6 lutego 2012

Moje zgrabne ręce, czyli Inglot w rozsypce i dramatyczne ratowanie dobytku.

Uwaga, notka zawiera drastyczne zdjęcia! Osoby szczególnie wrażliwe proszę o naciśnięcie X, znajdującego się w prawym górnym rogu ekranu.







Nic nie zapowiadało tej tragedii. Pierwszy raz od kilku dni wstałam prawą nogą i po ogólnym ogarnięciu się zabrałam się za czytanie waszych blogów. Na blogu http://agowepetitki.blogspot.com/ znalazłam przypominajkę dot. karnawałowego makijażu, czemu nie, pomyślałam i radośnie zabrałam się do rękodzieła. Niestety, mimo szczerych chęci mojego nadgarstka, nie był to odpowiedni dzień na karnawałowe mazajki. Różowy wychodził fioletem, a kreska jakimś nieokreślonym gryzmołem. Trudno, pomyślałam ze smutkiem kręcąc głową i zabrałam się za sprzątanie mojego prywatnego placu zabaw na toaletce (a ci, którzy mnie znają, wiedzą, że utrzymywanie porządku podczas malowania nie jest moją mocną stroną ). 

Kiedy już wszystko prawie miałam uporządkowane chwyciłam moją kochaną paletkę Inglota, co by odłożyć ją na miejsce. I wtedy wydarzyła się tragedia. Jakimś trafem paletka wyślizgnęła mi się z rąk. Trwało to ułamek sekundy, ale ja oglądałam to w zwolnionym tempie. Ze wszystkimi szczegółami widziałam jak paletka otwiera się w locie, klapka wygina się pod dziwnym kątem, a moje maleństwa roztrzaskują się o  listwę z czterema wtyczkami, które obwiniam o śmierć moich dziatek. 

Z niecenzuralnymi słowami na ustach zabrałam się do ratowania swojego inglotowego dobytku, z bólem serca zastanawiając się, czemu takie Trudne Sprawy tak często mi się przytrafiają.


Tuż po zdarzeniu. 


Polegli:



Ocaleni szczęśliwym zrządzeniem losu:



Przygotowania do reanimacji. W akcji ratunkowej udział wzięli: spirytus, chusteczki, patyczek do rozdrabniania.


Krok pierwszy. Dokładnie rozdrobnienie pozostałej części.
Krok drugi. Dodanie do rozdrobnionego cienia kilku kropli spirytusu.
Krok trzeci. Dociskanie cienia chusteczką i czekanie, aż wyschnie. 



Tu: zrozpaczona Estee Lauder, która też w feralnym momencie znajdowała się w paletce. 



Po reanimacji: 



Prezentacja całości po zdarzeniu. 


Na szczęście paletce nic się nie stało, co podbudowało moją wiarę w jakość paletek inglota. Mam nadzieję,  że cienie po reanimacji będą miały takie same właściwości, jak przed wypadkiem, no ale to się dopiero okaże.

Potraktujcie ten post z przymrużeniem oka. :) Pozdrawiam.


Strona bloga ciągle jeszcze jest w budowie, więc proszę o wyrozumiałość.

33 komentarze:

  1. współczuję, znam ten ból niestety:(

    OdpowiedzUsuń
  2. oj szkoda cieni , ale ciekawe czy będą takie same

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi też coś takiego się kiedyś zdarzyło, ale na szczęśćie tylko 1 sie rozsypał całkiem, a kilka było tylko uszczerbionych. Poza tym ta paleta już dwa razy mi się rozwaliła. Gdy poszłam po kolejną, okazało się, że Inglot ma już nowe, z grubego plastiku i z magnesem - można jedną paletkę nałożyć na drugą. Są bardziej poręczne niż ta duża z cienkiego plastiku, także polecam:) I cienie są bezpieczniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie będąc ostatnio w inglocie się nad nimi zastanawiałam, ale stwierdziłam, że póki co ta mi wystarczy ;/

      Usuń
  4. Dobrze, ze większość przeszła upadek w stanie nienaruszonym. Lekko mówiąc, byłabym zła:D

    OdpowiedzUsuń
  5. ojej dużo tych cieni Ci sie zniszczyło, szkoda
    świetnie to ogarnęłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  6. dobrze, że pokruszyło się mniej niż więcej :) i oby udało się je uratować!

