Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

16 lutego 2013

Korektor do zadań specjalnych



  Korektory są jednymi z ważniejszych produktów w mojej kosmetyczce. Maskują cienie pod oczami, rozszerzone naczynka, z którymi nie radzą sobie podkłady i inne problemy, których nie chcemy pokazywać światu ;) Jakiś czas temu trafiłam na produkt, którego cena nieco zniechęca do zakupu. Czy w tym przypadku koszt produktu jest adekwatny do jego jakości?




Opis: Wysoce napigmentowany korektor neutralizujący. Kolor żółty neutralizuje czerwone, a pomarańczowy niebieskie miejsca na twarzy. Beżowy jest używany zarówno do rozświetlania obu odcieni, jak również jako baza na powieki.
Witamina E, która wiąże i zatrzymuje wilgoć, bilansuje suche i tłuste obszary skóry, stymuluje produkcję komórek.

Cena: ok. 99 zł.
 Opakowanie jest solidne, proste, czarne, odkręcane, eleganckie. Przypadło mi do gustu. W opakowaniu znajduje się aż 18 gramów produktu, który jednak nie jest mocno wydajny. 

 Konsystencja jest zbita, więc najpierw należy dobrze rozgrzać produkt w palcach i dopiero aplikować na twarz. Korektor jest dość tempy, ciężki i nakładanie go nie należy do najłatwiejszych, trzaba uważać, aby nie nałożyć go za dużo, bo wówczas może zbierać się np. w załamaniach/zmarszczkach pod oczami, co wygląda nieestetycznie. 

Poziom krycia jest naprawdę dobry. Bez problemu zakrywa wszelkie przebarwienia, rozszerzone naczynka, czy właśnie cienie pod oczami. Trzy odcienie można ze sobą mieszać, więc produkt bez problemu można stosować do różnych, w miarę jasnych karnacji. Dla mnie najjaśniejszy odcień nie nadaje się, poniewać jest zbyt jasny, ale zmieszany z łososiowym kolorem wpasowuje się idealnie. 

Przypudrowany produkt trzyma się na twarzy cały dzień i jest odporny na ścieranie. Jeśli nie nałożymy go za dużo wygląda naprawdę naturalnie i wtapia się w skórę. 


Korektor poleciłabytm osobom, które mają duże problemy z cerą. Jako produkt do stosowania pod oczami jest średni. Kryje, ale może się zbierać w załamaniach. Czy kupiłabym ponownie? Nie wiem, może gdyby nie cena, która w stosunku do jakości jest minimalnie zawyżona stałabym się jego posiadaczką po raz kolejny. 


Wiem, że ostatnio blog był przeze mnie mocno zaniedbany. Brak weny, mnóstwo innych zajęć i problemów sprawiło, że nie miałam na nic czasu. Na szczęście moja wena wraca a i czasu jest coraz więcej, więc wreszcie mogę być częstszym gościem w blogosferze. Witam ponownie,

                                                                                                     O. 

15 stycznia 2013

Hit w kosmetyczce.


Dziś przedstawiam wam krem, który stał się hitem mojej kosmetyczki. Mowa o Phenome oil-control.



Opis: Nawilżający krem-żel o lekkiej, nietłustej konsystencji, przeznaczony do kompleksowej pielęgnacji skóry tłustej i mieszanej z nasilonymi niedoskonałościami. Dzięki łagodnym, specjalnie wyselekcjonowanym, naturalnym wyciągom roślinnym krem skutecznie redukuje zmiany zapalne skóry, objawiające się w postaci krostek i grudek. Składniki złuszczające zawarte w kremie eliminują martwe komórki naskórka odpowiedzialne za zatykanie porów oraz powstawanie zaskórników. Preparat doskonale nawilża, jednocześnie matując cerę i poprawiając jej koloryt. Jest delikatny, odpowiedni nawet dla skóry skłonnej do podrażnień. Długotrwale stosowany, przywraca skórze równowagę i nadaje jej zdrowy wygląd.

Skład: Camellia Sinensis Leaf Water**, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Water**, Dicaprylyl Carbonate**, Glycerin**, Isopropyl Palmitate**, Zea Mays (Corn) Starch**, Glyceryl Stearate**, Dicaprylyl Ether**, Aqua**, Glyceryl Stearate Citrate**, Stearic Acid**, Betaine*, Myristyl Myristate**, Epilobium Fleischeri Extract*, Dehydroacetic Acid, Xanthan Gum**, Parfum**, Panthenol, Hamamelis Virginiana Leaf Extract**, Cedrus Atlantica Bark Extract**, Mentha Piperita (Peppermint) Extract**, Chondrus Crispus (Carrageenan)**, Aloe Barbadensis Leaf Juice**, Calendula Officinalis Flower Extract*, Carica Papaya Fruit Extract*, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Extract*, Rubus Chamaemorus (Cloudberry) Fruit Extract**, Citrus Paradisi (Grapefruit) Fruit Extract**, Ananas Sativus (Pineapple Plant) Fruit Extract**, Hibiscus Sabdariffa Flower Extract**, Sodium Stearoyl Lactylate**, Cetyl Alcohol**, Vegetable Oil**, Tocopheryl Acetate, Glycine Soja (Soybean) Sterols**, Sodium Carboxymethyl Betaglucan, Sodium Lactate**, Carnosine**, Lactic Acid**, Benzyl Alcohol, Sodium Phytate**, Salvia Sclarea Oil***, Copper Chlorophyllin**, Citronellol***, Geraniol***, Limonene***, Linalool***
*Certified Organic, **Natural Raw Materials, ***Components of Natural Essential Oils
Cena: ok. 130 zł/50 ml.


Krem zamknięty jest w porządnym słoiczku wykonanym z grubego, ciężkiego, ciemnego szkła. Wygląda klasycznie. Szata graficzna jest minimalistyczna i tym samym trafia mi do gustu. Wolałabym jednak, żeby produkt znajdował się w opakowaniu z jakimś aplikatorem bądź w tubce, co byłoby o wiele bardziej higieniczne.

