24 grudnia 2012

Paczka świątecznych kotów.


Na tegoroczne Święta życzę wam dużo uśmiechu, ciepła, spędzania czasu z bliskimi i odpoczynku. 
Aby wam w tym uśmiechaniu się pomóc, wrzucam kilka obrazków ze świątecznymi kotami :D



























Zdjęcia w większości pochądzą ze strony cheezburger.com.


WESOŁYCH ŚWIĄT!

O.

16 grudnia 2012

Wyniki rozdania


Dziękuję serdecznie za wzięcie udziału w rozdaniu. Wśród osób, które poprawnie odpowiedziały na pytanie, czyli napisały, jaki wariant zapachowy z chęcią zobaczyłyby na w ofercie OS i dlaczego wylosowałam jedną osobę, która zgarnia zestaw. 




Jest nią:



Gratuluję i czekam na maila z adresem do wtorku włącznie.

Pozdrawiam. O.

Hot or Not, cz. IV, podkłady


Dziś przed wami kolejna odsłona serii Hot or Not. 

 W tym poście przedstawię wam kilka podkładów. Podkłady są dla mnie, ze względu na dość problematyczną cerę, jednymi z ważniejszych kolorowych kosmetyków. Oczekuję od nich co najmniej średniego krycia i trwałego matu na twarzy. Czy trzy przedstawiane dziś podkłady sprawdziły się u mnie pod tymi względami? 


                                                                    
                                                                     
              L'Oreal, True Match
       
Opis: Podkład w naturalnych odcieniach, rozprowadzający się bez smug, idealnie dopasowujący się do koloru skóry. Nie daje efektu maski przy jedn oczesnym świetnym kryciu. Dostępny w szerokiej gamie chłodnych, neutralnych i ciepłych odcieni. 
Cena: ok. 45 zł/ 30 ml.


Podkład posiadam w kolorze Vanille. Opakowanie jest, jak w przypadku innych opisywanych dziś podkładów bardzo wygodne. Szklane, ciężkie z praktyczną pompką dopasowane do kształtu dłoni. Pompka dozuje odpowiednią ilość produktu. Produkt ma dość leistą konsystencję, bardzo łatwo rozprowadzić go na twarzy nie tworząc przy tym smug. Dzięki lekkiej konsystencji możemy stopiniować poziom krycia, które jest bardzo zadowalające. Przy grubszej warstwie możemy bez problemu zakryć przebarwienia, czy rozszerzone naczynka. Na pewno faktem jest, że podkład wygląda na twarzy bardzo naturalnie i jak obiecuje producent idealnie dopasowuje się do odcienia skóry. Nie podkreśla suchych skórek, choć mam wrażenie, że minimalnie ciemnieje na buzi. Nie pozostawia matowej skóry, a daje lekki efekt glow, dlatego u mnie wymaga przypudrowania. Na twarzy bez zmian utrzymuje się 4 godziny, po tym czasie twarz zaczyna się błyszczeć, a po 6 godzinach podkład zaczyna znikać. Generalnie polubiłam się z tym podkładem, nie wiem, czy do niego wrócę, bo sporo przede mną jeszcze takich produktów do przetestowania, ale spokojnie mogłabym go polecić przyjaciółce. Dla mnie:
HOT
 



       Max Factor, Ageless Elixir

Opis: Nowy podkład Max Factor łączy zalety fluidu i serum. Max Factor Ageless Elixir 2 w 1 podkład + serum idealnie maskuje zmarszczki i przebarwienia. Zawarte w serum składniki nawilżają skórę, a filtr UV chroni przed powstaniem nowych oznak starzenia. Dedykowany dla każdego typu skóry dojrzałej (30+). Działanie: przeciwzmarszczkowe, ochrona UV, nawilżające, na przebarwienia , koloryzujące.
Cena: ok. 65 zł/30 ml. 

