, trzy efekty!

Do kolekcji błyszczyków autorstwa Vipery dołączył nowy produkt, który pozwala uzyskać różne efekty, z zależności od upodobań, nastroju, czy okazji. 

Pierwszy efekt: „mokre usta” 
Usta lśniące niczym tafla wody uzyskujemy za pomocą nieperłowego błyszczyka z maciupeńkimi drobinkami, których nie widać, a które przepięknie rozświetlają. 
Kosmetyk pokrywa wargi warstwą półtransparentnego koloru niczym leciutka szminka w płynie. Usta się nie kleją, są miękkie, odżywione, wygładzone i jednolite Wydłużony aplikator umożliwia wykonanie makijażu już jednym, dwoma pociągnięciami kolorem. 
Drugi efekt: transparentna tafla superlśniących drobinek 
Przeźroczysty błyszczyk z mnóstwem migoczących w świetle drobinek sprawia, że usta stają się pełniejsze i bardziej zmysłowe. Nawilżająca formuła dba o delikatny naskórek ust i chroni go przed szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych. Natomiast aplikator w formie wygodnego pędzelka umożliwia superkomfortową, gładką aplikację. 
Trzeci efekt: tło koloru + rozświetlenie 
Miękki pędzelek błyszczyka z drobinkami pozwala pięknie rozświetlić naniesiony wcześniej kolor bez rozmazywania go. 

Cena: 11 zł.

Gdzie: internet, stoiska vipery, osiedlowe drogerie.




 Błyszczyk zapakowany jest w kartonik, na którym znajdują się wszelkie informacje dotyczące produktu, data ważności, skład, pojemność. Kosmetyk posiada dwie końcówki. Jedna z gąbkowym aplikatorem to właściwy błyszczyk, którym pokrywamy usta. Drugi koniec to błyszczyk posiadający pędzelek, który ma za zadanie podkręcić kolor części różowej. Błyszczyków możemy używać osobno, bądź łączyć je, co w efekcie daje nam trzy możliwości używania tego produktu, bardzo mi się to podoba, bo lubię takie praktyczne rozwiązania. 


 Kolor, który otrzymałam to 58 Flirty. Jest to delikatny zgaszony róż, w którym widać beżowe tony. W produkcie zatopione są delikatnie migoczące złote drobinki, nie jest to jednak nachalny brokat, a iskrzące drobinki, które rozświetlają usta. Druga część to bezbarwna baza, w której zatopione są liczne również złote drobinki, jednak te już są zdecydowanie większe i bardziej brokatowe, na ustach jednak ich nie czuć. Kolor różowej części zdecydowanie przypadł mi do gustu i zazwyczaj używam tylko jego lub dodaję trochę białej części wyłącznie na środek ust. Błyszczyk nie jest do końca kryjący, aby tak się stało musimy nałożyć więcej niż jedną warstwę. Jeżeli chodzi o konsystencję to jest w porządku, niezbyt gęsta, nie skleja ust, ale z drugiej strony nie jest rzadka, więc nie rozlewa się poza ich kontur. To, co mi się podoba, to to, że produkt nie podkreśla suchych skórek i nie wchodzi w załamania ust. 


 Trwałość produktu jest zdecydowanie przeciętna, u mnie trzyma się ok. trzech godzin po czym znika, nie zostawia jednak żadnych smug, niknie równomiernie. 


Tu zdjęcia z innej notki, gdzie macie porównanie tego koloru z innymi błyszczykami, na dłoni i na ustach. 





 Myślę, że błyszczyk zdecydowanie wart jest jedenastu złotych. Pomysł z dwoma końcówkami również był trafiony. Mógłby nieco dłużej utrzymywać się na ustach, ale nie ma co z drugiej strony za taką cenę tego od niego wymagać. Kolor przyjemny, zapach nienachalny, aplikacja bezproblemowa, jestem na tak. :)

Jakie są wasze ulubione produkty do ust?

Miłego dnia. O. 

21 sierpnia 2012

Po raz kolejny o ...

