28 października 2012

;)

Na dobranoc :)


O.

Moje włosy w pigułce




Pora na odpowiedź na TAG, który bardzo mi się spodobał, czyli:




ZASADY TAGA:
- odpowiedzieć na 13 pytań
- oTAG'ować 5 osób

1. Twój naturalny kolor włosów?
Ten, który mam teraz, średni blond z jaśniejszymi refleksami. 


2. Twój obecny kolor włosów?
Naturalny i nie mam zamiaru tego zmieniać :)


3. Aktualna długość Twoich włosów?
Za ramiona.


4. Długość na jaką chciałabyś zapuścić włosy?
Nie wiem, ile wytrzymam bez zmiany fryzury, ale póki co pozwalam im swobodnie rosnąc.


 5. Jak często podcinasz końcówki?
Co 3-4 miesiące.


6. Twoje włosy są proste,kręcone czy falowane? 
Proste, czego żałuję, bo zawsze marzyłam o pięknych falach.


7. Jaką porowatość mają Twoje włosy?
Niską.


8. Jakie są Twoje włosy (np. normalne, przetłuszczające się, suche itp.)?
Normalne, nie mam z nimi problemów.


9. Jak wygląda Twój codzienny włosowy rytuał pielęgnacyjny?
Myję włosy co dwa dni. Szampon, odżywka potem odżywka b/s, co jakiś czas zabezpieczanie końcówek jedwabiem. Raz na tydzień nakładam olej, choć nie jestem w tym regularna. 


10. Czego nie lubią Twoje włosy?
Farbowania. Raz spróbowałam, włosy były oklapnięte, wypadały i nie wyglądały dobrze. Odkąd wróciłam do naturalnego koloru od razu jest lepiej. Farbowałam farbą Palette;/


11. Co lubią Twoje włosy? 
Oleje, maskę z Biovaxu. 


12. Jaka jest Twoja ulubiona fryzura?
Rozpuszczone lub luźno zebrane w koczek.


13. Gdyby Twoje włosy umiały mówić,to co by powiedziały? 
"Nie farbuj nas!"


Do odpowiedzi zachęcam wszystkie dziewczyny, którym tag się spodoba :)


Wstęp do włosomaniactwa



 Witam ciepło. Dziś pora na recenzję szamponu, który trafił do mnie w pierwszym Shinyboxie, czyli Loreal professionnel, vitamino color. Przy okazji post będzie małym wstęp do mojego włosomaniactwa. 

 Przyznaję szczerze, że do niedawna zupełnie nie zwracałam uwagi na to, jakich kosmetyków używam do włosów. Regularnie stosowałam szampon, odżywkę, maskę, ale nie interesowałam się tym, co te produkty mają w składzie. Jakiś czas temu doszłam do wniosku, również pod wpływem blogów włosomaniaczek, że moim włosom przydałaby się gruntowna zmiana pielęgnacji i kosmetyków na rzecz tych bardziej naturalnych metod i produktów, dlatego wykańczam wszystkie kosmetyki, które dobrym składem pochwalić się nie mogą i regularnie zastępuję je czymś dla moich włosów zdrowszym. 

 Produktem, który właśnie wykańczam jest wspomniany szampon Loreal. 


 Opis: Szampon do profesjonalnej pielęgnacji włosów. Przeznaczony do włosów farbowanych. Odżywia włókno włosa i chroni blask włosów koloryzowanych, od normalnych po grube, od mało do średnio uwrażliwionych. Formuła Color Guard System zawiera filtry UV, który przeciwdziała niszczącemu działaniu światła, witaminę E i antyutleniacz, które chronią trwałość koloru, a także aktywne proteiny pochodzenia zbożowego, które nadają włosom miękkość i połysk. 

 Cena: ok. 25zł/250 ml

 Gdzie: salony fryzjerskie, internet, np: http://www.iperfumy.pl/kosmetyka/kosmetyki-do-wlosow/.