Choć do 30 mi daleko, a podkład dedykowany jest dla takiej cery postanowiłam go wypróbować. Wybrałam odcień 45 Warm Almond, który jak mogłoby się wydawać będzie raczej ciemnym odcieniem, jednak okazał się bardzo jasny, więc dla mnie idealny. Opakowanie jest lekkie, plastikowe, bardzo wygodne. Konsystencja jest przyjemna, przypomina bardzo delikatny mus, choć równocześnie jest dość tłusta. Rozprowadza się bezproblemowo i pozostawia cerę aksamintną i wygładzoną. Niestety, poziom krycia nie jest dla mnie zadowalający. Podkład z trudem maskuje przebarwienia nie mówiąc już o popękanych naczynkach. O macie nie ma mowy. Podkład niemalże od razu po nałożeniu zaczyna się bardzo mocno błyszczeć i szybko znika z twarzy. Spodziewałam się po Max Factorze czegoś lepszego. Nie wiem, czy dam radę zużyć ten produkt do końca. Ode mnie zdecydowane:
NOT




          Catrice, Photo Finish

Opis: Dla doskonałego, wyglądu cery: Photo Finish Foundation Liquid 18h z Soft Focus Effect. Dzięki pigmentom odbijającym światło, sprawia, że ​​cera wygląda gładko i promiennie do 18 godzin. Bezolejowa formuła.
Dostępny w pięciu odcieniach. Wysokiej jakości butelka matowego szkła z praktycznym dozownikiem. 
Cena: ok. 27 zł/30 ml. 


Zdecydowanie mój ulubiony, choć najtańszy spośród dziś prezentowanych. Posiadam kolor 010 Sand Beige. Podkład zapewnia świetne krycie, które nie daje efektru maski i fantastyczną trwałość. Jest bardzo odporny na ścieranie, nie zmienia wyglądu na twarzy ani pod wpływem upałów, ani mrozu. Jest to moje pierwsze opakowanie tego produktu, ale na pewno nie ostatnie. Producent zapewnia, że produkt utrzyma się na twarzy 18 godzin. Nie miałam okazji tego przetestować, ale po 12 godzinach nadal jest na swoim mniejscu! Produkt posiada trewściwą konsystencję, łatwo go rozprowadzić i nie ciemnieje na buzi. Całkiem nieźle również matuje. Wymaga przypudrowania dopiero po ok. 4-5 godzinach, co jest dla mnie świetnym wynikiem. Twarz z photo finish wygląda na idealnie wygładzoną i aksamitną. Niektóym może przeszkadzac dość intensywny zapach, który dla mnie jest obojętny.  Zdecydowane:
HOT HOT HOT



Miałyście któryś z tych podkładów? Jaki jest wasz ulubiony?

Spokojnej niedzieli. O. 

12 grudnia 2012

Trzy godziny do końca rozdania!


Jeszcze tylko niecałe trzy godziny i rozdanie zostanie zamknięte, jeśli więc macie ochote na słodką i pachnącą kąpiel serdecznie zapraszam :)



11 grudnia 2012

Lushowe ścieranie :)



To się nazywa peeling!

Ten kosmetyk jest moim trzecim produktem z Lusha i po raz trzeci stwierdzam, że te kosmetyki są naprawdę niezłe i warto w nie zainwestować. 

Przed wami:





Czarny peeling zawierający węgiel drzewny który absorbuje sebum, odżywczy olej z awokado który zmiękcza skórę, nawilżającą glicerynę, czarny cukier, głęboko oczyszczające błoto marokańskie Rhasshoul, wygładzające olejki z drzewa różanego i sandałowego. 

Polecany dla skóry tłustej.

