Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty

15 stycznia 2013

Hit w kosmetyczce.


Dziś przedstawiam wam krem, który stał się hitem mojej kosmetyczki. Mowa o Phenome oil-control.



Opis: Nawilżający krem-żel o lekkiej, nietłustej konsystencji, przeznaczony do kompleksowej pielęgnacji skóry tłustej i mieszanej z nasilonymi niedoskonałościami. Dzięki łagodnym, specjalnie wyselekcjonowanym, naturalnym wyciągom roślinnym krem skutecznie redukuje zmiany zapalne skóry, objawiające się w postaci krostek i grudek. Składniki złuszczające zawarte w kremie eliminują martwe komórki naskórka odpowiedzialne za zatykanie porów oraz powstawanie zaskórników. Preparat doskonale nawilża, jednocześnie matując cerę i poprawiając jej koloryt. Jest delikatny, odpowiedni nawet dla skóry skłonnej do podrażnień. Długotrwale stosowany, przywraca skórze równowagę i nadaje jej zdrowy wygląd.

Skład: Camellia Sinensis Leaf Water**, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Water**, Dicaprylyl Carbonate**, Glycerin**, Isopropyl Palmitate**, Zea Mays (Corn) Starch**, Glyceryl Stearate**, Dicaprylyl Ether**, Aqua**, Glyceryl Stearate Citrate**, Stearic Acid**, Betaine*, Myristyl Myristate**, Epilobium Fleischeri Extract*, Dehydroacetic Acid, Xanthan Gum**, Parfum**, Panthenol, Hamamelis Virginiana Leaf Extract**, Cedrus Atlantica Bark Extract**, Mentha Piperita (Peppermint) Extract**, Chondrus Crispus (Carrageenan)**, Aloe Barbadensis Leaf Juice**, Calendula Officinalis Flower Extract*, Carica Papaya Fruit Extract*, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Extract*, Rubus Chamaemorus (Cloudberry) Fruit Extract**, Citrus Paradisi (Grapefruit) Fruit Extract**, Ananas Sativus (Pineapple Plant) Fruit Extract**, Hibiscus Sabdariffa Flower Extract**, Sodium Stearoyl Lactylate**, Cetyl Alcohol**, Vegetable Oil**, Tocopheryl Acetate, Glycine Soja (Soybean) Sterols**, Sodium Carboxymethyl Betaglucan, Sodium Lactate**, Carnosine**, Lactic Acid**, Benzyl Alcohol, Sodium Phytate**, Salvia Sclarea Oil***, Copper Chlorophyllin**, Citronellol***, Geraniol***, Limonene***, Linalool***
*Certified Organic, **Natural Raw Materials, ***Components of Natural Essential Oils
Cena: ok. 130 zł/50 ml.


Krem zamknięty jest w porządnym słoiczku wykonanym z grubego, ciężkiego, ciemnego szkła. Wygląda klasycznie. Szata graficzna jest minimalistyczna i tym samym trafia mi do gustu. Wolałabym jednak, żeby produkt znajdował się w opakowaniu z jakimś aplikatorem bądź w tubce, co byłoby o wiele bardziej higieniczne.

W słoiczku znajdujemy 50 ml substancji koloru miętowego, pachnącej niesamowicie przyjemnie, według mnie pomarańczowo. Zapach jest dośc silny i nie znika szybko, więc niektórym osobom może to nie odpowiadać. Konsystencja jest faktycznie żelowa, bardzo lekka.

Po nałożeniu kremu na twarz skóra jest wyraźnie wygładzona, miękka i doskonale nawilżona. Niestety aplikując minimalnie za dużą ilość kremu roluje się on na buzi. Przez to, że wystarczy go niewielka ilość na całą twarz jest niesamowicie wydajny, co przy jego terminie przydatności (6 m-cy od otwarcia) czyni go niemal niemożliwym do zużycia.

Krem stosuję na dzień i co mnie cieszy produkt idealnie spisuje sie pod makijaż. Podkład świetnie się po nim rozprowadza nie zostawiając smug.

Producent obiecuje również, że krem będzie matował nasza skórę. Co do tej obietnicy mam mieszane uczucia. Skóra faktycznie minimalnie dłużej pozostaje bez połysku, ale raczej jest to zasługa innych produktów, których używam.

Nie napisałam jednak za co cenię go najbardziej. Otóż każdej zimy borykałam się z masa ciężkich do ukrycia suchych skórek. Odkąd stosuję ten produkt problem całkowicie zniknął, co jest dla mnie sporą ulgą.

Jeśli chodzi o poprawę stanu skóry po 1,5 miesiąca stosowania tego kremu żadnej poprawy nie zauważyłam.




Serdecznie  mogę polecić ten produkt osobom z cera mieszaną bądź tłustą. Dla osób posiadających skórę suchą poziom nawilżenia, który zapewnia krem może okazac się niewystarczający.


                                                                            Miłego. O.

14 stycznia 2013

O OS słów kilka.



Jakiś czas temu dostałam od firmy OS dwa nowe limitowane żele pod prysznic. Dziś kilka słów o nich oraz o tym, co się teraz w OS dzieje.

 Zimowe limitowane zapachy to poamarańcza z lukrecją oraz śliwka z syropem klonowym. Opakowania standardowe, choć wersja limitowana ma urocze nadruki na na froncie przypominające mi norweskie swetry :D Minusem w opakowaniach jest brak korka niekapka, który już nie wróci, a i żele nielimitowane będą go pozbawione. Zapachy są fantastyczne, pomarańcza jest początkowo kwaskowata, by potem rozwinąć się zapachem słodkiej lukrecji. W wersji śliwkowej czuję z kolei bardziej słodycz syropu klonowego, który koi zmysły i robi ochotę na spałaszowanie czegoś słodkiego :D Osoby, które nie lubią jadalnych zapachów mogą nie byc zachwycone, ale reszta powinna być. Ja jestem :)



Niżej dwa zdjęcia z fabryki OS oraz pomysł firmy, jak zatrzymać sobie niekapki, które są znacznym ułatwiemiem podczas używania. Zdejmujemy korek ze starego opakowania i zakładamy go na nową butelkę :) Na pewno będę korzystać z tego rozwiązania. A wy?




