11 lipca 2012

Bubel z Essence Fruity



  Ostatnie edycje limitowane od Essence nie chwytają mnie za serce, coraz większa powtarzalność, coraz  mniej pomysłowe i w wielu przypadkach coraz gorszej jakości. Kiedy jednak napotkałam w naturze pełny stand z limitowanką Fruity postanowiłam coś, poniekąd dla zasady :D, wziąć. Obejrzałam lakiery, ale tych mam pod dostatkiem, zmacałam róż (są testery), ale przypominał mi róż w kremie ze stałej oferty, mazał się a koloru zero, więc odpuściłam, owoce na paznokcie mam już z firmy no name, balsamy jakoś nie zachwyciły. Zwróciłam za to uwagę na cienie w kremie, w ostrym świetle drogerii wyglądały przyjemne, widać było, jak opalizują, co przesądziło o zakupie (taaaak kupię wszystko co opalizuje:D). Do mojego koszyka trafił cień 03 one kiwi a day.



 Pierwsze, co zauważyłam to to, że napis na nakrętce szybko się brudzi i znika w ekspresowym tempie, wystarczy dotknąć paznokciem i od razu wszystko złazi. W tym momencie nie ma już śladu po napisie essence, baaardzo nie lubię, kiedy napisy z opakowań tak znikają. 
Kolejna rzecz to sam słoiczek. Wygląda na wytrzymały, ale jest naprawdę malusi i ciężko zmieścić paluch do opakowania. 



 Kolor to jasna zieleń. Pigmentacja jest minimalna, ale widać, że taki był zamysł, więc nie mam zamiaru się tego czepiać, właściwie nawet pasuje to do letniego świeżego makijażu. 

 Konsystencja jest delikatnie żelowa, dość wodnista, na pewno nie jest to cień w kremie, raczej mus, co również mi nie przeszkadza. Drobinki są bardzo drobne, pięknie opalizują. 

Schody zaczynają się w momencie, kiedy chcemy cień nałożyć na powiekę. No cóż, moim zdaniem nie jest to możliwe. Produkt strasznie się rozmazuje i ciężko nałożyć go równomiernie. Próbowałam zrobić to palcami, pędzelkiem, aplikatorem, niestety za każdym razem to samo. Była to powtórka z rozrywki, bowiem podobne problemy miałam w przypadku różu w kremie ze stałej oferty, który opisywałam TU.  Generalnie uważam, że jest to ten sam produkt tyle, że w innym kolorze i opakowaniu. 



  Jako Zaradny Radek postanowiłam jednak znaleźć temu produktowi inne zastosowanie. Spróbowałam nałożyć go jako rozświetlacz, jest już nieco lepiej. W przypadku innych kolorów cienia będzie to całkiem niezłe rozwiązanie. 

Mimo, iż cienia nie polecam, nie polubiłam się z nim, to nadal będę obserwować następne limitowane edycje. Do firmy się nie zrażam, bo mają bardzo tanie produkty i próbują nowych rozwiązań, co mi się podoba. 

A co wy kupiłyście z tej limitowanki? Wybrałyście cień? Jak wrażenia?

Pozdrawiam. O.

28 komentarzy:

  1. Z tej limitki największą ochotę miałam właśnie na cienie, ale po zobaczeniu ich na żywo mój zapał minął i nie kupiłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. oj..a wygląda tak kusząco w opakowaniu..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na to się właśnie złapałam ;/

      Usuń
  3. Kupiłam ten cień, ale w brzoskwiniowym kolorze. Mi przypadł do gustu :) Nawet pisałam o nim u siebie ostatnio :) Możliwe, że trafiłaś na gorszej jakości sztukę, a może wszystko zależy jak kolor się wybierze...? No nie wiem, w każdym razie ja jestem zadowolona. I tak jak nie lubię kolorówki Essence tak cień mi się spodobał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czytałam :) mam nadzieję że tylko jeden, mój egzemplarz był taki :)

      Usuń
  4. niestety limitki z essense nie urywają, przyznaję CI rację. z tej zakupiłam top coat (trochę z braku laku) i jest OK, ale nic po za nim :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Faktycznie kiepsko wygląda na powiece... Nie kupiłabym.

    OdpowiedzUsuń
  6. najwiekszy bubel świata, miałam i oddałam

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wygląda zbyt przyjemnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. ja mam brzoskwinkę i jestem nią zachwycona - może Tobie trafił się felerny egzemplarz :/

    OdpowiedzUsuń
  9. szkoda, że kiepsko z jego jakością, bo zapowiadał się bardzo fajnie

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie w ogóle tej limitki nie było, więc nie miałam problemu :)

    OdpowiedzUsuń
  11. ja nie miałam dostępu do tej limitki :/

    OdpowiedzUsuń
  12. ja też mam brzoskwinkę, a konkretnie sa to różowo-złote drobinki zatopione w brzoskwiniowym musie, którego praktycznie nie widać na powiece. Jestem zachwycona, palcem nakłada się bez żadnego problemu i bosko wygląda zarówno na oku jak i na policzku :) a opakowanie po przeczytaniu Twojego posta aż podrapałam z ciekawości i póki co z napisem nic się nie stało, nie mam pojecia od czego to zależy. Wydaje mi się, ze Twoj kolor i 02 są po prostu nieprzemyślane bo mus jest niewidoczny a same drobinki cudów nie czynią, ale brzoskwinka to baaardzo udany produkt. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm... może brzoskwiniowy im się udał, sporo osób jest z niego zadowolonych :)

      Usuń
  13. Na policzku wygląda brzydko, ale pod inne cienie może się nada jak nieco zgęstnieje, teraz w tych upałach może się tak rozrzedził i przez to trudny w aplikacji?

    Z produktami z limitek już tak jest, albo dobre albo zupełne buble :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Porażka...a tak dziewczyny chwalą zwykle cienie w kremie z Essence. Pewnie nieźle bym się zdziwiła o co im chodziło, gdybym trafiła na ten akurat cień.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie mam nic z tego ale w sumie to nawet dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. W opakowaniu pięknie wygląda

    OdpowiedzUsuń
  17. W opakowaniu wygląda pięknie

    OdpowiedzUsuń
  18. zaradny radek, tego nie słyszałam ;) nigdy nie była, fanką essence i już pewnie nie zostanę :O

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja kupiłam tylko topik na paznokcie i to teraz z wyprzedaży limitowanki.

    OdpowiedzUsuń