Skład: Rhassoul Mud, Cold Pressed Organic Avocado Oil (Persea gratissima), Glycerine, Powdered Charcoal, Black Sugar, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Perfume, Linalool, Sandalwood Oil (Santalum austro and Santalum spicatum), Rosewood Oil (Aniba rosaeodora)

Cena: 5,25GBP / 100g
wizaz.pl


Produkt zamknięty jest w typowym dla Lusha opakowaiu, które bardzo mi się podoba. W czarnym kubeczku znajdujemy 100g oryginalnie pachnącego produktu o niespotykanej konsystencji. Dlaczego oryginalnie pachnący? Bardzo ciężko jest określić mi jego niesłychanie intensywny zapach, którym raz się zachwycam, a raz nie mogę go znieść. Nawet nie będę podejmowała próby jego opisu :)

 Przed użyciem  niewielką ilość kosmetyku rozrabiamy z wodą i tworzy nam się papka, którą masujemy twarz. Możemy też zostawić ją trochę na twarzy i potem zmyć. 

 Jeśli chodzi o efekty jest to najlepszy peeling ever! Bardzo mocno ściera, co mi się podoba, maksymalnie wygładza skórę pozostawiając ją odświeżoną i miękką. Dla osób, które mają skórę wrażliwą może okazać się za mocny. Kosmetyk sprawia, że skóra jest matowa, a pory dogłębnie oczyszczone. Nie podrażnił mojej skóry, ani jej nie uczulił. Drobinki są w sam raz, nie za duże, nie za małe, bardzo ostre, idealne.

 Wadą produktu na pewno jest to, iż jest ważny tylko 3 miesiące od otwarcia. Wcale nie jest tak łatwo go zużyć, gdyż jest niesamowicie wydajny. Kolejna wada to brudzenie wszystkiego naokoło, do tego dość ciężko się go zmywa. Mimo tego, nie zmienię zdania, że jest to genialny produkt, szczególnie dla osób z problemową cerą. 

 Miałyście? Jakie macie o nim zdanie? 

Przypominam, że tylko do jutra włącznie możecie się jeszcze zgłaszać w rozdaniu:

ZGARNIJ ORIGINAL SOURCE

Miłego. O.

9 grudnia 2012

Ciasteczka z czekoladą, Fennel


 Dziś przed wami drugi produkt, który otrzymałam do testów od firmy Fennel. Tym razem jest to produkt, na który czekałam i który oceniam na 5. Czym zasłużył sobie na taką ocenę?



Opis: zmysłowy, lekki i łatwo wchłaniający się, apetyczny Jogurt do Ciała o zapachu Ciasteczek z Czekoladą.
Intensywnie nawilża i ujędrnia, przywraca skórze elastyczność i pomaga utrzymać właściwy poziom nawilżenia. Delikatna formuła nadaje skórze jedwabistą gładkość i aromatyczny zapach.
Nie pozostawia tłustych śladów, szybko się wchłania, odpowiedni dla każdego rodzaju skóry.

Pojemność: 300 g

Cena: ok. 29 zł


 Opakowanie jest wygodne, łatwo możemy zużyć produkt do końca. Szata graficzna jest estetyczna, na zdjeciu widnieją apetyczne ciasteczka :) 

 Największa zaletą produktu jest zapach. Prawdziwy, ciasteczkowy, nie jest chemiczny. Wiem, że nie wszyscy lubią takie zapachy, ale ja jako fanka jadalnych aromatów przepadłam :) Przyznam się, że czasem otwieram opakowanie tylko po to, żeby poczuć ten ciasteczkowy zapaszek :D Mówię zdecydowane tak ciepłej, dobrze oddanej ciasteczkowej woni, którą nie pogardziłby nawet Ciateczkowy Potwór :)




 Co do działania też jestem miło zaskoczona. Konsystencja jest dużo lżejsza niż w przypadku maseł do ciała i bardziej żelowa niż zwykłe balsamy. Dla osób z suchą skórą nawilżenie, które pozostawia po sobie jogurt może nie być wystarczające. Dla mnie i dla mojej normalnej skóry jest jednak wystarczające.   Produkt jest lekki, więc szybko się wchłania i nie pozostawia na ciele tłustej warstwy. Skóra jest przyjemnie gładka i aksamitna, do tego pięknie pachnie!