W słoiczku znajdujemy 50 ml substancji koloru miętowego, pachnącej niesamowicie przyjemnie, według mnie pomarańczowo. Zapach jest dośc silny i nie znika szybko, więc niektórym osobom może to nie odpowiadać. Konsystencja jest faktycznie żelowa, bardzo lekka.

Po nałożeniu kremu na twarz skóra jest wyraźnie wygładzona, miękka i doskonale nawilżona. Niestety aplikując minimalnie za dużą ilość kremu roluje się on na buzi. Przez to, że wystarczy go niewielka ilość na całą twarz jest niesamowicie wydajny, co przy jego terminie przydatności (6 m-cy od otwarcia) czyni go niemal niemożliwym do zużycia.

Krem stosuję na dzień i co mnie cieszy produkt idealnie spisuje sie pod makijaż. Podkład świetnie się po nim rozprowadza nie zostawiając smug.

Producent obiecuje również, że krem będzie matował nasza skórę. Co do tej obietnicy mam mieszane uczucia. Skóra faktycznie minimalnie dłużej pozostaje bez połysku, ale raczej jest to zasługa innych produktów, których używam.

Nie napisałam jednak za co cenię go najbardziej. Otóż każdej zimy borykałam się z masa ciężkich do ukrycia suchych skórek. Odkąd stosuję ten produkt problem całkowicie zniknął, co jest dla mnie sporą ulgą.

Jeśli chodzi o poprawę stanu skóry po 1,5 miesiąca stosowania tego kremu żadnej poprawy nie zauważyłam.




Serdecznie  mogę polecić ten produkt osobom z cera mieszaną bądź tłustą. Dla osób posiadających skórę suchą poziom nawilżenia, który zapewnia krem może okazac się niewystarczający.


                                                                            Miłego. O.

11 grudnia 2012

Lushowe ścieranie :)



To się nazywa peeling!

Ten kosmetyk jest moim trzecim produktem z Lusha i po raz trzeci stwierdzam, że te kosmetyki są naprawdę niezłe i warto w nie zainwestować. 

Przed wami:





Czarny peeling zawierający węgiel drzewny który absorbuje sebum, odżywczy olej z awokado który zmiękcza skórę, nawilżającą glicerynę, czarny cukier, głęboko oczyszczające błoto marokańskie Rhasshoul, wygładzające olejki z drzewa różanego i sandałowego. 

Polecany dla skóry tłustej.

Skład: Rhassoul Mud, Cold Pressed Organic Avocado Oil (Persea gratissima), Glycerine, Powdered Charcoal, Black Sugar, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Perfume, Linalool, Sandalwood Oil (Santalum austro and Santalum spicatum), Rosewood Oil (Aniba rosaeodora)

Cena: 5,25GBP / 100g
wizaz.pl


Produkt zamknięty jest w typowym dla Lusha opakowaiu, które bardzo mi się podoba. W czarnym kubeczku znajdujemy 100g oryginalnie pachnącego produktu o niespotykanej konsystencji. Dlaczego oryginalnie pachnący? Bardzo ciężko jest określić mi jego niesłychanie intensywny zapach, którym raz się zachwycam, a raz nie mogę go znieść. Nawet nie będę podejmowała próby jego opisu :)

 Przed użyciem  niewielką ilość kosmetyku rozrabiamy z wodą i tworzy nam się papka, którą masujemy twarz. Możemy też zostawić ją trochę na twarzy i potem zmyć. 

 Jeśli chodzi o efekty jest to najlepszy peeling ever! Bardzo mocno ściera, co mi się podoba, maksymalnie wygładza skórę pozostawiając ją odświeżoną i miękką. Dla osób, które mają skórę wrażliwą może okazać się za mocny. Kosmetyk sprawia, że skóra jest matowa, a pory dogłębnie oczyszczone. Nie podrażnił mojej skóry, ani jej nie uczulił. Drobinki są w sam raz, nie za duże, nie za małe, bardzo ostre, idealne.

 Wadą produktu na pewno jest to, iż jest ważny tylko 3 miesiące od otwarcia. Wcale nie jest tak łatwo go zużyć, gdyż jest niesamowicie wydajny. Kolejna wada to brudzenie wszystkiego naokoło, do tego dość ciężko się go zmywa. Mimo tego, nie zmienię zdania, że jest to genialny produkt, szczególnie dla osób z problemową cerą. 

 Miałyście? Jakie macie o nim zdanie? 

Przypominam, że tylko do jutra włącznie możecie się jeszcze zgłaszać w rozdaniu:

ZGARNIJ ORIGINAL SOURCE

Miłego. O.

9 grudnia 2012

Ciasteczka z czekoladą, Fennel


 Dziś przed wami drugi produkt, który otrzymałam do testów od firmy Fennel. Tym razem jest to produkt, na który czekałam i który oceniam na 5. Czym zasłużył sobie na taką ocenę?



Opis: zmysłowy, lekki i łatwo wchłaniający się, apetyczny Jogurt do Ciała o zapachu Ciasteczek z Czekoladą.
Intensywnie nawilża i ujędrnia, przywraca skórze elastyczność i pomaga utrzymać właściwy poziom nawilżenia. Delikatna formuła nadaje skórze jedwabistą gładkość i aromatyczny zapach.
Nie pozostawia tłustych śladów, szybko się wchłania, odpowiedni dla każdego rodzaju skóry.

Pojemność: 300 g

Cena: ok. 29 zł


 Opakowanie jest wygodne, łatwo możemy zużyć produkt do końca. Szata graficzna jest estetyczna, na zdjeciu widnieją apetyczne ciasteczka :) 

 Największa zaletą produktu jest zapach. Prawdziwy, ciasteczkowy, nie jest chemiczny. Wiem, że nie wszyscy lubią takie zapachy, ale ja jako fanka jadalnych aromatów przepadłam :) Przyznam się, że czasem otwieram opakowanie tylko po to, żeby poczuć ten ciasteczkowy zapaszek :D Mówię zdecydowane tak ciepłej, dobrze oddanej ciasteczkowej woni, którą nie pogardziłby nawet Ciateczkowy Potwór :)




 Co do działania też jestem miło zaskoczona. Konsystencja jest dużo lżejsza niż w przypadku maseł do ciała i bardziej żelowa niż zwykłe balsamy. Dla osób z suchą skórą nawilżenie, które pozostawia po sobie jogurt może nie być wystarczające. Dla mnie i dla mojej normalnej skóry jest jednak wystarczające.   Produkt jest lekki, więc szybko się wchłania i nie pozostawia na ciele tłustej warstwy. Skóra jest przyjemnie gładka i aksamitna, do tego pięknie pachnie!



