O kursie wizażu myślałam już od jakiegoś czasu, nie mogłam się zebrać, żeby tą myśl zrealizować, a to były ważniejsze wydatki, a to nie było czasu itd. Jednak, kiedy zobaczyłam na grouponie ofertę z AP Edukacja wiedziałam, że nie będę dłużej zwlekać i od razu kliknęłam. Z Groupona nie korzystam często, ale kiedy już to robię, zazwyczaj na koniec jestem usatysfakcjonowana. Tym razem było inaczej, a dlaczego o tym w dalszej części posta.
Kurs kosztował mnie 189 zł zamiast 700zł za 30 godzin dydaktycznych kursu. Była również do wyboru opcja 5 godzin za 59 zł.
Opis ze strony:
"Z kolorami w makijażu jest jak z przechodzeniem przez jezdnię – zły wybór może doprowadzić do bolesnej katastrofy. Ustrzeż się przed make-upową kraksą, decydując się na profesjonalny kurs wizażu w AP Edukacji"
Kupon zakupiłam 15 maja, do 2 czerwca należało zgłosić się do sekretariatu z wydrukowanym grouponem w celu zapisania się na kurs. Tak też zrobiłam. Panie w sekretariacie były bardzo miłe, jednak na moje pytanie, kiedy odbywa się kurs nie potrafiły odpowiedzieć. Pomyślałam od razu wtf?, na stronie, z której kupiłam kupon nie było podanej informacji, kiedy odbywa się kurs, jednak skoro czas na zarejestrowanie się był do 2 czerwca, pomyślałam, ze od razu, powiedzmy w przeciągu tygodnia kurs się odbędzie. Nic bardziej mylnego, z sekretariatu zostałam odesłana z kwitkiem, nikt nie wiedział, kiedy kurs ma się odbyć i kazali czekać na telefon, co nie było komfortową sytuacją, wakacje, wyjazdy, inne sprawy, a ty siedź i czekaj ;/ No, ale cóż, innego wyjścia nie było. Telefon otrzymałam 28.06, poinformowano mnie, że kurs odbędzie się w dniach 2,3,4,5 i 9 lipca, a jeśli ten termin mi nie pasuje to następny będzie pod koniec sierpnia. Na szczęście daty mi pasowały. Poza tym dialog między kursantami a ap edukacją był zadowalający, przysyłali smsy przypominające o zajęciach, jeśli ktoś nie mógł być któregoś dnia, następnego dzwonili i pytali, czy wszystko w porządku i generalnie starali się rozwiewać wszelkie wątpliwości.
Nie zrażając się, pełna optymizmu wybrałam się na zajęcia. Pierwszego dnia było na nich 18 osób oraz bardzo sympatyczna pani prowadząca, która jak się dowiedziałyśmy zajmuje się wizażem od 4 lat. Kurs odbywał się w szkole. Tak w zwykłej szkole, w klasie lekcyjnej, z ławkami, które musiałyśmy same przestawiać, beż żadnych luster, przyznam, że troszkę inaczej sobie to wyobrażałam.
Na początek była teoria, trochę o analizie kolorystycznej, fryzurach, kształtach twarzy, wszystko oczywiście bez zdjęć, bez pokazywania. Większość dziewczyn potwornie się wynudziła.
Kolejnego dnia mieliśmy zajmować się makijażem dziennym. Było nas już o dwie osoby mniej. Zajęcia wyglądały w ten sposób, że wchodzimy do klasy, Pani rozkłada kosmetyki i mówi, dobierzcie się w pary i róbcie makijaż (!) Ani słowa na temat wykonywania takiego makijażu, czym się charakteryzuje, jakie kosmetyki są odpowiednie itd. NIC. Lekko zdezorientowane zabrałyśmy się do pracy. Pani interesowała się dziewczynami tyko wtedy, kiedy te poprosiły ją o pomoc. Nie wiem, czy tej kobiecie się po prostu nie chciało, ale nie przeszkadzało jej to, że dziewczyny siedzą bokiem do światła, że cały makijaż oka jest wykonywany jednym pędzelkiem, dziewczyny zamiast makijażu określonego w temacie wykonywały całkiem inny, zero przekazania wiedzy na temat kosmetyków, baz, rozświetlaczy, bronzerów...Koleżanki, które nie siedzą w temacie, nie mają wiedzy i przyszły na kurs, żeby się czegoś dowiedzieć nie miały na to szans. Kolejnego dnia był makijaż wieczorowy, zajęcia wyglądały tak samo. Potem przyszła kolej na makijaż ślubny i fotograficzny. Pani prowadząca powiedziała, że najpierw zrobimy makijaż ślubny, a potem przerobimy go na fotograficzny, przyprowadziła modelkę na której taki makijaż robiła, a my się przyglądałyśmy. Oczywiście malując modelkę nie mówiła, co robi, nie omawiała kolejnych kroków, nie tłumaczyła doboru kolorów. NIC. Potem tradycyjnie zajęłyśmy się sobą. Ostatni dzień to makijaż fantazyjny, na początku zajęć poprosiłam panią o powiedzenie chociaż kilku słów na temat tego makijażu, pani podeszłą do mnie, pokazała zdjęcia w czasopiśmie, powiedziała, że to makijaż z którym możemy zrobić wszystko, piórka, cekiny itp., no cóż liczyłam na to, że może całą grupa się czegoś dowie, ale po raz kolejny nic z tego. Nie chodzi mi o kompetencje tej pani, nie wątpię w nie, była niesamowicie sympatyczna, ale żeby się czegoś dowiedzieć, trzeba było zapytać, wyobrażałam sobie, że na początku zajęć dowiemy się czegoś o makijażu, który mamy wykonywać, o kosmetykach, zobaczymy przykłady makijaży na zdjęciach, czy miałam za wysokie oczekiwania? W końcu to był mój pierwszy taki kurs. Czy wszystkie tak wyglądają?