OS ponadto powierza nam wybór nowych limitowanych żeli. Uważam, że to fajna opcja i inne firmy również powinny brać w ten sposób pod uwage preferencje użytkowników. Zapachy do wyboru to złoty ananas, słodka mięta i zielona herbata, kaktus i guarana oraz dzikie jagody. Głosować  można tu: 
http://www.facebook.com/originalsourcepl/app_323366861102658

Ja już swój głos oddałam i mam nadzieję, że mój faworyt wygra :D

Lubicie żele OS? Jaki jest wasz ulubiony zapach? Który z proponowanych wariantów najchętniej zobaczyłybyście na sklepowej półce?

Pozdrawiam. O. 

11 grudnia 2012

Lushowe ścieranie :)



To się nazywa peeling!

Ten kosmetyk jest moim trzecim produktem z Lusha i po raz trzeci stwierdzam, że te kosmetyki są naprawdę niezłe i warto w nie zainwestować. 

Przed wami:





Czarny peeling zawierający węgiel drzewny który absorbuje sebum, odżywczy olej z awokado który zmiękcza skórę, nawilżającą glicerynę, czarny cukier, głęboko oczyszczające błoto marokańskie Rhasshoul, wygładzające olejki z drzewa różanego i sandałowego. 

Polecany dla skóry tłustej.

Skład: Rhassoul Mud, Cold Pressed Organic Avocado Oil (Persea gratissima), Glycerine, Powdered Charcoal, Black Sugar, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Perfume, Linalool, Sandalwood Oil (Santalum austro and Santalum spicatum), Rosewood Oil (Aniba rosaeodora)

Cena: 5,25GBP / 100g
wizaz.pl


Produkt zamknięty jest w typowym dla Lusha opakowaiu, które bardzo mi się podoba. W czarnym kubeczku znajdujemy 100g oryginalnie pachnącego produktu o niespotykanej konsystencji. Dlaczego oryginalnie pachnący? Bardzo ciężko jest określić mi jego niesłychanie intensywny zapach, którym raz się zachwycam, a raz nie mogę go znieść. Nawet nie będę podejmowała próby jego opisu :)

 Przed użyciem  niewielką ilość kosmetyku rozrabiamy z wodą i tworzy nam się papka, którą masujemy twarz. Możemy też zostawić ją trochę na twarzy i potem zmyć. 

 Jeśli chodzi o efekty jest to najlepszy peeling ever! Bardzo mocno ściera, co mi się podoba, maksymalnie wygładza skórę pozostawiając ją odświeżoną i miękką. Dla osób, które mają skórę wrażliwą może okazać się za mocny. Kosmetyk sprawia, że skóra jest matowa, a pory dogłębnie oczyszczone. Nie podrażnił mojej skóry, ani jej nie uczulił. Drobinki są w sam raz, nie za duże, nie za małe, bardzo ostre, idealne.

 Wadą produktu na pewno jest to, iż jest ważny tylko 3 miesiące od otwarcia. Wcale nie jest tak łatwo go zużyć, gdyż jest niesamowicie wydajny. Kolejna wada to brudzenie wszystkiego naokoło, do tego dość ciężko się go zmywa. Mimo tego, nie zmienię zdania, że jest to genialny produkt, szczególnie dla osób z problemową cerą. 

 Miałyście? Jakie macie o nim zdanie? 

Przypominam, że tylko do jutra włącznie możecie się jeszcze zgłaszać w rozdaniu:

ZGARNIJ ORIGINAL SOURCE

Miłego. O.

9 grudnia 2012

Ciasteczka z czekoladą, Fennel


 Dziś przed wami drugi produkt, który otrzymałam do testów od firmy Fennel. Tym razem jest to produkt, na który czekałam i który oceniam na 5. Czym zasłużył sobie na taką ocenę?



Opis: zmysłowy, lekki i łatwo wchłaniający się, apetyczny Jogurt do Ciała o zapachu Ciasteczek z Czekoladą.
Intensywnie nawilża i ujędrnia, przywraca skórze elastyczność i pomaga utrzymać właściwy poziom nawilżenia. Delikatna formuła nadaje skórze jedwabistą gładkość i aromatyczny zapach.
Nie pozostawia tłustych śladów, szybko się wchłania, odpowiedni dla każdego rodzaju skóry.

Pojemność: 300 g

Cena: ok. 29 zł


 Opakowanie jest wygodne, łatwo możemy zużyć produkt do końca. Szata graficzna jest estetyczna, na zdjeciu widnieją apetyczne ciasteczka :) 

 Największa zaletą produktu jest zapach. Prawdziwy, ciasteczkowy, nie jest chemiczny. Wiem, że nie wszyscy lubią takie zapachy, ale ja jako fanka jadalnych aromatów przepadłam :) Przyznam się, że czasem otwieram opakowanie tylko po to, żeby poczuć ten ciasteczkowy zapaszek :D Mówię zdecydowane tak ciepłej, dobrze oddanej ciasteczkowej woni, którą nie pogardziłby nawet Ciateczkowy Potwór :)




 Co do działania też jestem miło zaskoczona. Konsystencja jest dużo lżejsza niż w przypadku maseł do ciała i bardziej żelowa niż zwykłe balsamy. Dla osób z suchą skórą nawilżenie, które pozostawia po sobie jogurt może nie być wystarczające. Dla mnie i dla mojej normalnej skóry jest jednak wystarczające.   Produkt jest lekki, więc szybko się wchłania i nie pozostawia na ciele tłustej warstwy. Skóra jest przyjemnie gładka i aksamitna, do tego pięknie pachnie!



