22 stycznia 2013

Makijaż :)


O pigmentach z Kobo pisałam już tu.  

Nie są moimi ulubieńcami, ale ze względu na kolory i niską cenę w promocji mam kilka sztuk. Do niezbyt licznego grona kobowych sypańców trafił niedawno kolor lavender. 

Tak, jak w przypadku innych pigmentów rozcieranie go należy do niezbyt łatwych, ani przyjemnych, ale pokusiłam się o próbę okiełznania go. 


Efekty poniżej. Cienie celowo nie są mocno roztarte. 




Macie jakieś cienie, za którymi nie przepadacie, a których używacie ze względu na kolory? 

Jakie są wasze ulubione cienie? 

Miłego. O. 

16 stycznia 2013

Doczekałam się! :)


Niejednokrotnie pokazywałyście na blogach swoje cacka do robienia fotek i nie powiem, że nie, bo po cichu zazdraszczałam i marzyłam o czymś podobnym. Spełniło się! Wczoraj stałam się posiadaczką Nikona D3100. 



Jestem totalnym laikiem jeśli chodzi o tego typu sprzęty, więc podpytałam kilku osób, co poleciłyby dla kogoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z fotografią. W tym przedziale cenowym, o jaki mi chodziło większość wskazała właśnie ten sprzęt. Zdecydowałam się na wersję z obiektywem 18-105 vr, zamiast 18-55vr. 



W porównaniu z moim dotychczasowym kompaktem różnica jest gigantyczna! Wiele nauki przede mną, ale jestem pełna zapału i mam nadzieję, że jak najszybciej na blogu zaczną się pojawiać fotki robione już nową zabawką. Z czasem mam nadzieję dokupić sobie jeszcze namiot bezcieniowy i inne sprzęty, które na pewno jeszcze bardziej ulepszą zdjęcia. 

Tu jedno z pierwszych zdjęć zrobionych Nikonem. 


 Jakie akcesoria/ dodatkowe sprzęty itp. poleciłybyście mi dokupic?
Pozdrawiam was ciepło, O. 

15 stycznia 2013

Hit w kosmetyczce.


Dziś przedstawiam wam krem, który stał się hitem mojej kosmetyczki. Mowa o Phenome oil-control.



Opis: Nawilżający krem-żel o lekkiej, nietłustej konsystencji, przeznaczony do kompleksowej pielęgnacji skóry tłustej i mieszanej z nasilonymi niedoskonałościami. Dzięki łagodnym, specjalnie wyselekcjonowanym, naturalnym wyciągom roślinnym krem skutecznie redukuje zmiany zapalne skóry, objawiające się w postaci krostek i grudek. Składniki złuszczające zawarte w kremie eliminują martwe komórki naskórka odpowiedzialne za zatykanie porów oraz powstawanie zaskórników. Preparat doskonale nawilża, jednocześnie matując cerę i poprawiając jej koloryt. Jest delikatny, odpowiedni nawet dla skóry skłonnej do podrażnień. Długotrwale stosowany, przywraca skórze równowagę i nadaje jej zdrowy wygląd.

Skład: Camellia Sinensis Leaf Water**, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Water**, Dicaprylyl Carbonate**, Glycerin**, Isopropyl Palmitate**, Zea Mays (Corn) Starch**, Glyceryl Stearate**, Dicaprylyl Ether**, Aqua**, Glyceryl Stearate Citrate**, Stearic Acid**, Betaine*, Myristyl Myristate**, Epilobium Fleischeri Extract*, Dehydroacetic Acid, Xanthan Gum**, Parfum**, Panthenol, Hamamelis Virginiana Leaf Extract**, Cedrus Atlantica Bark Extract**, Mentha Piperita (Peppermint) Extract**, Chondrus Crispus (Carrageenan)**, Aloe Barbadensis Leaf Juice**, Calendula Officinalis Flower Extract*, Carica Papaya Fruit Extract*, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Extract*, Rubus Chamaemorus (Cloudberry) Fruit Extract**, Citrus Paradisi (Grapefruit) Fruit Extract**, Ananas Sativus (Pineapple Plant) Fruit Extract**, Hibiscus Sabdariffa Flower Extract**, Sodium Stearoyl Lactylate**, Cetyl Alcohol**, Vegetable Oil**, Tocopheryl Acetate, Glycine Soja (Soybean) Sterols**, Sodium Carboxymethyl Betaglucan, Sodium Lactate**, Carnosine**, Lactic Acid**, Benzyl Alcohol, Sodium Phytate**, Salvia Sclarea Oil***, Copper Chlorophyllin**, Citronellol***, Geraniol***, Limonene***, Linalool***
*Certified Organic, **Natural Raw Materials, ***Components of Natural Essential Oils
Cena: ok. 130 zł/50 ml.