 Opakowanie jest całkiem przyjemne dla oka, niewielkie, poręczne, estetyczne. Otworek nie zatyka się, wszystko działa bez zarzutu. Sam produkt jest treściwy, gęsty o bardzo przyjemnym zapachu owoców leśnych. Piana, którą tworzy jest niezwykle aksamitna, luksusowa, na pewno zdecydowanie różni się od tej, którą tworzą zwykłe drogeryjne szampony. Co do ochrony koloru nie mogę się wypowiedzieć, ponieważ nie posiadam włosów farbowanych, natomiast, to, że do takich włosów ten szampon jest przeznaczony zupełnie mi nie przeszkadza, gdyż, jak wiadomo głównym celem szamponu jest po prostu oczyszczanie włosów ze wszelkich zanieczyszczeń. Jeśli chodzi o działanie to włosy po użyciu były gładkie, błyszczące, sypkie. Miałam jednak wrażenie, że pod koniec dnia stawały się oklapłe i szybciej się przetłuszczały. Postanowiłam więc zrobić małą analizę 10 pierwszych składników:

 Skład: Aqua/Water, Sodium Laureth Sulfate, Disodium Cocoamphodiacetate, Dimethicone, Glycol Distearate, Sodium Chloride, PPG-5-Ceteth-20, Sodium Benzoate, Cocamide Mipa, Sodium Methylparaben, Salicylic Acid, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Carbomer, Ethylparaben, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Linalool, 2-Oleamido-1,3-Octadecanediol, Magnesium Sulfate, Limonene, Methyl Cocoate, Sodium Cocoate, Citric Acid, Sodium Hydroxide, Parfum/Fragrance. C30470/1. 

Sodium Laureth Sulfate- cieszący się złą sławą detergent syntetyczny stosowany w większości szamponów, żeli pod prysznic, czy płynów do kąpieli. Powoduje, że produkt lepiej się pieni. Może podrażniać i przesuszać skórę głowy, jest odpowiedzialny za powstające wypryski i świąd. 


Disodium Cocoamphodiacetatesekwestrant - związek kompleksujący jony matali, chroni kosmetyk przed zepsuciem.

Dimethicone- polimer na bazie sylikonu, ma za zadanie wygładzenie powierzchni włosa, jest syntetycznym emolientem. Z założenia nietoksyczny, jednak w praktyce może zatykać pory, a więc powodować wypryski, gdyż pokrywa naszą skórę warstewką. Osoby ze skórą wrażliwą powinny go unikać. 

Glycol Distearate- niejonowa substancja powierzchniowo czynna, nierozpuszczalna w wodzie. Emolient, który zostawia na włosach film zabezpieczający przed utratą wody ( a więc pośrednie nawilżenie), zmiękcza i wygładza włosy, stosowany jednak na czystą skórę może sprzyjać powstawaniu zaskórników. 

Sodium Chloride- nieorganiczny związek chemiczny dobrze rozpuszczający się w wodzie, wpływa na konsystencję kosmetyków, zwiększa ich lepkość, działa antystatycznie, może podrażniać. 

PPG-5-Ceteth-20- syntetyczny związek polimerowy, ma działanie nabłyszczające i nawilżające.

Sodium Benzoate- substancja konserwująca, uniemożliwia rozwój mikroorganizmów, chroni kosmetyk prze nadkażeniem bakteryjnym. Jego dopuszczalne maksymalne stężenie to 0,5%. 

Cocamide Mipa- niejonowa substancja powierzchniowo czynna, półsyntetyk otrzymywany z oleju kokosowego, usuwa zanieczyszczenia ze skóry i z włosów, reguluje lepkość kosmetyku.

Sodium Methylparaben- substancja konserwująca pochodzenia chemicznego, zapobiega rozwojowi mikroorganizmów, może podrażniać i wywoływać alergie skórne.

Salicylic Acid- pochodzenia chemicznego, ma działanie mocno złuszczające i oczyszczające, dopuszczany do użycia w kosmetykach jako konserwant do maksymalnego stężenia 0,5%. W czystej postaci wywołuje podrażnienia skóry, jest czynnikiem alergicznym.

 Dalej w składzie znajduje się min. witamina E, pantenol, które są bardziej przyjazne włosom, natomiast wiadomo, kolejność w składzie mówi nam, ile danego składnika jest w kosmetyku. Tych składników z początku składu jest najwięcej. Dopiero uczę się czytać skład, także jeśli gdzieś jest błąd, poprawcie mnie :)

 Zapewne jest sporo osób dla których skład nadal nie ma znaczenia, ale ja temu panu już podziękuję. Zastąpiłam go słynnym czymś lepszym i oficjalnie otwieram rozdział włosomaniactwa. 

Jaki wy macie pogląd na te sprawy? Zwracacie uwagę na skład kosmetyków? 

Miłego.  O. 