Wydajność również jest spora w porównaniu z innymi kosmetykami tego typu. Delikatnie do zakupu może zniechęcać cena, ale według mnie, dla tego słodkiego zapachu warto tyle wydać. Jakby tego było mało do możemy również skusić się na peeling o takim samym zapachu :)



Miałyście ten produkt? Lubicie jadalne zapachy, czy za nimi nie przepadacie? 

Przypominam, że mało czasu zostało do końca mojego rozdania tu:

ZGARNIJ ORIGINAL SOURCE

Zgłosiło się niewiele osób, więc macie spore szanse :)


Miłego. O. 

1 grudnia 2012

Słodka przyjemność od Fennel



 Dziś przedstawiam wam peeling, który otrzymałam do testów od firmy Fennel. Peelingi, jak wspominałam, to jedne z moich ulubionych kosmetyków, więc jestem dość krytyczna jeśli chodzi o ich właściwości. Miałam spore oczekiwania, co do tego produktu, wiec jeśli chcecie się dowiedzieć, czy zostały spełnione zapraszam do lektury. 



Opis: Cukrowy Peeling do Ciała z Papają zawiera aktywne kryształki soli, które w naturalny sposób delikatnie oczyszczają skórę złuszczając martwy naskórek.
Bogata w substancje odżywcze i cenne enzymy papaja ma właściwości przeciwzapalne i lecznicze dzięki czemu przyniesie ulgę nawet skórze zmęczonej i zniszczonej.
Dzięki peelingowi Twoja skóra będzie lepiej wchłaniać substancje aktywne zawarte w kremach i balsamach.

Pojemność: 200 g.

Cena: 29 zł.

Gdzie: orchidea-sklep , ifaspa , hurtowniapati , beautyflo, allegro.



 Współpraca z Fennel była tą, z którą wiązałam spore nadzieje. Miałam ogromną ochotę na wypróbowanie tych produktów, które zwracałyna siebie uwagę oryginalnymi zapachami. Otrzymałam możliwość wyboru rzeczy, które będę testować, więc w mailu podałam kilka kosmetyków, na które mam nadzieję. Wśród nich nie było peelingu z papają, a właśnie taki produkt otrzymałam. Nie wiem, jaki jest sens pytać, co chce się dostać, skoro przysyła się coś innego, no ale trudno. 

 Peeling zamknięty jest w standardowym opakowaniu. Mieści 200 g produktu, który bez problemów możemy do końca z opakowania wydobyć. Zakrętka posiada wypustki, dzięki którym możemy otworzyć pojemnik nawet mokrymi dłońmi. Minusem opakowania jest to, że łatwo może dostać się do niego woda, która będzie rozpuszczała drobinki peelingu. Szata graficzna jest bardzo estetyczna.

 Zapach jest egzotyczny, dosyć słodki, nie przypadł mi jednak do gustu. Sama takiego zapachu bym nie wybrała. Na szczęście nie utrzymuje się na skórze i nie czuć go w łazience. 

 Konsystencja jest dość zbita, nieco tłusta, gęsta. W kosmetyku zatopione są niewielkie, ale bardzo liczne drobinki, które łatwo rozpuszczają się pod wpływem wody, najlepiej więc wykonywać peeling na lekko zwilżonej tylko skórze. Drobinki nie są bardzo ostre, ale jest ich naprawdę dużo, więc dają dobry efekt ścierania. Masaż tym peelingiem jest bardzo relaksujący i odprężający. Po peelingu skóra jest niesamowicie gładka i miękka. Pod tym względem jest to najlepszy produkt tego typu, jaki goszczą w mojej łazience. Kosmetyk nie zostawia na skórze tłustej powłoczki, której tak wiele osób nie lubi. 

 Jeśli chodzi o wydajność, wiadomo, jak to w przypadku peelingów nie jest duża, co w stosunku do ceny nieco zniechęca. 

Czy kupiłabym ten produkt? Tak, jeśli byłaby jakaś promocja i na pewno inną wersję zapachową.    

Miałyście ten kosmetyk? Jaki jest wasz ulubiony peeling?


Przypominam o rozdaniu:
klik na zdjęcie
ZGARNIJ ORIGINAL SOURCE


Miłego wieczoru. O. 

24 listopada 2012

Kallos Vanilla


 Na maskę Kallos zdecydowałam się niedawno pod wpływem pozytywnych recenzji. Czy u mnie również się sprawdziła? 


Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Propylene Glycol, Hydrogenated Polysorbutene, Parfume, Panthenol, Dimethicon, Hydrolized Milk Protein, Cyclopentasiloxan, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone

Analiza:
Aqua, 
Cetearyl Alcohol- emolient tzw. tłusty, zmiękcza, nawilża, wygładza.
Cetrimonium Chloride- działąnie antystatyczne, ułatwia rozczesywanie, wygładza, nadaje połysk włosom. Propylene Glycol- nawilża, pomaga innym składnikom przniknąć w głąb włosa. 
Hydrogenated Polysorbutene- lekki emolient,nawilża.
Parfume
Panthenol-  regeneracja, nadanie gładkości.
Dimethicon- silikon, ułatwia rozprowadzanie kosmetyku, wygładza.
Hydrolized Milk Protein- hydrolizad protein mleka, wygładza, zmiękcza, nawilża, działa antystatycznie.
Cyclopentasiloxan- emolient, wygładza, nawilża, ułatwia rozprowadzanie kosmetyku.
Methylchloroisothiazolinone- substancja konserwująca.
Methylisothiazolinone- substancja konserwująca.

Opis: 


 Opakowanie jest ogromne, ale nic dziwnego, skoro musi pomieścić aż litr produktu. Jest wygodne, pozwala wydobyć produkt do samego końca. Szata graficzna również jest przyjemna dla oka. Pierwsze co czujemy po otwarciu opakowania to niezwykle intensywny, nieco sztuczny zapach. jest tak mocny, że sporo osób może go nawet uznać za duszący. Na włosach też jest wyczuwalny i nie znika od razu po spłukaniu maski. 