   

....maseczkach! Moja kolekcja tych produktów nie jest zbyt rozbudowana, poza tymi, które widzicie poniżej posiadam jeszcze tylko jedna, z Organique, o której pisałam w poprzednim poście. Dziś skusiłam się również na małe zamówienie z Avonu, w którym znalazła się jedna maseczka planet spa. Fanką avonu nie jestem, ale maseczki z tej serii mają niezłe recenzję, więc spróbuję, bardzo jestem ciekawa, co z tego wyniknie :)

Wśród tych trzech maseczek, które trafiły do mojej kosmetyczki, w większości przypadkowo, jest i mój ulubieniec i bubel totalny. O które produkty chodzi? 


Hean, Ryż Inków, maseczka relaksująco odżywcza, żeń-szeń i pędy bambusa

Opis: delikatna maseczka o działaniu odżywczym, rewitalizującym i relaksującym, dla każdego rodzaju cery. Formuła maseczki oparta jest na oryginalnym połączeniu olejku ryżu Inków, wyciągu z żeń-szenia i pędów bambusa, stanowiących bogate źródło witamin E, C, B, z grupy PP, aminokwasów i mikroelementów.


Działanie: odżywia i nawilża, wspomaga procesy odnowy komórek, ujędrnia i wygładza skórę. Usuwa oznaki zmęczenia i regeneruje. Przywraca skórze zdrowy koloryt. Orientalna kompozycja zapachowa wzbogacona aromaterapeutycznym olejkiem ylangowym działa odprężająco, antystresowo i poprawia ogólne samopoczucie.


Cena: ok.8 zł/ 75 ml.

Dostaniesz: internet, Kaufland.

 Na ten produkt trafiłam zupełnie przypadkowo, byłam akurat w supermarkecie i przypomniało mi się, że nie mam żadnej maseczki, bez większych nadziei przeszłam się między regałami i zauważyłam ten kosmetyk. Nie wiedziałam, że firma Hean produkuje również produkty pielęgnacyjne, więc z chęcią po nią sięgnęłam szczególnie, że cena zdecydowanie zachęcała do zakupu. Opakowanie jest standardowe, miękka odkręcana tubka, z której łatwo wydobyć produkt. To, za co ją uwielbiam to min. zapach. Totalnie relaksująca woń mleka z ryżem, lubię takie zapachy, gdyż są ciepłe i naprawdę odprężają. Działanie również jest świetne, maseczka pozostawia twarz bardzo miękką, idealnie nawilżoną i gładką. Efekt, jakiego się po niej nie spodziewałam to rozjaśnienie, po 20 minutach z maską na twarzy znikają wszelkie zaczerwienienia. Wiem, że nie u każdego będzie to widoczne, ale zdradzę wam, że namówiłam też na nią TŻa i również u niego efekty były mocno widoczne. Maseczkę po określonym czasie się zmywa, co mnie cieszy, bo średnio lubię maseczki samowchłaniające. Ryż Inków odkryłam jakieś trzy lata temu i od tego czasu cały czas do niej wracam :)





Ziaja, maseczka z zieloną glinką, cera zanieczyszczona

Opis: maska z zieloną glinką do cery zanieczyszczonej, skłonnej do wyprysków. 

Absorbuje nadmiar sebum, wykazuje skuteczne działanie ściągające oraz wyraźnie zmniejsza rozszerzone pory. Łagodzi zmiany trądzikowe i normalizuje pracę gruczołów łojowych. Intensywnie nawilża skórę oraz łagodzi podrażnienia, nie zatyka porów. 
Zawiera: 
- Glinka zielona 
- Ekstrakty z oczaru, białej herbaty, szałwii 
- D-panthenol 
Efekt nuno to redukcja sebum i 'świecenia się' skóry - efekt mat. 
Maska przeznaczona jest dla osoób w wieku 17+; można ją stosować 1-2 razy w tygodniu. 


Cena: ok. 8 zł / 60 ml.

Dostaniesz: internet, drogerie osiedlowe, drogeria Hebe, apteki. 