27 października 2012

Osłoda dnia jesiennego


Dziś pora na tag. 
Otagowana zostałam przez Sonję, autorkę bloga http://ori-leszno.blogspot.com, za co serdecznie dziękuję :)

Zasady zabawy:

- umieść na swoim blogu wpis a w nim obowiązkowo baner tagu oraz link do inicjatora tagu - Sonji
- napisz kto Cię otagował
- zamieść wpis a w nim baner, link do bloga inicjatora tagu - Sonji oraz TERAZ UWAGA: opisz i/lub pokaż za pomocą zdjęć w jaki sposób radzisz sobie z jesienną chandrą, co poprawia Ci nastrój jesienią. Odpowiedzią na tag może być tylko tekst.
- otaguj minimum 5 osób


 Zacznę może od tego, że uwielbiam jesień. Urodziłam się w październiku i jesień to moja ulubiona pora roku. Mgliste poranki, spadające kolorowe liście to zdecydowanie moje klimaty, dlatego raczej nie odczuwam jesiennej chandry, choć zdarzają się dni podczas których nie chce mi się wychodzić z łóżka i wtedy mam kilka sposobów na umilenie sobie takiego dnia. 

1. Malowanie paznokci na typowo jesienne kolory: bordo, wszystkie odcienie brązów, granaty. Generalnie zgaszone, przybrudzone odcienie. 



2. Siedzenie pod puchatym kocykiem z kubkiem w dłoni. W kubku kawa, kakao lub jakaś smakowa herbatka. Ostatnio moją ulubioną jest Irish Cream z Czas na Herbatę. Do tego obowiązkowa słodkość, czyli  Rafaello. 



3. Dobra, wciągająca książka. Może być kryminał, może być obyczajowa, w ostateczności jakiś romans.


Poza tym oczywiście świeczki, kot na kolanach i Tż obok :)

A jakie są wasze sposoby na osłodę jesiennego dnia?

Taguję wszystkie osoby, które mają ochotę odpowiedzieć na tag.

Miłego jesiennego dnia. O. 

26 października 2012

O perfumach



 Otulają ciało delikatną mgiełką, która uwodzi zmysły. Mogą być lekkie i świeże bądź cięższe i tajemnicze.  O czym mowa? Oczywiście o perfumach. Każda kobieta je uwielbia. Przykuwają wzrok coraz to wymyślniejszymi flakonikami, a nos coraz oryginalniejszymi zapachami.  Wchodząc do drogerii widzimy setki różnych buteleczek, z czego każda posiada inny aromat, czym więc kierować się w ich wyborze?


 Po pierwsze powinnyśmy znać różnicę między wodą toaletową, wodą perfumowaną a perfumami. Sama nazwa  „perfumy”  jest dość nieprecyzyjna, ponieważ perfumami możemy nazwać czyste perfumy, ale również wodę toaletową i perfumowaną. Niemniej jednak różnica tkwi w stężeniu esencji zapachowej. Najbardziej intensywne są oczywiście perfumy, które zawierają 15-40% olejków zapachowych rozpuszczonych w 90-96% alkoholu, potem wody perfumowane 10-15% w 90% alkoholu, a na końcu wody toaletowe 5-10% w 60-85% alkoholu.  Wyróżnić możemy również wodę kolońską ze stężeniem 3-5% esencji zapachowej w 70-80% alkoholu i wodę odświeżającą 1-3% esencji.


  Pierwsza opcja, czyli prawdziwe perfumy są niestety dość drogie, dlatego najbardziej popularne są wody perfumowane, które utrzymują się na skórze nawet kilkanaście godzin.


  Kolejnym krokiem jest poznanie nut zapachowych. Na pewno niejednokrotnie zauważyliście, że kiedy użyjecie perfum mają one określony zapach, który jednak po jakimś czasie się zmienia. Wynika to z tego że perfumy posiadają trzy nuty zapachowe, które wzajemnie się uzupełniają. Każdy zapach to kompozycja nuty głowy, serca i nuty bazowej.


Nutę głowy można wyczuć zaraz po otwarciu flakonu. Na skórze nie utrzymuje się długo, bo jest to tylko od 15 min. do pół godziny. Zawiera najmniej trwałe substancje zapachowe.

Nuta serca, inaczej nuta środkowa utrzymuje się do dwóch godzin po użyciu perfum.

Nuta bazowa, inaczej końcowa jest najważniejsza, chociaż wyczuwamy ją jako ostatnią. Zawiera utrwalacze, więc najdłużej, bo nawet kilkanaście godzin utrzymuje się na skórze.