 Maska jest biała, a jej konsystencja przypomina budyń. Jest trochę gęstsza od maseczek z Biovaxu. Nabiera się wygodnie, na pewno nie spływa z dłoni, więc aplikacja nie sprawia problemów. 


 Mój sposób aplikacji to nakładanie maski na wilgotne włosy. Kiedy mam czas, pod czepek i ręcznik na ok. 40 min, a kiedy nie mam tak dużo czasu to po prostu na minut 15. Działanie na moich włosach jest rewelacyjne. Włosy są bardzo gładkie, nawilżone, sprężyste i wyglądają jakby było ich więcej. Maska nie obciąża. Rozczesanie po niej włosów również nie sprawia mi najmniejszego problemu. Włosy są również mocno nawilżone i nieco bardziej błyszczące. Dawno po użyciu jakiegoś kosmetyku nie widziałam takiego efektu, wielkie wow. Maski do tej pory użyłam jakieś 6-7 razy i efekty były świetne, ale obawiam się, że włosy mogą się do niej przyzwyczaić i efekty będą mniej spektakularne. To, jak wyglądają moje włosy od razu po użyciu tej maski mogłyście zobaczyć w poprzednim poście. 

Wspominałam o cenie? Otóż za litr maski zapłaciłam w Hebe ok. 10 zł. :) Na pewno wypróbuję też z Kallosa maskę latte i inne, gdyż, jak widać cenowo wypadają świetnie. 

Miałyście? Co o niej sądzicie? 

Przypominam o rozdaniu,
klik na zdjęcie: 
ZGARNIJ ORIGINAL SOURCE

Miłego wieczoru. O. 

22 listopada 2012

Włosomaniactwo level I, czyli moje produkty do włosów



 Witam ciepło.

 Coraz bardziej wkręcam się w włosomaniactwo i coraz częściej podczytuję takie blogi. Zauważyłam, że u mnie nie było jeszcze chyba posta z prawdziwego zdarzenia na temat mojej pielęgnacji i moich włosów, dlatego dziś czas to nadrobić. Wspominałam wam już, że stopniowo zaczynam łapać, o co chodzi w czytaniu składów kosmetyków i zwracam na to coraz większą uwagę. Kosmetyki, które obecnie posiadam są mieszanką kosmetyków, których używałam wcześniej, które staram się zużyć jak najszybciej i zastąpić je czymś z lepszym składem oraz tych lepszych już składowo. 

Szampony:


Nivea, Volume Sensation- została mi końcówka i już do niego nie wrócę.
Green Pharmacy, przeciwłupieżowy- jeszcze nieużywany.
Babydream- jeszcze nieużywany.
Barwa Ziołowa, skrzyp polny.

Odywki:


Mrs. Potter's, balsam aloes i jedwab.
Timotei, intensywna odbudowa.
Green Pharmacy, balsam pokrzywa zwyczajna.
Yves Rocher, odżywka z wyciągiem z owsa.
Herbal Essences, odżywka nie łam się!- została mi końcówka.

Maski:


Kallos Vanilla- świetna, niebawem recenzja.
Ziaja, masło kakaowe.
Joanna, z apteczki babuni, kompres z miodem i proteinami mlecznymi - nieużywana. 
Biovax, intensywnie regenerująca- jedna z ulubionych :)

Olejki:


Vatika- świetny i mój ulubiony.
Green Pharmacy, olejek łopianowy z czerwoną papryką.
Green Pharmacy, olejek łopianowy ze skrzypem polnym.

Inne:


Biosilk- końcówki włosów.
Serum, joanna, z apteczki babuni- na końcówki.
Marion, z olejkiem arganowym.
Barwa, woda brzozowa.
Anna, nafta kosmetyczna.




Podstawowe akcesoria, czyli tangle teezer i grzebień do przeczesywania masek.


Stan włosów na dziś. Kolor naturalny.


Mam również zamiar wypróbować kilka domowych maseczek oraz laminować włosy, więc dam znać, jakie będą efekty. 

Miałyście któryś z tych produktów? Sprawdziły się u was?

Przypominam o rozdaniu,
klik na zdjęcie.
ZGARNIJ ORIGINAL SOURCE


17 listopada 2012

Zielona galareta :D


Dziś przed wami Aloesowy żel nawilżający z firmy Safira. 


 Opis: Żel z aloesem - doskonale nawilżający, przeznaczony do pielęgnacji twarzy, całego ciała i włosów. Zawiera skoncentrowany wyciąg z Aloe Vera Barbadensis (aż 41 % czystego aloesu), rośliny od wielu wieków znanej ze swoich właściwości antyseptycznych i odżywczych, szeroko wykorzystywanej w przemyśle kosmetycznym. Żel z aloesem nadaje się do każdego rodzaju cery w każdym wieku. Doskonale nawilża, poprawia elastyczność, szybko się wchłania, koi podrażnienia i zaczerwienienia skóry. Jest również świetnym podkładem pod makijaż. Koi skórę podrażnioną depilacją i goleniem. Zapobiega powstawaniu stanów zapalnych po użyciu wszelkiego typu maszynek do golenia. Natychmiast przywraca równowagę podrażnionej cerze.
Świetny do układania włosów, szczególnie przetłuszczających się i ze skłonnością do łupieżu. Skutecznie łagodzi stany zapalne skóry, w tym skóry głowy. Jednocześnie chroni włosy przed niekorzystnym wpływem zanieczyszczonego środowiska.
Żel z aloesem jest niezastąpionym produktem, który można stosować przez cały rok do pielęgnacji skóry całego ciała i włosów.
Miąższ aloesu zawiera ponad 140 biologicznie czynnych składników m.in. aminokwasy (endogenne i egzogenne), enzymy (lipazę, amylazę, celulazę i inne), witaminy (z grupy B, kwas foliowy, C, A, cholinę oraz wszystkie rozpuszczalne w wodzie), związki mineralne: wapnia i magnezu, fosforu, sodu, cynku, żelaza, manganu, chromu, miedzi, germanu, nienasycone kwasy tłuszczowe (linolowy, linolenowy, stearynowy), naturalny kwas salicylowy.