  Kolejny przypadkowy zakup, niestety, tym razem nieudany. Maseczkę zakupiłam w aptece skuszona obietnicą oczyszczenia cery, którego w sumie nie otrzymałam. Opakowanie nie jest zbyt wygodne, tubka jest dość twarda, produkt ciężko się wydobywa. Zapach jest w porządku, świeży, nienachalny. Kolor to mocno rozbielona zieleń. Właściwie wszystko jest w normie, poza jednym, produkt po prostu nie działa. Nie widzę po niej najmniejszego efektu. Cera wygląda dokładnie tak samo, jak przed jej nałożeniem. Cena nie jest wysoka, ale na pewno ponownie jej nie zakupię. Tubkę już wykańczam, co mnie cieszy, bo dla mnie ten kosmetyk to bubel. 


Black head, nose clay mask, peel-off

Opis: maseczka peel - off na bazie glinki głęboko oczyszczająca nos. Zawiera ekstrakty z morwy, czarnego ryżu oraz nasion łzawicy ogrodowej, które zmiękczają skórę i osadzone na niej zanieczyszczenia oraz rozpuszczają zaskórniki.

Cena: ok. 20 zł / 50 ml.

Dostaniesz, internet: e-bay, czasem allegro.

  Ta maseczka była z kolei przemyślanym zakupem. Swojego czasu na blogach było pełno jej recenzji i zazwyczaj były to skrajne opinie, uwielbienie lub nienawiść. Stosuje się ją na wybrane partie twarzy, trzyma określony czas i zrywa, co ma oczyścić nam pory i wyciągnąć z nich brudy :D Dla mnie jest to produkt na pewno godny swojej ceny i dość ciekawy. Opakowanie jest standardowe, zapach specyficzny, ale mi nie przeszkadza. Nie przepadam za jej konsystencją, maseczka mocno się klei i rozmazuje, ciężko zmyć ją z dłoni po aplikacji. Efekt natomiast jest bardzo dobry, nie będę się z wami dzieliła zdjęciami, musicie mi uwierzyć na słowo. Po zerwaniu białego plastra maski znajduję na niej sporo czarnych główek. Przy regularnym stosowaniu efekty są świetne, pory są zdecydowanie mniej widoczne. Na pewno, kiedy wykończę to opakowanie skuszę się na następne. 


Zbiorowa fotka :)



Miałyście którąś z tych maseczek? Jakie są wasze hity i buble w tej kategorii? Podzielcie się :)

Chciałam wam również po raz kolejny podziękować, otóż:


Każda nowa osoba dostarcza mi masę energii i zapału do dalszego pisania, dziękuję :)


Miłego wieczoru. O.

20 sierpnia 2012

Maseczka miesiąca :)




Dziś kolejny post z kosmetykiem firmy Organique, tym razem przedstawiam wam piankową maseczkę do twarzy i ciała z serii fresh'n' fruity o zapachu ananasa i papai :)



Opis: Eksfoliująco-wygładzająca maseczka w formie lekkiego, owocowego musu. Zawiera naturalne kwasy AHA oraz papainę – enzym złuszczający, pozyskiwany z papai. Doskonale odświeża zmęczoną skórę, delikatnie rozjaśnia, oczyszcza skórę z zaskórników oraz zrogowaciałego naskórka, przyspiesza odnowę komórkową. 
Pozwala na błyskawiczną poprawę kondycji skóry. Przeznaczona dla aktywnych i zapracowanych osób, zwłaszcza z cerą mieszaną, skłonną do tworzenia się zaskórników i potrzebującą odświeżenia. Zawiera surowiec działający złuszczająco - LINKED-PAPAIN™ C-MPB. Ten wyjątkowy składnik enzymatycznie usuwa połączenia międzykomórkowe, ułatwiając tym samym usunięcie warstwy rogowej naskórka. Wyciąg z ananasa dostarcza skórze naturalnych kwasów owocowych AHA, wzmacniając proces odnowy i regeneracji skóry. Może być stosowana jako delikatna forma peelingu enzymatycznego.