Wydajność również jest spora w porównaniu z innymi kosmetykami tego typu. Delikatnie do zakupu może zniechęcać cena, ale według mnie, dla tego słodkiego zapachu warto tyle wydać. Jakby tego było mało do możemy również skusić się na peeling o takim samym zapachu :)



Miałyście ten produkt? Lubicie jadalne zapachy, czy za nimi nie przepadacie? 

Przypominam, że mało czasu zostało do końca mojego rozdania tu:

ZGARNIJ ORIGINAL SOURCE

Zgłosiło się niewiele osób, więc macie spore szanse :)


Miłego. O. 

1 grudnia 2012

Słodka przyjemność od Fennel



 Dziś przedstawiam wam peeling, który otrzymałam do testów od firmy Fennel. Peelingi, jak wspominałam, to jedne z moich ulubionych kosmetyków, więc jestem dość krytyczna jeśli chodzi o ich właściwości. Miałam spore oczekiwania, co do tego produktu, wiec jeśli chcecie się dowiedzieć, czy zostały spełnione zapraszam do lektury. 



Opis: Cukrowy Peeling do Ciała z Papają zawiera aktywne kryształki soli, które w naturalny sposób delikatnie oczyszczają skórę złuszczając martwy naskórek.
Bogata w substancje odżywcze i cenne enzymy papaja ma właściwości przeciwzapalne i lecznicze dzięki czemu przyniesie ulgę nawet skórze zmęczonej i zniszczonej.
Dzięki peelingowi Twoja skóra będzie lepiej wchłaniać substancje aktywne zawarte w kremach i balsamach.

Pojemność: 200 g.

Cena: 29 zł.

Gdzie: orchidea-sklep , ifaspa , hurtowniapati , beautyflo, allegro.



 Współpraca z Fennel była tą, z którą wiązałam spore nadzieje. Miałam ogromną ochotę na wypróbowanie tych produktów, które zwracałyna siebie uwagę oryginalnymi zapachami. Otrzymałam możliwość wyboru rzeczy, które będę testować, więc w mailu podałam kilka kosmetyków, na które mam nadzieję. Wśród nich nie było peelingu z papają, a właśnie taki produkt otrzymałam. Nie wiem, jaki jest sens pytać, co chce się dostać, skoro przysyła się coś innego, no ale trudno. 

 Peeling zamknięty jest w standardowym opakowaniu. Mieści 200 g produktu, który bez problemów możemy do końca z opakowania wydobyć. Zakrętka posiada wypustki, dzięki którym możemy otworzyć pojemnik nawet mokrymi dłońmi. Minusem opakowania jest to, że łatwo może dostać się do niego woda, która będzie rozpuszczała drobinki peelingu. Szata graficzna jest bardzo estetyczna.

 Zapach jest egzotyczny, dosyć słodki, nie przypadł mi jednak do gustu. Sama takiego zapachu bym nie wybrała. Na szczęście nie utrzymuje się na skórze i nie czuć go w łazience. 

 Konsystencja jest dość zbita, nieco tłusta, gęsta. W kosmetyku zatopione są niewielkie, ale bardzo liczne drobinki, które łatwo rozpuszczają się pod wpływem wody, najlepiej więc wykonywać peeling na lekko zwilżonej tylko skórze. Drobinki nie są bardzo ostre, ale jest ich naprawdę dużo, więc dają dobry efekt ścierania. Masaż tym peelingiem jest bardzo relaksujący i odprężający. Po peelingu skóra jest niesamowicie gładka i miękka. Pod tym względem jest to najlepszy produkt tego typu, jaki goszczą w mojej łazience. Kosmetyk nie zostawia na skórze tłustej powłoczki, której tak wiele osób nie lubi. 

 Jeśli chodzi o wydajność, wiadomo, jak to w przypadku peelingów nie jest duża, co w stosunku do ceny nieco zniechęca. 

Czy kupiłabym ten produkt? Tak, jeśli byłaby jakaś promocja i na pewno inną wersję zapachową.    

Miałyście ten kosmetyk? Jaki jest wasz ulubiony peeling?


Przypominam o rozdaniu:
klik na zdjęcie
ZGARNIJ ORIGINAL SOURCE


Miłego wieczoru. O. 

24 listopada 2012

Kallos Vanilla


 Na maskę Kallos zdecydowałam się niedawno pod wpływem pozytywnych recenzji. Czy u mnie również się sprawdziła? 


Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Propylene Glycol, Hydrogenated Polysorbutene, Parfume, Panthenol, Dimethicon, Hydrolized Milk Protein, Cyclopentasiloxan, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone

Analiza:
Aqua, 
Cetearyl Alcohol- emolient tzw. tłusty, zmiękcza, nawilża, wygładza.
Cetrimonium Chloride- działąnie antystatyczne, ułatwia rozczesywanie, wygładza, nadaje połysk włosom. Propylene Glycol- nawilża, pomaga innym składnikom przniknąć w głąb włosa. 
Hydrogenated Polysorbutene- lekki emolient,nawilża.
Parfume
Panthenol-  regeneracja, nadanie gładkości.
Dimethicon- silikon, ułatwia rozprowadzanie kosmetyku, wygładza.
Hydrolized Milk Protein- hydrolizad protein mleka, wygładza, zmiękcza, nawilża, działa antystatycznie.
Cyclopentasiloxan- emolient, wygładza, nawilża, ułatwia rozprowadzanie kosmetyku.
Methylchloroisothiazolinone- substancja konserwująca.
Methylisothiazolinone- substancja konserwująca.