Na pewno ciekawe jesteście również kosmetyków, jakie były dla nas dostępne. Korzystałyśmy głównie z kosmetyków inlot, mary kay, peggy sage. Pojawił się również eyeliner wibo i puder synergen :D Na 18 osób dostępne były trzy zestawy pędzli, kilka inglota, kilka z nieznanych mi firm, kilka z rossmana. Trzy tusze do rzęs, rimmel, mary kay, tak wyschnięte, że z trudnością nimi malowałyśmy, dwie bazy pod podkład, jedno kółko kryolanu. Dwie bazy pod cienie, w rezultacie więc sporo czasu spędziłyśmy po klasie szukając bazy, czy korektora. Podkłady były z mary kay (czy wspominałam, że pani jest konsultantką z mary kay i kilka dziewczyn skusiło się na ich produkty?), pani nie wspomniała o nich nic, czy są rozświetlające, matujące, wszystko jedno, jaki użyjemy byle kolor pasował. Pędzle, które dostałyśmy pierwszego dnia były nie do końca czyste, moim zdaniem były wręcz po prostu brudne. Stan niektórych kosmetyków pozostawiał wiele do życzenie. Nie widziałam żadnego rozświetlacza ani bronzera i niczego też na ich temat nie usłyszałam. No tak, istnieją przecież tylko róże. W rezultacie kilka dziewczyn po prostu przyniosło na następne zajęcia własne pędzle i kosmetyki, czy tak to powinno wyglądać?
Dziewczyny, które pytałam o zdanie na temat kursu również nie były w pełni usatysfakcjonowane. Wszystko miała rekompensować atmosfera, dziewczyny faktycznie były przesympatyczne, wymieniłyśmy się numerami i mamy zamiar wybrać się na jakieś kosmetyczna polowanie :D
Ostatniego dnia dostałyśmy certyfikaty i zaświadczenia, na których zabrakło pieczątek, bo panie z z sekretariatu zapomniały, więc samemu trzeba się po nie udać. Na koniec dostałyśmy również do wypełnienia anonimowe ankiety, które jak mniemam nie wypadły najlepiej ;p
Tu kilka zdjęć:
Cieszę się, że mam certyfikat, jednak właściwie nie wyniosłam żadnej nowej wiedzy, co mnie smuci. Cały kurs wyglądał, jak malowanie się z koleżankami. Więc jeśli przyjdzie wam do głowy szalony pomysł odbycia takiego kursu w AP Edukacja, to spasujcie, zaproście kilka koleżanek i wzajemnie się pomalujcie, wyjdzie na to samo. Nie mam pojęcia, jak wkurzone muszą być dziewczyny, które zapłaciły za kurs pełną cenę, na szczęście w mojej grupie takich nie było. Czytając opis kursu na stronie ap edukacji lub groupona wszystko tak pięknie brzmiało, czego to nie miałam się dowiedzieć, a wyszła jedna wielka klapa.
Jeśli któraś z was brała udział w takim kursie, jestem bardzo ciekawa waszych wrażeń. Nie wiem, czy to ja się czepiam, czy to tak miało wyglądać? Wydane pieniądze rekompensuje mi tylko certyfikat i świetne dziewczyny, które miałam okazje poznać.
Jeszcze raz podkreślę. NIE POLECAM.