 Składniki (INCI): Aqua, Aloe Vera Barbadensis Lear Juice, Glycerin, TEA, Carbomer, EDTA, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, CI 47005, CI 42090.

 Pojemność: 300 ml

 Cena: 23.80 PLN

 Dostępność: http://safira.pl



 Nie przepadam za żelową konsystencją kosmetyków, więc ciężko było mi zabrać się za testowanie tego produktu, okazało się, że wcale nie było tak źle. Zacznę jednak od początku. Żel zamknięty jest w standardowym opakowaniu, z którego możemy go łatwo i do końca wydobyć. Opakowanie jest przezroczyste, więc widać ile jeszcze produkty zostało w środku.

 Żel ma fantastyczny zielony kolor i konsystencję, która nie była dla nieprzyjemna, gdyż nie klei się, a tego nie lubię w żelowych produktach, jest lekki i dość wodnisty, choć nie spływa z dłoni. Produkt bardzo szybko się wchłania. Zapach jest dość delikatny, nie drażni i szybko znika. 

 Najważniejsze w nim jest to, iż jest to kosmetyk totalnie wielofunkcyjny i sami możemy znajdować dla niego najróżniejsze zastosowania. Do twarzy, włosów, jako żel lub odżywka, do ciała, do golenia, dodatek do peelingu itp. Nie przetestowałam jeszcze jego wszystkich możliwości, bo nakładałam go na ciało i raz pokusiłam się o nałożenie na twarz. Nie nawilża mocno, co jest wynikiem jego konsystencji, ale na pewno łagodzi podrażnienia np. po depilacji i wygładza skórę. Nałożony ba twarz delikatnie ją nawilżył, ale jak wspomniałam nie przepadam za żelową konsystencją i więcej w ten sposób nie będę go używała. Kolejnym plusem jest jego wydajność, wystarczy naprawdę odrobina, żeby pokryć kosmetykiem duże partie ciała. 

Czy żel stał się moim ulubieńcem? Raczej nie, właśnie ze względu na konsystencję, co do działania nie mam zastrzeżeń. Polecam fankom aloesu (produkt zawiera aż 41% czystego aloesu) i produktów wielofunkcyjnych. 

Lubicie kosmetyki wielofunkcyjne? Nie przeszkadza wam żelowa konsystencja?

Przypominam o rozdaniu:
klik w obrazek
ZGARNIJ ORIGINAL SOURCE

Miłej soboty. O.

13 listopada 2012

Hot or Not cz. III


Witam ciepło w ten chłodny wieczór. 

 W poprzednich postach Hot or Not pisałam o tuszach do rzęs TU i TU. Dziś z kolei będzie mowa o peelingach. Peelingi to jedne z moich ulubionych kosmetyków pielęgnacyjnych, lubię je testować, choć jeszcze nie znalazłam mojego ideału. Na mojej drodze poszukiwań peelingowego graala stanęły min. produkty, które dziś wam przedstawiam. Żaden z nich nie jest mocnym zdzierakiem, więc może któryś wpadnie w oko osobom, które nie lubią, w przeciwieństwie do mnie, mocnego tarcia :) Czy któryś z tych peelingów podbił moje serce? 



Joanna Naturia, peeling myjący

Opis: Peeling myjący o owocowym zapachu doskonale wygładza i odświeża ciało. Specjalnie dobrana receptura zawiera nawilżający ekstrakt owocowy (w zależności od wersji: z kiwi, pomarańczy, truskawki, porzeczki lub grapefruita) oraz drobinki ścierające, które usuwają zanieczyszczenia i martwe komórki naskórka.

Wspaniałe rezultaty:
- oczyszczona i odświeżona skóra
- gładsza i milsza w dotyku
- przyjemnie pachnąca
Dostępny w 7 wersjach: kiwi, pomarańcza, truskawka, porzeczka, grapefruit, gruszka i żurawina.




 Te peelingi z Joanny znam i często do nich wracam. Fakt, że nie są najmocniejszymi ścierakami nie przysłania mi ich innych zalet, jakimi niewątpliwie są piękny, w miarę naturalny, zapach i niewielkie, poręczne opakowanie, które z powodzeniem można zabrać w podróż, gdyż faktycznie nie zabiera dużo miejsca. W mojej łazience gościł już zapach pomarańczowy, porzeczkowy i właśnie grapefruitowy, który lubię najbardziej. Czytając to, co obiecuje producent w przypadku tego kosmetyku, jako jednego z nielicznych, z ręką na sercu mogę powiedzieć, że wszystkie obietnice producenta zostały spełnione. Skóra faktycznie jest gładka, odświeżona, niepodrażniona, przyjemna w dotyku, a zapach znacznie uprzyjemnia korzystanie z produktu. Konsystencja jest dość gęsta, nie spływa z dłoni. W żelu zatopione są liczne i niezbyt ostre drobinki, niektóre z nich nie rozpuszczają się pod wpływem wody. Co do wydajności, to nie jest największa, ale za ta cenę łatwo jest to produktowi wybaczyć. Mimo, że często wracam do tego kosmetyku nie jest moim ulubieńcem, gdyż szukam czegoś, co naprawdę mocno zdziera :D

HOT


Hean, peeling masaż solankowy


Opis: Solankowy peeling ujędrniający. Zawiera sól jodowo-bromową i złuszczające drobinki. Odświeża i wygładza skórę, złuszcza zrogowaciałe warstwy naskórka. Wspomaga zwalczanie cellulitu i poprawia jędrność i elastyczność skóry. W składzie kosmetyku zawarto następujące składniki aktywne:

- sól jodowo-bromową i złuszczające drobinki – intensywnie usuwają martwe komórki naskórka i odblokowują pory. Masaż drobinkami pobudza ukrwienie i dotlenia skórę. Sól jodowo-bromowa (bogata w składniki mineralne: Ca, Mg, J, Br) dodatkowo tonizuje i regeneruje skórę.
- miłorząb japoński – ujędrnia i uelastycznia skórę, wspomaga zwalczanie cellulitu, stymuluje odnowę naskórka.
- D-panthenol – skutecznie nawilża, łagodzi podrażnienia i nadaje skórze miękkość.