Opis: 


 Opakowanie jest ogromne, ale nic dziwnego, skoro musi pomieścić aż litr produktu. Jest wygodne, pozwala wydobyć produkt do samego końca. Szata graficzna również jest przyjemna dla oka. Pierwsze co czujemy po otwarciu opakowania to niezwykle intensywny, nieco sztuczny zapach. jest tak mocny, że sporo osób może go nawet uznać za duszący. Na włosach też jest wyczuwalny i nie znika od razu po spłukaniu maski. 

 Maska jest biała, a jej konsystencja przypomina budyń. Jest trochę gęstsza od maseczek z Biovaxu. Nabiera się wygodnie, na pewno nie spływa z dłoni, więc aplikacja nie sprawia problemów. 


 Mój sposób aplikacji to nakładanie maski na wilgotne włosy. Kiedy mam czas, pod czepek i ręcznik na ok. 40 min, a kiedy nie mam tak dużo czasu to po prostu na minut 15. Działanie na moich włosach jest rewelacyjne. Włosy są bardzo gładkie, nawilżone, sprężyste i wyglądają jakby było ich więcej. Maska nie obciąża. Rozczesanie po niej włosów również nie sprawia mi najmniejszego problemu. Włosy są również mocno nawilżone i nieco bardziej błyszczące. Dawno po użyciu jakiegoś kosmetyku nie widziałam takiego efektu, wielkie wow. Maski do tej pory użyłam jakieś 6-7 razy i efekty były świetne, ale obawiam się, że włosy mogą się do niej przyzwyczaić i efekty będą mniej spektakularne. To, jak wyglądają moje włosy od razu po użyciu tej maski mogłyście zobaczyć w poprzednim poście. 

Wspominałam o cenie? Otóż za litr maski zapłaciłam w Hebe ok. 10 zł. :) Na pewno wypróbuję też z Kallosa maskę latte i inne, gdyż, jak widać cenowo wypadają świetnie. 

Miałyście? Co o niej sądzicie? 

Przypominam o rozdaniu,
klik na zdjęcie: 
ZGARNIJ ORIGINAL SOURCE

Miłego wieczoru. O. 

17 listopada 2012

Zielona galareta :D


Dziś przed wami Aloesowy żel nawilżający z firmy Safira. 


 Opis: Żel z aloesem - doskonale nawilżający, przeznaczony do pielęgnacji twarzy, całego ciała i włosów. Zawiera skoncentrowany wyciąg z Aloe Vera Barbadensis (aż 41 % czystego aloesu), rośliny od wielu wieków znanej ze swoich właściwości antyseptycznych i odżywczych, szeroko wykorzystywanej w przemyśle kosmetycznym. Żel z aloesem nadaje się do każdego rodzaju cery w każdym wieku. Doskonale nawilża, poprawia elastyczność, szybko się wchłania, koi podrażnienia i zaczerwienienia skóry. Jest również świetnym podkładem pod makijaż. Koi skórę podrażnioną depilacją i goleniem. Zapobiega powstawaniu stanów zapalnych po użyciu wszelkiego typu maszynek do golenia. Natychmiast przywraca równowagę podrażnionej cerze.
Świetny do układania włosów, szczególnie przetłuszczających się i ze skłonnością do łupieżu. Skutecznie łagodzi stany zapalne skóry, w tym skóry głowy. Jednocześnie chroni włosy przed niekorzystnym wpływem zanieczyszczonego środowiska.
Żel z aloesem jest niezastąpionym produktem, który można stosować przez cały rok do pielęgnacji skóry całego ciała i włosów.
Miąższ aloesu zawiera ponad 140 biologicznie czynnych składników m.in. aminokwasy (endogenne i egzogenne), enzymy (lipazę, amylazę, celulazę i inne), witaminy (z grupy B, kwas foliowy, C, A, cholinę oraz wszystkie rozpuszczalne w wodzie), związki mineralne: wapnia i magnezu, fosforu, sodu, cynku, żelaza, manganu, chromu, miedzi, germanu, nienasycone kwasy tłuszczowe (linolowy, linolenowy, stearynowy), naturalny kwas salicylowy.

 Składniki (INCI): Aqua, Aloe Vera Barbadensis Lear Juice, Glycerin, TEA, Carbomer, EDTA, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, CI 47005, CI 42090.

 Pojemność: 300 ml

 Cena: 23.80 PLN

 Dostępność: http://safira.pl



 Nie przepadam za żelową konsystencją kosmetyków, więc ciężko było mi zabrać się za testowanie tego produktu, okazało się, że wcale nie było tak źle. Zacznę jednak od początku. Żel zamknięty jest w standardowym opakowaniu, z którego możemy go łatwo i do końca wydobyć. Opakowanie jest przezroczyste, więc widać ile jeszcze produkty zostało w środku.

 Żel ma fantastyczny zielony kolor i konsystencję, która nie była dla nieprzyjemna, gdyż nie klei się, a tego nie lubię w żelowych produktach, jest lekki i dość wodnisty, choć nie spływa z dłoni. Produkt bardzo szybko się wchłania. Zapach jest dość delikatny, nie drażni i szybko znika. 

 Najważniejsze w nim jest to, iż jest to kosmetyk totalnie wielofunkcyjny i sami możemy znajdować dla niego najróżniejsze zastosowania. Do twarzy, włosów, jako żel lub odżywka, do ciała, do golenia, dodatek do peelingu itp. Nie przetestowałam jeszcze jego wszystkich możliwości, bo nakładałam go na ciało i raz pokusiłam się o nałożenie na twarz. Nie nawilża mocno, co jest wynikiem jego konsystencji, ale na pewno łagodzi podrażnienia np. po depilacji i wygładza skórę. Nałożony ba twarz delikatnie ją nawilżył, ale jak wspomniałam nie przepadam za żelową konsystencją i więcej w ten sposób nie będę go używała. Kolejnym plusem jest jego wydajność, wystarczy naprawdę odrobina, żeby pokryć kosmetykiem duże partie ciała. 