Cena: ok. 30 zł/ 120 ml


Opakowanie produktu bardzo przypadło mi do gustu, jest eleganckie, minimalistyczne, a jednocześnie znajdziemy na nim wszelkie informacje dotyczące produktu, czyli: skład, opis produktu, datę ważności, pojemność, sposób użycia, a nawet adres strony internetowej Organique. 

Zgrabna srebrna puszka kryje 120 ml kosmetyku, który uwodzi zapachem podobnie, jak suflet do ciała z tej samej serii, o którym pisałam TU. Jak na maseczkę do twarzy zapach jest dość intensywny, choć przyjemny, więc pewnie nie wszystkim przypadłby do gustu. 

Maseczka ma ciekawą konsystencję, jest to trochę pianka, trochę suflet, na pewno używa się tego bardzo przyjemnie, aplikacja nie sprawia problemów.

W produkcie zatopione są nieliczne pomarańczowe granulki, które znikają przy wmasowywaniu w twarz. Maseczkę trzymamy ok. 10 minut po czym zmywamy lub usuwamy wacikami. Choć maseczka wchłania się prawie do zera, ja wolę tą pierwszą wersję, buzia nie pozostaje wtedy tłusta i nic się na niej nie wałkuje. 

Jeśli chodzi o działanie, to przy regularnym stosowaniu widać, że cera jest rozjaśniona i wygładzona. Kosmetyk zapewnia dzięki zapachowi relaks i odświeżenie.

Wydajność, dzięki konsystencji jest naprawdę niezła.



Miałyście już jakieś kosmetyki z Organique? Jaka jest wasza ulubiona maseczka?

16 sierpnia 2012

Inglot



 Nabyłam dziś pustą paletkę na 20 cieni z Inglota. Do tej pory trzymałam te cienie z innymi w paletce również z inglota, ale bez przegródek, TU. Ta ma bardziej nowoczesny wygląd i generalnie bardziej mi się podoba, ponadto cienie są chyba bezpieczniejsze. 

Cena paletki to 32 zł, paletka na 10 cieni to z kolei koszt 18 zł. 




 Cienie, jak widać w średnim stanie, niektóre uratowane spirytusem, inne pokruszone, czy tylko ze mnie jest taka pierdoła?


Wrzucam też cennik innych paletek z freedom system. 


Oraz skład wszystkich dostępnych produktów w tym systemie.





Przy okazji zdradzę wam, że jest to mój 200 post :) Dziękuje wam serdecznie za to, że jesteście, czytacie i komentujecie.



Spokojnej nocy. Odyseja. 

15 sierpnia 2012

Makijaż i zapowiedzi


  Dziś szybki post :) Makijaż czekolada z żurawiną z którego nie do końca jestem zadowolona, mogłam coś lepszego zrobić z dolną powieką, ale już za późno ;p

Makijaż wykonałam:
-rzęsy eyelure,
- czerwony bulion,
- baza benefit,
-tusz do rzęs eveline,
- cielista kredka na linię wodną laura mercier,
- czarna kredka tarte,
- cienie inglot, my secret i paese, dokładne numery dla zainteresowanych ;)






W najbliższym czasie na blogu pojawią się:
-recenzja maseczki Organique,
- recenzja błyszczyka Vipery,
- coś o produktach Fitomed,
- różowy haul,
- zbiorcza recenzja maseczek.

Przepraszam, że ostatnio mnie tu mniej, postaram się w najbliższym czasie nadrobić zaległości.

Co tam u was ciekawego?

Miłego dnia. O.

8 sierpnia 2012

Nominacja




Zostałam otagowana w zabawie przez Monikę z bloga http://lejdziakowa.blogspot.com/, za co serdecznie dziękuję ;*

ZASADY TAGU:
1. Każda oznaczona osoba musi opowiedzieć 5 faktów o sobie i zamieścić je na swoim blogu.
2. Następnie wybierasz przynajmniej 10 nowych osób do tagu.
3. Wymień w swoim poście osoby które otagowałeś i napisz kto otagował ciebie.
4. Nie oznaczaj ponownie osób, które są już oznakowane.
5. Dodaj baner zabawy (wyżej)
6. Zapraszamy do tagu wszystkie osoby nawet jeśli nie zostały otagowane, miłej zabawy :)

5 sekretów Odysei :

1. W liceum pisałam wiersze. Miałam specjalny zeszyt do którego trafiało to, co napisałam. Uwielbiałam również czytać poezję i do tej pory znam całą masę wierszy na pamięć, najwięcej utworów na pamięć znam z twórczości Poświatowskiej, Bursy i Baczyńskiego. Każdego z tych poetów cenię za coś innego, gdyż tworzyli zupełnie inne utwory.