  Z tym produktem raczej się nie polubiłam. Zacznę od plusów. Niedrogi. Wygodne opakowanie, tuba, która stoi "na głowie", więc łatwo wydobyć z niej produkt do samego końca. Takie opakowania w przypadku peelingów lubię najbardziej. Jeśli chodzi o drobinki to można porównać je z drobinkami z peelingu z joanny, choć tu jest ich więcej i większość z nich rozpuszcza się pod wpływem wody. Konsystencja również podobna do joannowego produktu. To, czego w nim jednak nie znoszę i co całkowicie eliminuje moją chęć używania go to zapach. Okropna, sztuczna, słona woń od której robi mi się niedobrze. Na szczęście nie utrzymuje się długo, ale nie zmienia to faktu, że nie mogę przez nią zmusić się do używania tego kosmetyku . Śladu po ujędrnianiu oczywiście nie ma. 

NOT



Wellnes Beauty, peeling pod prysznic

Opis: Działa pielęgnacyjnie. Peeling pod prysznic ożywia. Drobne ziarenka peelingujące łagodnie masują skórę, a olejek z jojoba usuwa obumarły naskórek. Cenne ekstrakty z pomarańczy i owocu granaty ożywiają twoje zmysły, a nawilżające lipidy delikatnie czyszczą skórę. Po peelingu twoja skóra staje się delikatna i miękka. Każdego dnia zapewnij sobie i swoim zmysłom poczucie komfortu.

Ten produkt gości w mojej łazience od niedawna, ale już wiem, że po skończonym opakowaniu jeszcze do niego wrócę. Nie jest to typowy peeling, właśnie raczej peelingujący żel. Opakowanie estetyczne, dopasowuje się do kształtu dłoni, piękny kolor i niewiarygodny zapach. Połączenie pomarańczy i granatu jest jednym z moich ulubionych zapachowych połączeń w kosmetykach. Oczywiście kolejnym jego plusem jest cena. Z racji tego, że jest najbardziej rzadki jest również najmniej wydajny, ale za to jest dwufunkcyjny, można używać go jako peelingu i jako żelu. Drobinki, które zawiera nie są liczne ani ostre. Raczej masuje niż zdziera, nadaje się więc do nawet codziennego stosowania. Osoby, które szukają typowego peelingu mogą być jednak nieco zawiedzione. 

HOT


Farmona, Sweet Secret, peeling do mycia ciała

Opis: Wyjątkowy kosmetyk o przyjemnej, aksamitnej konsystencji i zniewalającym, słodkim zapachu został stworzony do codziennej pielęgnacji i mycia ciała, dla osób, które cenią produkty naturalne i lubią pozwalać sobie na chwile przyjemności.

Specjalnie opracowana, bogata receptura, na bazie ekstraktu ze słodkich trufli i migdałów nie narusza równowagi lipidowej i nie wysusza skóry, poprawiając jej kondycję i wygląd. Łagodne środki myjące i peelingujące drobinki zanurzone w cudownie lekkim, pachnącym żelu dokładnie oczyszczają skórę, usuwają zanieczyszczenia i martwe komórki naskórka, poprawiając mikrokrążenie i pobudzając skórę do odnowy. Regularne stosowanie migdałowego peelingu pod prysznic zapewnia uczucie wypielęgnowanej i aksamitnie gładkiej skóry, a wyjątkowo apetyczny, zniewalająco słodki zapach uwalnia od stresu, wycisza i relaksuje, wprowadzając w stan ogólnego odprężenia i zadowolenia.

 Jest to peeling słodkie trufle i migdały. Opakowanie wygodne, typowy słoiczek, z którego łatwo wydobyć produkt, minusem jest to, że woda może łatwo się w nim znaleźć. Zapach jest boski, idealny na chłodne wieczory. Połączenie słodkich czekoladek i migdałów w rezultacie przypomina mi makowca! :) Aromat jest bardzo intensywny, więc niektórym może się to nie spodobać. Jeśli chodzi o konsystencję, to w trzech poprzednich peelingach był to żel. Tutaj mamy galaretę i to niezbyt gęstą, więc nie jest moja ulubiona konsystencja. Drobinek ścierających jest bardzo niewiele a co za tym idzie, żeby się wypeelingować potrzebujemy całkiem sporo produktu, więc jest on bardzo słaby wydajny. Ziarenka nie są ostre i generalnie zawiodłam się nieco na tym produkcie, bo miałam, co do niego większe oczekiwania. 

Mimo genialnego zapachu NOT




Na koniec tabelka, w której znajdują się najważniejsze informacje :)

Miałyście któryś z tych produktów?
Przypadły wam do gustu?
Jaki jest wasz ulubiony peeling?

O. 

12 listopada 2012

Żegnamy się,



z niektórymi stety lub niestety na zawsze :D Denko październikowe raczej ubogie i delikatnie spóźnione, ale jak to mówią, lepiej późno niż wcale :)



Balea, żel pod prysznic- w zasadzie liczyłam na większe WOW. Zapach przeciętny, wszystko inne również. Może jeszcze skuszę się na inny zapach, ale nie jest to przesądzone. 

Clarins, miniaturowy tonik dodawany do zakupów w Douglasie- dużo na jego temat powiedzieć nie mogę z oczywistych powodów. Nie uczulił mnie. 