Czy żel stał się moim ulubieńcem? Raczej nie, właśnie ze względu na konsystencję, co do działania nie mam zastrzeżeń. Polecam fankom aloesu (produkt zawiera aż 41% czystego aloesu) i produktów wielofunkcyjnych. 

Lubicie kosmetyki wielofunkcyjne? Nie przeszkadza wam żelowa konsystencja?

Przypominam o rozdaniu:
klik w obrazek
ZGARNIJ ORIGINAL SOURCE

Miłej soboty. O.

13 listopada 2012

Hot or Not cz. III


Witam ciepło w ten chłodny wieczór. 

 W poprzednich postach Hot or Not pisałam o tuszach do rzęs TU i TU. Dziś z kolei będzie mowa o peelingach. Peelingi to jedne z moich ulubionych kosmetyków pielęgnacyjnych, lubię je testować, choć jeszcze nie znalazłam mojego ideału. Na mojej drodze poszukiwań peelingowego graala stanęły min. produkty, które dziś wam przedstawiam. Żaden z nich nie jest mocnym zdzierakiem, więc może któryś wpadnie w oko osobom, które nie lubią, w przeciwieństwie do mnie, mocnego tarcia :) Czy któryś z tych peelingów podbił moje serce? 



Joanna Naturia, peeling myjący

Opis: Peeling myjący o owocowym zapachu doskonale wygładza i odświeża ciało. Specjalnie dobrana receptura zawiera nawilżający ekstrakt owocowy (w zależności od wersji: z kiwi, pomarańczy, truskawki, porzeczki lub grapefruita) oraz drobinki ścierające, które usuwają zanieczyszczenia i martwe komórki naskórka.

Wspaniałe rezultaty:
- oczyszczona i odświeżona skóra
- gładsza i milsza w dotyku
- przyjemnie pachnąca
Dostępny w 7 wersjach: kiwi, pomarańcza, truskawka, porzeczka, grapefruit, gruszka i żurawina.




 Te peelingi z Joanny znam i często do nich wracam. Fakt, że nie są najmocniejszymi ścierakami nie przysłania mi ich innych zalet, jakimi niewątpliwie są piękny, w miarę naturalny, zapach i niewielkie, poręczne opakowanie, które z powodzeniem można zabrać w podróż, gdyż faktycznie nie zabiera dużo miejsca. W mojej łazience gościł już zapach pomarańczowy, porzeczkowy i właśnie grapefruitowy, który lubię najbardziej. Czytając to, co obiecuje producent w przypadku tego kosmetyku, jako jednego z nielicznych, z ręką na sercu mogę powiedzieć, że wszystkie obietnice producenta zostały spełnione. Skóra faktycznie jest gładka, odświeżona, niepodrażniona, przyjemna w dotyku, a zapach znacznie uprzyjemnia korzystanie z produktu. Konsystencja jest dość gęsta, nie spływa z dłoni. W żelu zatopione są liczne i niezbyt ostre drobinki, niektóre z nich nie rozpuszczają się pod wpływem wody. Co do wydajności, to nie jest największa, ale za ta cenę łatwo jest to produktowi wybaczyć. Mimo, że często wracam do tego kosmetyku nie jest moim ulubieńcem, gdyż szukam czegoś, co naprawdę mocno zdziera :D

HOT


Hean, peeling masaż solankowy


Opis: Solankowy peeling ujędrniający. Zawiera sól jodowo-bromową i złuszczające drobinki. Odświeża i wygładza skórę, złuszcza zrogowaciałe warstwy naskórka. Wspomaga zwalczanie cellulitu i poprawia jędrność i elastyczność skóry. W składzie kosmetyku zawarto następujące składniki aktywne:

- sól jodowo-bromową i złuszczające drobinki – intensywnie usuwają martwe komórki naskórka i odblokowują pory. Masaż drobinkami pobudza ukrwienie i dotlenia skórę. Sól jodowo-bromowa (bogata w składniki mineralne: Ca, Mg, J, Br) dodatkowo tonizuje i regeneruje skórę.
- miłorząb japoński – ujędrnia i uelastycznia skórę, wspomaga zwalczanie cellulitu, stymuluje odnowę naskórka.
- D-panthenol – skutecznie nawilża, łagodzi podrażnienia i nadaje skórze miękkość.

  Z tym produktem raczej się nie polubiłam. Zacznę od plusów. Niedrogi. Wygodne opakowanie, tuba, która stoi "na głowie", więc łatwo wydobyć z niej produkt do samego końca. Takie opakowania w przypadku peelingów lubię najbardziej. Jeśli chodzi o drobinki to można porównać je z drobinkami z peelingu z joanny, choć tu jest ich więcej i większość z nich rozpuszcza się pod wpływem wody. Konsystencja również podobna do joannowego produktu. To, czego w nim jednak nie znoszę i co całkowicie eliminuje moją chęć używania go to zapach. Okropna, sztuczna, słona woń od której robi mi się niedobrze. Na szczęście nie utrzymuje się długo, ale nie zmienia to faktu, że nie mogę przez nią zmusić się do używania tego kosmetyku . Śladu po ujędrnianiu oczywiście nie ma. 

NOT



Wellnes Beauty, peeling pod prysznic

Opis: Działa pielęgnacyjnie. Peeling pod prysznic ożywia. Drobne ziarenka peelingujące łagodnie masują skórę, a olejek z jojoba usuwa obumarły naskórek. Cenne ekstrakty z pomarańczy i owocu granaty ożywiają twoje zmysły, a nawilżające lipidy delikatnie czyszczą skórę. Po peelingu twoja skóra staje się delikatna i miękka. Każdego dnia zapewnij sobie i swoim zmysłom poczucie komfortu.