2.  Uwielbiam pływać, szczególnie w jeziorze. Wypływam przy tym na jak najgłębszą wodę. Mam wtedy poczucie ogromu przestrzeni, jaka mnie otacza. Wiem, że nie ma nic nade mną i nic pode mną. Kocham to uczucie. 

3. Jestem bardzo sentymentalna, choć nie daję tego po sobie poznać. Uwielbiam wracać myślami do miłych chwil w moim życiu. 

4. Noszę okulary :D Zapewne o tym nie wiecie, ale mam niewielką wadę wzroku, więc na co dzień jestem okularnicą :)

5. Uwielbiam śpiewać. Przez ponad 5 lat śpiewałam w różnych zespołach. Mam swoje konto na ising.pl i tam się pod tym względem uzewnętrzniam :)

Taguję:


Oraz wszystkie moje komentatorki, które na TAG jeszcze nie odpowiadały. Jakie są wasze sekrety? 

 Miłego dnia. O.



7 sierpnia 2012

Denko

Może nie jest to najbardziej spektakularne denko, ale coś tam udało mi się zużyć. W większości jest to oczywiście pielęgnacja, wpadło również coś z kolorówki :)


1. Agnis B. Tusz do rzęs, kolor gris orage, czyli szary z domieszką niebieskiego. Mimo niepozornej szczoteczki dawał świetny efekt, rzęsy były podkręcone, rozdzielone i wydłużone. Kolor to miła odmiana od czarnego tuszu, fajnie komponował się z zielonymi tęczówkami. Jeśli gdzieś znajdę, kupię ponownie. 

2. Biotherm, tonik, mini wersja. Bardzo fajny produkt. Odświeża, cera staje się delikatnie rozjaśniona i gładsza. Stosowałam z innymi produktami z tej serii, kremem do mycia twarzy i żelem nawilżającym,  zakochałam się w efekcie, jaki dają. Na pewno kupię ponownie, jeśli nie miniatury to pełnowymiarowe opakowania. 

3. Chanel, tusz do rzęs inimitable, miniaturowa wersja. Świetnie wydłużał i rozdzielał rzęsy. Nie pogrubiał i nie podkręcał, mimo obietnic producenta. Przyzwoicie utrzymywał się na rzęstach. Jeśli szukacie wydłużającego tuszu, jest to coś dla was. 

4. Herbal Essences, szampon nadający objętość. Początkowo byłam do niego sceptycznie nastawiona i nie widziałam jego działania. Po jakimś czasie stosowania go z odżywką zaczęłam zauważać rezultaty. Włosy były delikatnie odbite od nasady i długo zachowywały świeżość. Dodatkowo zapach produktu jest obłędny. Raczej do niego nie wrócę, bo lubię testować nowe rzeczy. 

5. Kobo, dwufazowy płyn do demakijażu, pisałam o nim TU

6. Loreal Elseve, szampon total repair. Obciążał moje włosy, szybko stawały się po nim nieświeże. Ładny zapach, dobrze się pieni, ale raczej do niego nie wrócę. 

7.  Max Factor, Lasting Performance. Uwielbiam go za krycie, którego potrzebuję, za to ile utrzymuje się na twarzy i za to, że umiejętnie nałożony nie tworzy maski. Nie znika szybko z twarzy. Wrócę, ale wybiorę kolor z żółtym pigmentem. 