Garnier, kremowy peeling złuszczający- bardzo udany produkt. Piękny zapach, delikatne działanie i odświeżanie cery to główne jego cechy. Jest to moje drugie opakowanie tego produktu i pewnie jeszcze kiedyś do niego wrócę, póki co testuję i szukam ideału. 

Gliss Kurr, odżywka do włosów farbowanych- używałam, kiedy jeszcze farbowałam. Niezły zapach, nie obciążała włosów, ale nie wrócę do niej, szału nie robiła, poza tym włosomanniactwo lvl 1 :D

Isana, odżywka do włosów z olejkiem babassu- załapałam się tylko na jedno opakowanie. Wielka szkoda, bo bardzo się polubiliśmy. Szukam na gwałt zamiennika, poradzicie coś? :D

Joanna, z apteczki babuni, krem do rak- bardzo fajny kosmetyk. Miły zapach, nie zostawia na dłoniach żadnej warstewki, dość szybko się wchłania a do tego pozostawia dłonie aksamitnie gładkie. Plus za niską cenę (ok. 7zł), minus za dostępność (jakoś nie mogę go nigdzie znaleźć). Jeśli spotkam to kupię. 

Luksja, activ vitamins, żel pod prysznic- bubel. Zapach bardzo przyjemny, bo grejpfrut i granat, ale poza tym nic dobrego o nim powiedzieć nie mogę. Mało wydajny, słabo się pieni, nie kupię więcej. 

Marc Anthony, instantly thick, szampon zwiększający objętość włosów- używałam razem z odżywką i byłam zadowolona. Piękny zapach, idealnie się pienił tworząc luksusową i aksamitną piankę. Włosy faktycznie były nieco odbite od nasady. Wróciłabym do niego, gdyby nie to, że przerzucam się na bardziej naturalną pielęgnację, włosomanniactwo lvl 1 :)

Nivea pure effect, thermo, żel do twarzy- uwielbiałam uczucie rozgrzewania. Odrobina produktu wystarczała, żeby wypucować całą twarz, która po żelu była oczyszczona i gładsza. Zamierzam kupić ponownie. 



A jak wam poszło z waszym denkiem?

O. 

Nie do końca ulubiony,



ale też nie najgorszy. Mowa o żelu do mycia twarzy z firmy Fitomed.


Składniki ziołowe: wyciąg z korzenia mydlnicy lekarskiej, liścia szałwii, liścia melisy, liścia oczaru wirginijskiego, koszyczka nagietka.

Właściwości: wytwarza łagodną, swoistą dla mydlnicy lekarskiej pianę.Działanie: ma dobre właściwości oczyszczające, lekko ściąga rozszerzone pory, zapobiega zbyt szybkiemu przetłuszczaniu się skory.

Nie był testowany na zwierzętach

INCI: Aqua, Herbal Extract, Coco Glucoside, Cocamide DEA, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Laureth Sulfate, Propylene Glycol, Lactic Acid, Fragrance, DMDM Hydantoin, Methylisothiazolinone, Methylchloroisothiazolinone 
opis: fitomed.pl




 Posiadam cerę mieszaną, w przeważającej części jest ona jednak tłusta, dlatego żel, który przeznaczony jest do takiej właśnie cery- tłustej i trądzikowej wydawał się idealnym wyborem. 
  Opakowanie jest klasyczne, trochę vintage, przypadło mi do gustu, tak jak i inne opakowania kosmetyków z tej firmy. 
  Konsystencja żelu jest dość rzadka, mimo tego produkt jest zadziwiająco wydajny, co w połączeniu z jego niską ceną (ok. 10 zł) zdecydowanie może zachęcać do zakupu. 
 Zapach jest dość intensywny, ziołowy, dlatego, jeśli komuś przeszkadzają ziołowe aromaty powinien zastanowić się nad tym kosmetykiem. Ja zapachy ziołowe bardzo lubię, więc pod tym względem żel przypadł mi do gustu. 

 Jeśli chodzi o efekty- faktycznie cera po użyciu jest idealnie odświeżona i oczyszczona. Produkt nie podrażnia cery, ale, niestety, czułam po nim delikatne ściągnięcie, użycie kremu było koniecznością.  Nie zauważyłam, żeby cera mniej się po nim przetłuszczała.
 Kolejna sprawa to szczypanie. Wiem, że jestem pierdołą i zdarza mi się czasem trafić żelem do oka, niestety w przypadku tego produktu to było piekło. Szczypało i swędziało niesamowicie! Po wszystkim oko przez większość dnia było mocno zaczerwienione. Teraz używam go z dużą ostrożnością.

Podsumowując produkt ma plusy i minusy:

+ wydajny, niedrogi,
+ przyjemny (dla mnie) zapach,
+ dobrze oczyszcza cerę,

- powoduje uczucie ściągniętej cery,
- nieziemsko szczypie, kiedy dostanie się do oczu
- raczej słaba dostępność. 

             Próbowałyście? Jakie jest wasze zdanie na jego temt?

O. 

1 listopada 2012

Kremujemy się!



 Dziś kilka słów o kremach. Kremy to produkty, które stanowią ważny składnik naszej pielęgnacji, mają za zadanie min. ochronę twarzy przed czynnikami zewnętrznymi, nawilżanie, odżywianie, a w nocy regenerację skóry. 

http://luxclub.pl/

 W tym momencie przemysł kosmetyczny jest tak ogromny, że naprawdę trudno znaleźć produkt dla nas najlepszy. Z każdej strony atakują nas reklamy, na których widać panie z idealnymi cerami, które w rzeczywistości są częściej dziełem grafików komputerowych, niż owych kremów. Warto więc przy zakupie nie skupiać się wyłącznie na popularności danego kosmetyku, czy jego opakowaniu, a zwrócić raczej uwagę na skład produktu. 

 Kilka wskazówek.