Ten produkt gości w mojej łazience od niedawna, ale już wiem, że po skończonym opakowaniu jeszcze do niego wrócę. Nie jest to typowy peeling, właśnie raczej peelingujący żel. Opakowanie estetyczne, dopasowuje się do kształtu dłoni, piękny kolor i niewiarygodny zapach. Połączenie pomarańczy i granatu jest jednym z moich ulubionych zapachowych połączeń w kosmetykach. Oczywiście kolejnym jego plusem jest cena. Z racji tego, że jest najbardziej rzadki jest również najmniej wydajny, ale za to jest dwufunkcyjny, można używać go jako peelingu i jako żelu. Drobinki, które zawiera nie są liczne ani ostre. Raczej masuje niż zdziera, nadaje się więc do nawet codziennego stosowania. Osoby, które szukają typowego peelingu mogą być jednak nieco zawiedzione. 

HOT


Farmona, Sweet Secret, peeling do mycia ciała

Opis: Wyjątkowy kosmetyk o przyjemnej, aksamitnej konsystencji i zniewalającym, słodkim zapachu został stworzony do codziennej pielęgnacji i mycia ciała, dla osób, które cenią produkty naturalne i lubią pozwalać sobie na chwile przyjemności.

Specjalnie opracowana, bogata receptura, na bazie ekstraktu ze słodkich trufli i migdałów nie narusza równowagi lipidowej i nie wysusza skóry, poprawiając jej kondycję i wygląd. Łagodne środki myjące i peelingujące drobinki zanurzone w cudownie lekkim, pachnącym żelu dokładnie oczyszczają skórę, usuwają zanieczyszczenia i martwe komórki naskórka, poprawiając mikrokrążenie i pobudzając skórę do odnowy. Regularne stosowanie migdałowego peelingu pod prysznic zapewnia uczucie wypielęgnowanej i aksamitnie gładkiej skóry, a wyjątkowo apetyczny, zniewalająco słodki zapach uwalnia od stresu, wycisza i relaksuje, wprowadzając w stan ogólnego odprężenia i zadowolenia.

 Jest to peeling słodkie trufle i migdały. Opakowanie wygodne, typowy słoiczek, z którego łatwo wydobyć produkt, minusem jest to, że woda może łatwo się w nim znaleźć. Zapach jest boski, idealny na chłodne wieczory. Połączenie słodkich czekoladek i migdałów w rezultacie przypomina mi makowca! :) Aromat jest bardzo intensywny, więc niektórym może się to nie spodobać. Jeśli chodzi o konsystencję, to w trzech poprzednich peelingach był to żel. Tutaj mamy galaretę i to niezbyt gęstą, więc nie jest moja ulubiona konsystencja. Drobinek ścierających jest bardzo niewiele a co za tym idzie, żeby się wypeelingować potrzebujemy całkiem sporo produktu, więc jest on bardzo słaby wydajny. Ziarenka nie są ostre i generalnie zawiodłam się nieco na tym produkcie, bo miałam, co do niego większe oczekiwania. 

Mimo genialnego zapachu NOT




Na koniec tabelka, w której znajdują się najważniejsze informacje :)

Miałyście któryś z tych produktów?
Przypadły wam do gustu?
Jaki jest wasz ulubiony peeling?

O. 

12 listopada 2012

Nie do końca ulubiony,



ale też nie najgorszy. Mowa o żelu do mycia twarzy z firmy Fitomed.


Składniki ziołowe: wyciąg z korzenia mydlnicy lekarskiej, liścia szałwii, liścia melisy, liścia oczaru wirginijskiego, koszyczka nagietka.

Właściwości: wytwarza łagodną, swoistą dla mydlnicy lekarskiej pianę.Działanie: ma dobre właściwości oczyszczające, lekko ściąga rozszerzone pory, zapobiega zbyt szybkiemu przetłuszczaniu się skory.

Nie był testowany na zwierzętach

INCI: Aqua, Herbal Extract, Coco Glucoside, Cocamide DEA, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Laureth Sulfate, Propylene Glycol, Lactic Acid, Fragrance, DMDM Hydantoin, Methylisothiazolinone, Methylchloroisothiazolinone 
opis: fitomed.pl




 Posiadam cerę mieszaną, w przeważającej części jest ona jednak tłusta, dlatego żel, który przeznaczony jest do takiej właśnie cery- tłustej i trądzikowej wydawał się idealnym wyborem. 
  Opakowanie jest klasyczne, trochę vintage, przypadło mi do gustu, tak jak i inne opakowania kosmetyków z tej firmy. 
  Konsystencja żelu jest dość rzadka, mimo tego produkt jest zadziwiająco wydajny, co w połączeniu z jego niską ceną (ok. 10 zł) zdecydowanie może zachęcać do zakupu. 
 Zapach jest dość intensywny, ziołowy, dlatego, jeśli komuś przeszkadzają ziołowe aromaty powinien zastanowić się nad tym kosmetykiem. Ja zapachy ziołowe bardzo lubię, więc pod tym względem żel przypadł mi do gustu. 

 Jeśli chodzi o efekty- faktycznie cera po użyciu jest idealnie odświeżona i oczyszczona. Produkt nie podrażnia cery, ale, niestety, czułam po nim delikatne ściągnięcie, użycie kremu było koniecznością.  Nie zauważyłam, żeby cera mniej się po nim przetłuszczała.
 Kolejna sprawa to szczypanie. Wiem, że jestem pierdołą i zdarza mi się czasem trafić żelem do oka, niestety w przypadku tego produktu to było piekło. Szczypało i swędziało niesamowicie! Po wszystkim oko przez większość dnia było mocno zaczerwienione. Teraz używam go z dużą ostrożnością.

Podsumowując produkt ma plusy i minusy:

+ wydajny, niedrogi,
+ przyjemny (dla mnie) zapach,
+ dobrze oczyszcza cerę,

- powoduje uczucie ściągniętej cery,
- nieziemsko szczypie, kiedy dostanie się do oczu
- raczej słaba dostępność. 

             Próbowałyście? Jakie jest wasze zdanie na jego temt?

O. 

18 października 2012

Ekstremalne ochłodzenie


Witam serdecznie :) Dziś przed wami recenzja chłodzącego żelu do ciała z firmy Safira. 