Uroda
stuartbriers.com

 Na pewno przed zakupem czytamy opis perfum, z którego możemy dowiedzieć się, że np. perfumy pachną piżmem, bądź czuć w nich nutę mimozy, czy kardamonu. Są to składniki zapachowe. Wśród nich znajdują się również zapachy pochodzenia zwierzęcego, które stosuje się w minimalnych ilościach, gdyż ich woń jest bardzo intensywna np.:


ambra-  wydzielina z przewodu pokarmowego kaszalota, nadaje perfumom słodką ciepłą nutę,

piżmo- wyciąg z gruczołów piżmowca, nadający perfumom zmysłowego aromatu,

kastoreum- substancja, którą bobry nabłyszczają swoje futro. Nadaje nieco cierpką ale ciepłą woń.


Składników pochodzenia roślinnego jest z kolei cała masa. Popularnie używane są np.:


bergamota- niejadalna pomarańcza, w której jednak można wyczuć woń kwiatową,

jaśmin- krzew o żółtych, różowych lub białych kwiatach. Daje bardzo słodki intensywny zapach, najczęściej stosowany w perfumach dla kobiet,

paczula- inaczej amerykańska pokrzywa. Rośnie min. w Chinach oraz Indonezji, posiada mocny, orientalny aromat,

ylang-ylang- kwiat przypominający orchideę pachnie delikatnie kwiatowo,

tuberoza- kwiat dający intensywną dość ciężką woń, sprowadzany z Indii.


Kiedy już mamy mniej więcej określoną wizję zapachu, który przypadłby nam do gustu pora ruszyć na zakupy. Najlepiej do perfumerii wybrać się rano, kiedy nasz zmysł węchu jest wypoczęty. Aplikujemy perfumy na przegub dłoni , chwilę czekamy, aż ulotni się alkohol i wtedy czuć prawdziwy zapach. Nie warto testować na raz więcej niż trzech zapachów, gdyż nasz nos będzie błędnie odczytywał kolejne zapachy. Kiedy zdecydujemy się już na konkretny zapach zakupów możemy również dokonać przez internet, gdzie niejednokrotnie ceny perfum są niższe niż w stacjonarnej drogerii, np.: http://www.iperfumy.pl/perfumy/.

  Moimi ulubionymi zapachami są obecnie:

Jakie są wasze ulubione zapachy? Co stanowi wasze główne kryterium wyboru perfum?
Miłego dnia. O.

22 października 2012

Dzisiejszy dzienniak,

czyli właściwie nic ;p 








Jasny cień w wewnętrznym kąciku, cielista kredka na linię wodną i trzy kępki rzęs :)

Cielista kredka Laura Mercier,
tusz, Eveline,
cień z palety Tarte for true blood,
kępki czyli pocięte rzęsy :)

Lubicie taki minimalizm, czy wolicie coś mocniejszego?

Kolejny haul


 Miałam już w tym miesiącu nie wydawać. Niestety nie udało się :) Oto, co kupiłam:
Weszłam do douglasa tylko na chwilkę, wyszłam z Essie Material Girl i Estee Lauder lip and eye duo. 


Wpadłam również do Inglota, gdzie mój wzrok przykuły cienie o numerach: 502 i 495. Do tego w Rossmannie kolejny cień lovely holographic eyes.



Z ebaya przyszły do mnie rzęsy oraz naklejki na paznokcie. 



Od przyszłych teściów, którzy wiedzą, że sushi jest moją miłością taki oto zestaw :)



Coś do włosów, osławiony szampon z Rossmanna Babydream, do tego balsam z aloesem od Mrs. Potter's. Skusiłam się również na przeciwłupieżowy szampon, głównie z myślą o TŻcie, gdyż to on boryka się z nawracającym łupieżem, a dla mnie balsam z pokrzywą. Obie rzeczy z Green Pharmacy. 



Będąc w Deichmannie w oko wpadły mi zabawne butki w stylu kowbojek, TŻowi nie udało się mnie przekonać, żebym wyszła bez nich :D




To chyba na tyle, portfel lżejszy, ale humor zdecydowanie lepszy. 



O.

18 października 2012

Ekstremalne ochłodzenie


Witam serdecznie :) Dziś przed wami recenzja chłodzącego żelu do ciała z firmy Safira. 




Opis: Wyjątkowo skuteczny środek przynoszący ulgę i odprężenie zarówno w przypadku zakwasów po wzmożonym wysiłku fizycznym jak też w przypadku zmęczenia i napięcia mięśni spowodowanego stresem. Dzięki połączeniu mentolu i kamfory działa chłodząco i rozgrzewająco stymulując krążenie. Posiada również właściwości ściągające i zmniejszające obrzęki. Likwiduje dyskomfort z nimi związany i przynosi na długo uczucie kojącej ulgi. Żel polecany jest do stosowania nie tylko sportowcom i osobom aktywnym fizycznie, ale wszystkim, którzy po nużącym dniu tęsknią za wypoczynkiem i pragną zrelaksować całe ciało.