 Przed zakupem sprecyzuj cel. Naprawdę rzadko zdarza się, że produkty typu 2w1, 3w1, 5w1 sprawdzają się, dlatego jeśli krem ma redukować zaczerwienienie, wzmacniać naczynka, likwidować zmarszczki, chronić przed słońcem, nawilżać itd. raczej nie będzie  tak naprawdę robić niczego. Produkt najlepiej dopasować jest do warunków, w jakich przebywasz oraz do rodzaju cery. 

 Określenie rodzaju cery to bardzo ważny punkt. Cztery główne rodzaje cery to sucha, mieszana, tłusta oraz normalna. Do tego dochodzi też cera wrażliwa. Typ cery może zmieniać się wraz z wiekiem,  zmiana może wynikać również np. z zaburzeń hormonalnych. Przed zakupem warto zapoznać się z informacjami na temat naszego typu skóry i dowiedzieć się, co będzie dla niej najlepsze. 

http://trendz.pl

 Jeśli chodzi o sam skład, to powinniśmy szukać w nim min. antyoksydantów

 Antyoksydanty inaczej przeciwutleniacze to substancje pochodzenia syntetycznego, bądź naturalnego, których zadaniem jest działanie przeciw utleniaczom, czyli wolnym rodnikom. 

 Antyoksydanty to min. witamina C i wiatamina E

 Witamina C (Ascorbic Acid) oraz jej pochodne (Ascorbyl, Ascorbate, Magnesium Ascorbyl Phosphate, Sodium Ascorbyl Phospate) ujednolicają koloryt skóry, rozjaśniają plamy pigmentacyjne oraz symulują produkcję kolagenu. W środowisku wodnym wit. C jest bardzo nietrwała, więc ciężko znaleźć skuteczne preparaty, które ją zawierają. Większość zawiera bezwodne zawiesiny kwasy askorbinowego w silikonach lub innych emolientach. W gotowym produkcie stężenie wit. C poniżej 5% będzie dawało mało spektakularne efekty, dlatego, jeśli w składzie kremu witaminę C znajdujemy dopiero na końcu nie ma co liczyć na jej działanie. Im dalej w INCI znajdujemy jakiś składnik tym mniejsze jest jego stężenie. 

Witamina E (Tocopherol) i jej pochodne z których najpopularniejsza jest pochodna estrowa, czyli Tocopheryl Acetate biorą udział w wielu procesach skórnych. Odpowiadają za nawilżenie cery oraz jej regenerację, dlatego zalecane są głównie do cer odwodnionych, uszkodzonych działaniem czynników zewnętrznych. 

 Innymi przeciwutleniaczami są: witamina A (Retinol) i jej pochodne, czyli octan retinu (Retinyl Acetate), palmitynian retinu (Retinyl Palmitate), propional retinu (Retinyl Propionate), witamina B3 (PP)- Niacinamide, kwas alfa liponowy, kwas feluronowy, koenzym Q10 i wiele innych. Również ekstrakty roślinne mogą mieć działanie antyoksydacyjne np. ekstrakt z czarnego bzu (Sambucus nigra), ekstrakt z białej i zielonej herbaty (Camellia sinensis), ginkgo (Ginkgo Biloba). 

 Poza antyoksydantami w składach kremów możemy również szukać składników łagodzących, których zadaniem jest łagodzenie zaczerwienień, podrażnień. Często używane są w kremach przeznaczonych do skóry wrażliwej. Do takich składników należy min.:

 pantenol (Panthenol)- prowitamina B5, działa łagodząco, nawilżająco, regeneracyjnie, działa dobrze również na włosy,

 alantoina (Allantoin)- działa kojąco, łagodząco, przyspiesza gojenie, jeden ze składników czynnych zawartych w wyciągu z żywokostu lekarskiego,

 ekstrakt z arniki górskiej (Arnika Montana)- działanie gojące i przeciwzapalne,

 ekstrakt z nagietka (Calendula Officinalis)- działanie przeciwzapalne, gojące, antybakteryjne.

http://www.clivir.com

Warto również zwrócić uwagę na humektanty, czyli substancje higroskopijne, które posiadają zdolność do zatrzymywania wody w skórze. Do humektantów zaliczyć możemy np.:

glicerynę (Glycerin)- nawilżanie, umożliwia penetracją składników aktywnych przez skórę. Otrzymywana jest z tłuszczów roślinnych i  zwierzęcych. 

mocznik (Urea)- w stężeniu do 10% jest higroskopijny, powyżej 10% ma właściwości złuszczające. Może działać łagodząco, uśmierzająco, przeciwbakteryjnie, nawilżająco.

kwas hialuronowy (Hyaluronic Acid)- tworzy warstwę ochronną na skórze, wypełnia zmarszczki, zapobiega utracie wody, poprawia elastyczność i jędrność skóry, wspomaga tworzenie kolagenu, silnie higroskopijny. 

żel aloesowy (Aloe Vera, Aloe Barbadensis)- nawilża, ma działanie łagodzące, przeciwzapalne. Poprawia mikrokrążenie w obrębie skóry, chroni przed szkodliwym działaniem promieni UV, używany również w pielęgnacji włosów.

miód (Mel) i mleczko pszczele (Propolis)- nawilżają, łagodzą, miód działa również antybakteryjnie. 

Jak widać są setki substancji, które mogą być użyte w kremie. Zamiast ślepo ufać reklamom należy zastanowić się, czego potrzebuje nasz skóra i przyjrzeć składowi kosmetyku. Warto również nadmienić, że nie tylko kremy z najwyższej półki cenowej są skuteczne. Równie dobre mogą być znacznie tańsze produkty. 

Szeroki wybór kremów i innych produktów do pielęgnacji znajdziecie np. tu: http://www.iperfumy.pl/kosmetyka/kosmetyki-do-twarzy/.

Zwracacie uwagę na skład kosmetyku, czy dajecie się skusić reklamom? Jaki krem jest waszym ulubionym?

                                                             Miłego wieczoru. O.