Opis: Wyjątkowo skuteczny środek przynoszący ulgę i odprężenie zarówno w przypadku zakwasów po wzmożonym wysiłku fizycznym jak też w przypadku zmęczenia i napięcia mięśni spowodowanego stresem. Dzięki połączeniu mentolu i kamfory działa chłodząco i rozgrzewająco stymulując krążenie. Posiada również właściwości ściągające i zmniejszające obrzęki. Likwiduje dyskomfort z nimi związany i przynosi na długo uczucie kojącej ulgi. Żel polecany jest do stosowania nie tylko sportowcom i osobom aktywnym fizycznie, ale wszystkim, którzy po nużącym dniu tęsknią za wypoczynkiem i pragną zrelaksować całe ciało.

Składniki (INCI): Aqua, Alkohol Denat., Laureth – 7, Mentol, Camphor, Carbomer, Sodium Hydroxide, Benzyl Alkohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, CI42090.

Pojemność: 300 ml
Cena: 24.90 PLN

Gdzie: http://www.safira.net.pl





 Produkt zapakowany jest w standardowy plastikowy pojemnik, z którego łatwo jest wydobyć kosmetyk. Na opakowaniu znajdują się wszelkie informacje, czyli opis produktu, sposób użycia, skład, miejsce produkcji oraz data przydatności. Po odkręceniu wieczka naszym oczom ukazuje się żel o fantastycznym błękitnym kolorze. Co do zapachu to jest niezwykle intensywny i mentolowy, przypomina mi jakieś maści apteczne ;p, więc jeśli ktoś nie lubi takich mocnych aromatów może być ciężko go zużyć, tym bardziej, że jest bardzo wydajny. Niestety, nie polubiłam jego konsystencji, jest zdecydowanie zbyt rzadka, wodnista, spływa z dłoni i przez to ciężko jest precyzyjnie nałożyć żel. Do długiego masażu też mi nie posłużył, bo szybko zaczął się rolować. 

 Zadaniem żelu jest przynoszenie ulgi obolałym mięśniom i to produkt robi. Testowałam na sobie i na TŻ, oboje jesteśmy zgodni, że faktycznie efekty są. Natomiast, co do chłodzenia, to powiem wam, że jest ekstremalne. Początkowo odczuwałam delikatne pieczenie a potem przeraźliwe zimo :D Na lato niesamowita sprawa, ale przyszło mi go testować we wrześniu, więc już tak fajnie nie było ;) Szkoda, że nie ma w ofercie żelu rozgrzewającego, bo gdyby grzał, tak jak ten chłodzi to na zimowe wieczory byłby idealny. 

 Na pewno zadowolone z niego będą osoby, które regularnie narażone są na zakwasy, czy siniaki, gdyż te objawy żel koi bardzo szybko. Nie polecam natomiast osobom, które nie lubią chłodzącego efektu, gdyż w przypadku tego produktu, jest on naprawdę mocno odczuwalny. 

Lubicie rozgrzewające, bądź chłodzące produkty? Miałyście już przyjemność używać tego przyjemniaczka?

Miłego wieczoru. O. 


10 października 2012

Krótko i na temat o Max Factor Smooth Effect



 Jeśli chodzi o podkłady z firmy Max Factor to do tej pory używałam jedynie osławionego podkładu Lasting Performance, który naprawdę dobrze się u mnie spisywał, jednak faktycznie był to dość ciężki podkład. Postanowiłam więc spróbować czegoś innego i odkryłam Smooth Effekt, jak się u mnie sprawdził?


Opis: sekret perfekcyjnego krycia Smooth Effect Foundation leży w formule SkinTone zawierającej substancje silnie nawilżające. To właśnie dzięki intensywnemu nawilżeniu skóra staje się idealnie gładka. Pigmenty matujące pozwalają natomiast na zamaskowanie wszelkich niedoskonałości - takich, jak rozszerzone pory czy przebarwienia. Teraz cera będzie świeższa i bardziej promienna niż kiedykolwiek.

Smooth Effect Foundation jest odpowiedni również dla kobiet z wrażliwą cerą oraz dla osób z trądzikiem, ponieważ jego formuła nie blokuje porów. Podkład jest dostępny w szerokiej gamie kolorystycznej, która podkreśli i wyrówna każdy odcień skóry. 

Cena: ok. 40 zł/30 ml.



 Opakowanie jest standardowe, poręczna dość miękka tubka, z której łatwo wydobyć produkt. Podkład ma bardzo przyjemną kremową konsystencję, o wiele lżejszą niż lasting performance, dobrze się rozprowadza, nie robi plam, nie roluje się, wygląda bardzo naturalnie, nie tworzy efektu maski, chyba, że przesadzimy z ilością. Za największą zaletę tego kosmetyku uznaję to, że naprawdę świetnie wyrównuje koloryt skóry. Cera wydaje się idealnie gładka i jednolita. Krycie jest średnie, ale mamy niewielkie pole manewru do jego budowania. To, co mi się również spodobało to to, że Smoooth Effect nie podkreśla suchych skórek. Jeśli chodzi o nawilżanie, które obiecuje producent niczego takiego nie zauważyłam, jednak faktycznie skóra jest miła w dotyku i jedwabista. Co ważne twarz wygląda świetnie nawet bez użycia pudru.

 Produkt bardzo mi się spodobał i na pewno mogę go polecić osobom, które tak, jak ja mają cerę mieszaną. Dla osób z cerą bardzo suchą oraz wymagających ekstremalnego krycia może być to jednak za mało. 

Miałyście ten podkład? Jaki jest wasz ulubiony kosmetyk tego typu?

Pozdrawiam. O.

19 września 2012

Ulubieniec wakacji


 Zdecydowanie mój ulubiony produkt z ostatnich dwóch miesięcy. Płyn z kwiatu pomarańczy do twarzy z firmy Fitomed. 



Opis: Woda z kwiatu pomarańczy obok wody różanej należy do najcenniejszych wód kosmetyki naturalnej. Składniki płynu tworzą wartościową mieszankę znakomicie nadającą się do oczyszczania skóry tłustej i mieszanej. Płyn o niezwykle świeżym zapachu oczyszcza pory, działa lekko ściągająco, rozjaśnia i tonizuje skórę. Orzeźwiający zapach kwiatu pomarańczy stymulująco działa na umysł. 