8. Original Source, żel pod prysznic czekolada i pomarańcza ,pisałam o nim TU.

9. The Body Shop, tonik seaweed. Odświeża, usuwa resztki makijażu. Nie pozostawiał matowej skóry, nie minimalizował porów, jak obiecał producent. Polubiłam go jednak  na tyle, że na pewno do niego wrócę.

10. Toni&Guy, odżywka wygładzająca do włosów kręconych. Moje włosy nie są kręcone, a mimo tego używałam tej odżywki, dlaczego? Włosy kręcone są zazwyczaj bardzo suche, więc produkty im dedykowane zawierają więcej środków nawilżających niż produkty do włosów prostych. Faktycznie po użyciu, włosy były gładkie, miękkie i dobrze nawilżone, odżywka w chłodnych miesiącach pomogła mi wyeliminować elektryzowanie się włosów. Wrócę do niej na pewno. 

11. Toni&Guy, odżywka wygładzająca do włosów kręconych, mini wersja. 

12. Toni&Guy, szampon wygładzający do włosów kręconych, mini wersja. Jak z odzywki byłam zadowolona, tak szampon nie przypadł mi do gustu. Włosy były po nim szorstkie i nieprzyjemne w dodyku, nie miałam wrażenia świeżości. Nie kupię ponownie. 


A jak wam poszło w tym miesiącu?

Pozdrawiam. O.

6 sierpnia 2012

Kosmetyki lipca,


czyli kosmetyki, po które w tym miesiącu sięgałam najczęściej.


Pielęgnacja


1. Masło do ciała Organique, bloom essence, recenzja niebawem. 

2. Mgiełka do twarzy z witaminą E. Świetnie odświeża twarz. Można używać jej pod makijaż, ale również na niego. Dobrze nawilża, pięknie pachnie. Używałam jej również do zwilżania pędzla przed nałożeniem podkładu.

3. Ziaja krem pod oczy z bławatkiem. Szału nie robi. Oczywiście nie rozjaśnia cieni, jak zapewnia producent, ale przyzwoicie nawilża i nie jest drogi. Używam, bo muszę zużyć, ale nie wrócę do niego. 

4. Syoss, błyskawiczna maseczka. Stosuję ją dwa razy w tygodniu zamiast odżywki, zostawiam na 5 minut i cieszę się gładkimi, bardzo miękkimi włosami. W moim przypadku nie obciąża czupryny, włosy wyglądają po niej dużo lepiej, choć wiem, że to wyłączna zasługa paskudztw w składzie. 

5. Garnier, żel odblokowujący pory. Świetnie sprawdza się na mojej cerze. Podczas stosowania daje uczucie chłodu. Nie wysusza mojej cery, która po nim jest wyraźnie wygładzona i delikatna, wiem, że są przeciwnicy, ale ja lubię. 

                                                                        
Kolorówka



1. Jako, że w lato stosuję minimalistyczny makijaż, całe oczy "robi" mi cień w kremie z limitowanki Ballerina backstage. Kolor jest bardzo przyjemny i ładnie komponuje się z kolorem skóry. Rozświetla spojrzenie. Po kilku godzinach cień się roluje, więc konieczne są poprawki.

2. Absolutny numer jeden, missha, perfect b.b. cream. Idealnie stapia się ze skórą, daje delikatne krycie, na pewno wyrównuje koloryt skóry i jednocześnie ją nawilża. Stosując go w upały nie mam wrażenia, że mam na sobie tapetę. Jedynym minusem jest to, że bez przypudrowania skóra szybko zaczyna się po nim błyszczeć. 

3. Błyszczyki stay with me, pisałam o nich TU.

4. Róż Catrice. Piękne opakowanie i interesujący odcień. Nieźle trzyma się na twarzy, kolor można stopniować. Zawiera delikatne drobinki połyskujące w słońcu. Lubię i tyle :)

5. Eveline, million calories. Ładnie wydłuża rzęsy, choć ich nie pogrubia. W ciągu dnia się nie osypuje, nie skleja rzęs, które po użyciu wyglądają naturalnie. Na lato w sam raz.


A jakich kosmetyków wy używałyście w lipcu najczęściej?

Miłego dnia. O.