    OdpowiedzUsuń
  7. dobrze sobie poradziłaś; fajnie znać na przyszłość sposób na "sklejenie" cieni :)

    OdpowiedzUsuń
  8. masakra!!! współczuję :-/

    OdpowiedzUsuń
  9. Masakra. Cisnie mi sie slowo niecenzuralne na usta. Ciekawy pomysl z ratowaniem kolekcji :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nieraz mi się to zdarzało. Widzę, że dało się je jakoś uratować:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Szkoda tych cieni, ale fajnie udało Ci się je uratować :)

    OdpowiedzUsuń
  12. szkoda, ale dobrze że udało się częśc odratować

    OdpowiedzUsuń
  13. Z makijażu nici i jeszcze tyle roboty! Gratuluje cierpliwości, udało się to wszystko całkiem nieźle naprawić.

    OdpowiedzUsuń
  14. ja dziś upuściłam moją paletkę do brwi z Essence ;/

    OdpowiedzUsuń
  15. wyrazy współczucia [*] . .
    ;D

    OdpowiedzUsuń
  16. o matko ja bym zawału dostała

    OdpowiedzUsuń
  17. Właśnie pierwsze co wpadło mi do głowy, to alkohol. Świetnie sobie poradziłaś z uratowaniem paletki :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Właśnie mi przypomniałaś, że moja paleta została z 3 kotami w domu :/ Boję się wrócić :( Dobrze, że jest sposób na odraotowanie pokruszonego cienia, bo szkoda byłoby wyrzucać.

    OdpowiedzUsuń
  19. bez stresu. to tylko rzecz :) mnie też moja paleta inglota spadła kiedyś i kilka cieni sie rozpieprzyło. ale nie ratowałam ich. może kiedyś kupię nowe takie same.. albo inne :)

    OdpowiedzUsuń
  20. oj nie zazdroszczę :(

    na szczęście takie rzeczy można odratować ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Współczuję. Jakby moje cienie zrobiły mi desant, to chyba ściany by się nasłuchały tyle "mięsa", że uszy by zwiędły :D Ja mam jedną paletę na 10 wkładów, a resztę mam w pro5 i pro 3 :) Chciałam kupić kiedyś taką dużą paletę, ale stwierdziłam, że jakby mi tak wszystkie spadły, to nie byłabym zbyt zadowolona :D
    Oczywiście zamieszczę recenzję peelingu :)

    OdpowiedzUsuń
  22. dobrze, że udało się uratować :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Biedne inglociaki, biedne. :/ Tak rozpaść się w pył i zostać uratowanym przez alkohol. :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Biedne inglotki. Mam nadzieję, że po reanimacji szybko odzyskają dawną spawnośc i właściwości ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Owszem biedne, ale już sprawdzałam po reanimacji są takie, jak dawniej. Victory!

    OdpowiedzUsuń
  26. ojj... na widok potłuczonych cieni ściska mi serce... tylko nie spirytus salicylowy.... na przyszłość cokolwiek potłuczonego masz prasować - tylko zwykły spirytus lub wódka albo wódka :)

    OdpowiedzUsuń
  27. O NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE! JAKA TRAGEDIA! ja dzis upuściłam NOWY tak nowy róż do policzkow z LOREAL i nie miałam pojecia że to dziala tak ze spirytusem :(

    OdpowiedzUsuń
  28. mnie też się tak zdarza :) na szczęście nie z całą paletą :D

    ładnie uratowałaś cienie!

    OdpowiedzUsuń