Wydajność również jest spora w porównaniu z innymi kosmetykami tego typu. Delikatnie do zakupu może zniechęcać cena, ale według mnie, dla tego słodkiego zapachu warto tyle wydać. Jakby tego było mało do możemy również skusić się na peeling o takim samym zapachu :)



Miałyście ten produkt? Lubicie jadalne zapachy, czy za nimi nie przepadacie? 

Przypominam, że mało czasu zostało do końca mojego rozdania tu:

ZGARNIJ ORIGINAL SOURCE

Zgłosiło się niewiele osób, więc macie spore szanse :)


Miłego. O. 

8 grudnia 2012

Nudne lakiery



  Ostatnio, ze względu na pracę zmuszona jestem odpuścić sobie kolorowe paznokcie. Nie żałuję tego mocno, bo lakiery w kolorach nude to też prawdziwe ślicznotki i nawet wcześniej często gościły na moich pazurkach. Przy okazji ostatnich porządków w lakierowym zbiorku, a raczej w zbiorze :D, odłożyłam te, które mniej lub bardziej są właśnie lakierami nude lub lakierami nudepodobnymi. Oto one:





 Częśc z nich to typowe kremy, część delikatne perły. Najczęściej wybieram jeden krem i na niego aplikuję jedną warstę perłowego, bo za paznokciami, na których jest kilka warstw samego perłowego koloru nie przepadam. 


Od lewego górnego rogu:

H&M, Taupe.
Golden Rose, with protein, 264.
Catrice, ultimate nudes, 030 My Cafe Au Lait At Notre-Dame.
Vipera, jumpy, 176.
Miss Selene, 133.
Miss Selene, 135.
Essence, crystalliced, ice crystals on my window.
Me Me Me, 97 Sensuous.
H&M, Pink Pearl.
H&m, Mother of Pearl.
H&m, Grey Pearl.




Jakie są wasze ulubione nude lakiery? Nosicie takie? Macie któryś z tych lakierów?

Przypominam, że mało czasu zostało do końca mojego rozdania tu:

ZGARNIJ ORIGINAL SOURCE

Zgłosiło się niewiele osób, więc macie spore szanse :)


Miłego. O. 

1 grudnia 2012

Kilka obrazków z życia mojego pupila ;)



W ten sobotni leniwy wieczór uraczę was kilkoma zdjęciami mojego kociaka. Początkowo miał się nazywać Batman, ale stwierdziliśmy, że to nie do końca do niego pasuje i został przemianowany na Jona Snowa :) Każdy, kto ogląda Grę o tron, wie o kogo chodzi :D


Pierwszy dzień u nowych opiekunów, jeszcze nie potrafię ładnie jeść, więc cały pyszczek mam umazany pysznym obiadkiem.

 Dlaczego mnie obudziłaś?

Zwinąć sie w kulkę...

i spać.

Pierwsza wspinaczka!

Zwieńczona pierwszym sukcesem!

Zjem ci nos!

Z kumplem na spacerze.

Znowu spać.


Pozuję.

A kuku!

Nie, nie zrobisz tego zdjęcia.

To wcale nie ja zrzuciłem twój szary cień z Inglota. Nie, to szare na moim pyszczku to nie to, co myślisz.

Ciche dni z kumplem.

Miałem odrabiać lekcje, ale taaaak mocno chce mi się spać.

Zdecydowanie nie lubię wody!


Jon Snow kończy w połowie grudnia pół roku. Jest bardzo ruchliwy i bardzie ciężko zrobić mu zdjęcie, kiedy nie śpi. Niesamowity z niego rozrabiaka, uwielbia wyciągać moje gumki do włosów i robić sobie zapasy pod lodówką. Cieszę się, że go przygarneliśmy, szczególnie, że jest coraz chłodniej i nie wiadomo, jak potoczyłby się jego los. 

Macie swojego pupila? Kota? Psa? Chomika?

Miłego. O. :)