Krem zamknięty jest w porządnym słoiczku wykonanym z grubego, ciężkiego, ciemnego szkła. Wygląda klasycznie. Szata graficzna jest minimalistyczna i tym samym trafia mi do gustu. Wolałabym jednak, żeby produkt znajdował się w opakowaniu z jakimś aplikatorem bądź w tubce, co byłoby o wiele bardziej higieniczne.

W słoiczku znajdujemy 50 ml substancji koloru miętowego, pachnącej niesamowicie przyjemnie, według mnie pomarańczowo. Zapach jest dośc silny i nie znika szybko, więc niektórym osobom może to nie odpowiadać. Konsystencja jest faktycznie żelowa, bardzo lekka.

Po nałożeniu kremu na twarz skóra jest wyraźnie wygładzona, miękka i doskonale nawilżona. Niestety aplikując minimalnie za dużą ilość kremu roluje się on na buzi. Przez to, że wystarczy go niewielka ilość na całą twarz jest niesamowicie wydajny, co przy jego terminie przydatności (6 m-cy od otwarcia) czyni go niemal niemożliwym do zużycia.

Krem stosuję na dzień i co mnie cieszy produkt idealnie spisuje sie pod makijaż. Podkład świetnie się po nim rozprowadza nie zostawiając smug.

Producent obiecuje również, że krem będzie matował nasza skórę. Co do tej obietnicy mam mieszane uczucia. Skóra faktycznie minimalnie dłużej pozostaje bez połysku, ale raczej jest to zasługa innych produktów, których używam.

Nie napisałam jednak za co cenię go najbardziej. Otóż każdej zimy borykałam się z masa ciężkich do ukrycia suchych skórek. Odkąd stosuję ten produkt problem całkowicie zniknął, co jest dla mnie sporą ulgą.

Jeśli chodzi o poprawę stanu skóry po 1,5 miesiąca stosowania tego kremu żadnej poprawy nie zauważyłam.




Serdecznie  mogę polecić ten produkt osobom z cera mieszaną bądź tłustą. Dla osób posiadających skórę suchą poziom nawilżenia, który zapewnia krem może okazac się niewystarczający.


                                                                            Miłego. O.

14 stycznia 2013

O OS słów kilka.



Jakiś czas temu dostałam od firmy OS dwa nowe limitowane żele pod prysznic. Dziś kilka słów o nich oraz o tym, co się teraz w OS dzieje.

 Zimowe limitowane zapachy to poamarańcza z lukrecją oraz śliwka z syropem klonowym. Opakowania standardowe, choć wersja limitowana ma urocze nadruki na na froncie przypominające mi norweskie swetry :D Minusem w opakowaniach jest brak korka niekapka, który już nie wróci, a i żele nielimitowane będą go pozbawione. Zapachy są fantastyczne, pomarańcza jest początkowo kwaskowata, by potem rozwinąć się zapachem słodkiej lukrecji. W wersji śliwkowej czuję z kolei bardziej słodycz syropu klonowego, który koi zmysły i robi ochotę na spałaszowanie czegoś słodkiego :D Osoby, które nie lubią jadalnych zapachów mogą nie byc zachwycone, ale reszta powinna być. Ja jestem :)



Niżej dwa zdjęcia z fabryki OS oraz pomysł firmy, jak zatrzymać sobie niekapki, które są znacznym ułatwiemiem podczas używania. Zdejmujemy korek ze starego opakowania i zakładamy go na nową butelkę :) Na pewno będę korzystać z tego rozwiązania. A wy?