Składniki aktywne: woda z kwiatu pomarańczy, olejek "neroli", czysty miód wielokwiatowy, delikatny ocet owocowy, nalewka z owocni pomarańczy. 

Cena: ok. 12 zł/150ml



 Opakowanie jest proste, takie trochę vintage, co mi się podoba, na pewno wyróżnia się spośród innych, zabazgranych grafikami i masą kolorów. Atomizer nie zacina się, pryska delikatnymi kropelkami, zdecydowanie jednak grubszymi niż przy mgiełce z The Body Shop. 

 To, co mnie zaskoczyło w przypadku tego produktu to jego wydajność. Używam go każdego dnia od dwóch miesięcy i jeszcze nie dotarłam do połowy opakowania, co w zestawieniu z ceną płynu zdecydowanie zachęca do ponownego zakupu. Używam produktu albo bezpośrednio spryskując nim twarz albo aplikując na wacik i potem przecierając buźkę. 

 Do gustu przypadł mi również zapach, pomarańczowy, a jednak dość gorzki, na pewno orzeźwiający. 

 Najważniejsze- efekty. Moja cera latem lubi się przetłuszczać i szybko zaczyna się świecić, jednak odkąd używam płynu cera pozostaje zdecydowanie dłużej matowa i to dla mnie jest chyba największym plusem produktu. Używam go każdego dnia jako tonik, po demakijażu. Płyn zdecydowanie odświeża cerę, moją delikatnie ściąga i nie da się pominąć kremu nawilżającego, zauważyłam jednak, że twarz po nim jest delikatnie rozjaśniona, produkt jej nie podrażnia. Co do oczyszczania porów, nie zauważyłam poprawy. 

Mogę go z czystym sumieniem polecić osobom z tłustą cerą lub mieszaną. Na pewno na zimę zakupię płyn lawendowy lub różany. Odkąd go mam toniki poszły w odstawkę i szybko nie wrócą do łaski :D


Znacie produkty Fitomed? Przypadły wam do gustu?

O. 


18 września 2012

Zero połysku,


 czyli moda na matowe usta nadal trwa. Swojego czasu na blogach pojawiało się sporo recenzji matowych pomadek. Jednak idąc swoim torem postanowiłam to przeczekać i dopiero dziś przedstawię swoje zdanie o tych produktach. Mam nadzieję, że nie uznacie tego za odgrzewanego kotleta xD

 Matowe pomadki mam w swoje kolekcji tylko trzy i aż trzy. Nude, róż i czerwień, ciężko mi powiedzieć, którą najbardziej lubię, no ale po kolei...


 Opis: Manhattan- Innowacyjna pomadka w kremie w intensywnych kolorach. Dla trwałego,                                matowego wykończenia makijażu ust. Gwarantuje fantastycznie delikatne odczucie na ustach.

     Nyx- Błyszczyk jest matowy i niepowtarzalnie prezentuje się na ustach, dodając im równocześnie elegancji i zmysłowości. Stanowi więc nieodzowny element wykończenia każdego makijażu. Wygodny aplikator pozwala nabrać odpowiednią ilość produktu, pozwalając tym samym szybko i sprawnie poprawić makijaż ust bez konieczności przeglądania się w lusterku. Ładny i delikatny zapach z pewnością zadowoli panie wrażliwe na zapachy.

Dostępność: Manhattan- Rossman, sklepy internetowe,allego.
                      Nyx- sklepy internetowe, allegro.

Cena:             Manhattan w Rossmanie ok. 15 zł, na allegro od 6zł.
                      Nyx- allegro ok. 25 zł. 


 Matowe pomadki do ust są produktami, które najwięcej od naszych warg wymagają. Usta muszą być maksymalnie wypielęgnowane, nawilżone, bez suchych skórek, ponieważ nawet najdrobniejszą niedoskonałość matowy błyszczyk bezlitośnie podkreśli. 

 Same w sobie są niesamowicie kremowe i delikatne, można nawet powiedzieć, że mają konsystencję delikatnego musu, jednak nałożone na usta delikatnie je ściągają. Są mocno kryjące i zasychają do całkowitego matu.

 Ich trwałość jest większa niż w przypadku zwykłych błyszczyków, u mnie trzymają się nawet ponad trzy godziny, o czym w przypadku normalnego błyszczyka mogę tylko pomarzyć. Z ust niestety nie znikają równomiernie, przez swoją przyczepność zostają na ich obrzeżach , kiedy na środku już ich nie ma, co może wyglądać mało estetycznie. 

 Aplikator jest w obu przypadkach podobny (manhattan jest odrobinę bardziej ścięty), wygodna gąbeczka ułatwia nakładanie i jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem w tym przypadku niż pędzelek. 

 Samo opakowanie również jest niemal identyczne, kształt, wielkość, mają nawet takie same matowe nakrętki. Generalnie uważam, że ciężko byłoby je rozróżnić bez opakowania. Wyglądają na ten sam kosmetyk produkowany pod różną marką. 

 Na pewno są miłą odmianą i ciekawą alternatywą dla zwykłych błyszczyków oraz dla kobiet, które chciałyby mieć matowe usta, a nie lubią szminek. 

 Najczęściej, jeśli chodzi o kolor używam odcienia 56k z manhattanu, gdyż jest najdelikatniejszy i najmniej rzuca się w oczy. Wszystkie odcienie jednak prezentują się świetnie na ustach i na pewno przykuwają uwagę. 

 Podsumowując matowe pomadki polubiłam, ale używam ich wtedy, kiedy moje usta są w dobrej formie, rozważam zakup jeszcze kilku kolorów z manhattanu, gdyż macałam w rossmanie testery i  kilka kolenych odcieni wpadło mi w oko :D


A jakie jest wasze zdanie na temat takich pomadek?

Muzycznie:

Oryginał:


I cover, który bardziej przypadł mi do gustu. Kawałek wykonuje facet wyglądający, jak  Sean Connery i  George Clooney  w jednej osobie :D


Miłego wtorku:)