OS ponadto powierza nam wybór nowych limitowanych żeli. Uważam, że to fajna opcja i inne firmy również powinny brać w ten sposób pod uwage preferencje użytkowników. Zapachy do wyboru to złoty ananas, słodka mięta i zielona herbata, kaktus i guarana oraz dzikie jagody. Głosować  można tu: 
http://www.facebook.com/originalsourcepl/app_323366861102658

Ja już swój głos oddałam i mam nadzieję, że mój faworyt wygra :D

Lubicie żele OS? Jaki jest wasz ulubiony zapach? Który z proponowanych wariantów najchętniej zobaczyłybyście na sklepowej półce?

Pozdrawiam. O. 

13 stycznia 2013

Konkretne dno :)



Witam! 

Ostatnio trochę zaniedbałam bloga, dlatego nie pojawiło się na nim ani denko listopadowe, ani grudniowe, co też dziś nadrabiam. Jestem całkiem zadowolona, bo wydaje mi się, że zużyłam całkiem sporo, co najważniejsze udało mi się skończyć również produkty, których, delikatnie mówiąc uczuciem nie darzyłam;p. 


Listopad:


Bielenda- dwufazowy płyn do demakijażu awokado- pisałam o nim tu. Któreś z kolei moje opakowanie, na pewno nie ostatnie.

Herbal Essences. Przyjemny zapach, ułatwiał rozczesywanie włosow, ale nie wrócę do niego z tego samego powodu, co do szamponu Nivea. 

Luksja- żel pod prysznic. O jego bracie wspominałam tu


Nivea, szmpon dodający objętości. Jako szamponowi drogeryjnemu nie mam mu nic do zarzucenia, ale nie wrócę do niego, bo przerzuciłam się na bardziej naturalną pielęgnację włosów.

Original Source- moje ulubione żele. W tym miesiącu wykończyłam czekoladę z miętą oraz dwa limitowane żele, czyli brytyjskie truskawki i słodką miętę. Mniam!

Perfecta no problem!- maska, peeling i żel do mycia. Przeciętny produkt o miłym zapachu za to bardzo trudno zmywający się. Raczej do niego nie wrócę. 

Yves Rocher- balsam do ciała migdałowy. Przyjemny produkt. Porządna dawka nawilżenia, dość gęsty, niektórych może denerwować to, że dość długo się wchłania. Skóra jest po nim idealnie gładka i nie mam mu nic do zarzucenia. Może kiedyś jeszcze do niego wrócę. 

                                                                            Grudzień:


Barwa, szampon skrzyp polny. Prosty skład, tani jak barszcz, świetnie nadaje się do oczyszczania włosów raz w tygodniu. Na pewno kupię jeszcze jakiś szampon z tej firmy. 

Isana, suchy szampon. Jeden z bardziej udanych produktów na jakie natrafiłam w 2012. Więcej nie napiszę, bo produkt zasługuje na oddzielną notkę :)

Yves Rocher, szampon do włosów z wyciągiem z owsa. Bardzo fajny produkt. Pieni się średnio, ale jest to kwestia przyzwyczajenia. Dobrze oczyszcza włosy, ma lepszy skład niż drogeryjne szampony. Włosy były po nim lekkie i miękkie. Polecam, w przeciwieństwie do odżywki z tej samej serii, która jest chyba największym bublem, na jaki trafiłam, o czym jeszcze na blogu wspomnę. 

Ziaja, masło kakaowe, maska wygładzająca. Piękny zapach, niedroga. Nie wrócę jednak do niej, bo zupełnie nic nie robiła z włosami. Stosowałam ją na 5, 15, 30 minut i nic. Nie polecam.



Apart, płyn do kąpieli zielona herbata i konwalia. Cena zachęcająca do zakupu, duża pojemność. Nieżle się pienił a relaksujący zapach uprzyjemniał kąpiel. Pewnie do niego wrócę, choć zbyt wydajny nie był :)

Be Beauty, masło do ciała- sporo czasu przeleżakowało czekając na swoją kolej i się doczekało :) Piękny zapach przypominający ciasteczka, fajna konsystencja, dobre nawilżenie. Jedyne, co mnie irytowało w tym produkcie to czas wchłaniania, który był naprawdę dłuuugi. Jeśli jeszcze pojawią się w Biedronce, to pewnie się skuszę bo za taką cenę warto mieć. 

Fennel, peeling do ciała, pisałam o nim tu.

Isana, żel pod prysznic, miód i mleko. Średnio przypadł mi do gustu, zapach przeciętny, piana, którą tworzył również. Niska cena, ale i tak nie kupię ponownie. 

Organique, masło do ciała, o którym pisałam tu

Yves Rocher, balsam do ciała kokosowy. Uwielbiam za pompkę (kupiona oddzielnie), zapach, który długo się utrzymuje, lekką konsystencję i szybkie wchłanianie. Bardzo dobry produkt, szczególnie dla osób lubiących kokosowy zapach. Na pewno do niego wrócę, choć korci mnie również wersja waniliowa.



Catrice, lakier do paznokci I wear my sunglasses at night. Uwielbiałam ten kolor. Czarny z masą różowych, zielonych, fioletowych drobinek. Zostało go jeszcze trochę, ale jest już bardzo gęsty i nie nadaje się do użycia. 

Inglot, baza pod makijaż. Podkład bardzo łatwo się po niej rozprowadzał. Wygladał naturanie. Baza minimalnie przedłużała trwałość makijażu. Jeśli nałożyło się jej choć odrobinę za dużo zaczynała się rolować. Niezły produkt, choć przy zbyt częstym stosowaniu zauważyłam więcej zaskórników i stan cery minimalnie dię pogorszył, o co posądzałam właśnie tą bazę.

Inglot, puder sypki. Spora pojemność za przystępną cenę. Stosowany z umiarem nie był widoczny na twarzy. Cera wyglądała po nim naturalnie, nie błyszczała się. Niesamowicie wydajny. Używałam go przez 20  miesięcy praktycznie codziennie. Nie wiem, czy do niego wrócę, bo jest jeszcze tyle podobnych kosmetyków do przetestowania :)

 Tusze do rzęs Max Factor, Eveline, Essence- pisałam o nich tu i tu

O ile denko listopadowe i grudniowe poszło mi w miarę to w styczniu nie zapowiada sie dużo pustych opakowań ;p Jak tam u was z denkiem? Udało wam się zużyć coś z kolorówki w ostatnim czasie?

Miłego. O. 



1 stycznia 2013

Kilka obrazków...




Witam serdecznie w roku 2013! 
Życze sobie i wam, aby ten rok, choć z 13, nie był pechowy, ale pełen fantastycznych chwil i uśmiechu :)


Święta, koniec i początek roku to zupełnie zakręcony czas, w którym nie miałam za wiele czasu, więc na blogu nic się nie działo, ale już wracam z zapałem do pracy, z głową pełną nowych pomysłów i nie mniejszą miłością do kosmetyków niż w roku poprzednim :D

Przed wami kilka zdjęć z ostatnich dni.




Chinka. Dekoracje świąteczne. Znowu choinka, ale tym razem do zjedzenia, polana słodkim lukrem :)






Podróże nad ranem. Olsztyn. Bydgoszcz. Toruń. Olsztyn. 





Grudniowe włosy. Mini lasagne w formie muffinek. Jon Snow za firanką. Pachnące woski.





Buty w panterkę. Lawendowe paznokcie. Drinki. Dużo drinków. 



                                        Co tam u was ciekawego? Jak powitaliście Nowy Rok?



Pozdrawiam. O.