Składniki (INCI): Aqua, Alkohol Denat., Laureth – 7, Mentol, Camphor, Carbomer, Sodium Hydroxide, Benzyl Alkohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, CI42090.

Pojemność: 300 ml
Cena: 24.90 PLN

Gdzie: http://www.safira.net.pl





 Produkt zapakowany jest w standardowy plastikowy pojemnik, z którego łatwo jest wydobyć kosmetyk. Na opakowaniu znajdują się wszelkie informacje, czyli opis produktu, sposób użycia, skład, miejsce produkcji oraz data przydatności. Po odkręceniu wieczka naszym oczom ukazuje się żel o fantastycznym błękitnym kolorze. Co do zapachu to jest niezwykle intensywny i mentolowy, przypomina mi jakieś maści apteczne ;p, więc jeśli ktoś nie lubi takich mocnych aromatów może być ciężko go zużyć, tym bardziej, że jest bardzo wydajny. Niestety, nie polubiłam jego konsystencji, jest zdecydowanie zbyt rzadka, wodnista, spływa z dłoni i przez to ciężko jest precyzyjnie nałożyć żel. Do długiego masażu też mi nie posłużył, bo szybko zaczął się rolować. 

 Zadaniem żelu jest przynoszenie ulgi obolałym mięśniom i to produkt robi. Testowałam na sobie i na TŻ, oboje jesteśmy zgodni, że faktycznie efekty są. Natomiast, co do chłodzenia, to powiem wam, że jest ekstremalne. Początkowo odczuwałam delikatne pieczenie a potem przeraźliwe zimo :D Na lato niesamowita sprawa, ale przyszło mi go testować we wrześniu, więc już tak fajnie nie było ;) Szkoda, że nie ma w ofercie żelu rozgrzewającego, bo gdyby grzał, tak jak ten chłodzi to na zimowe wieczory byłby idealny. 

 Na pewno zadowolone z niego będą osoby, które regularnie narażone są na zakwasy, czy siniaki, gdyż te objawy żel koi bardzo szybko. Nie polecam natomiast osobom, które nie lubią chłodzącego efektu, gdyż w przypadku tego produktu, jest on naprawdę mocno odczuwalny. 

Lubicie rozgrzewające, bądź chłodzące produkty? Miałyście już przyjemność używać tego przyjemniaczka?

Miłego wieczoru. O. 


12 października 2012

Mały haul, Essence Wild Craft, Catrice Hollywood's Fabulous 40ties


  Przedstawiam wam moje małe zakupy. Wybrałam się dziś obadać nowe limitowanki z Essence, czyli Wild Craft i Catrice, Hollywood's Fabulous 40ties. Nic nie przyspieszyło bicia  mojego serca, co do Essence, to raczej się tego spodziewałam po obejrzeniu zapowiedzi kolekcji, co do Catrice miałam większe nadzieje, no ale cóż. Z racji tego, że w limitowanych edycji nie wybrałam wiele osłodziłam sobie to rozczarowanie innymi drobiazgami :)



Green Pharmacy, olejek łopianowy ze skrzypem polnym.


Cień holograficzny, Lovely, 03, o innych kolorach pisałam TU.



Cień Essence, Wild Craft, 02 Out of The Forest.




Bardzo na szybko i mało dokładnie wrzucam, jak wyglądają na oku.




Pomadka Celia 2w1, 507.




Catrice, Hollywood's Fabulous 40ties, C01 Gone With The Wind (kolejny róż, kto by się domyślał;p)




Porównanie kolorów:


Od lewej:
Elf, Contouring blush&bronzing powder
Catrice, Revoltaire powder blush
Catrice, Hollywood's fabulous 40ties
Catrice, Defining duo blush, 030 pink grapefruit shake
Inglot, amc 59




Co wy kupiłyście z tych limitki? Jakie macie zdanie na temat tych kolekcji?

Pozdrawiam. O. 

Babeczki w dłonie ;)


                                                                     So Sweet Blog Award

 Wyróżniona zostałam przez Olivkę z bloga http://babskipunktwidzenia.blogspot.com, za co serdecznie dziękuję :)


  Lista blogów, które regularnie odwiedzam jest naprawdę długa, więc wymienię te, na których jestem najczęściej i których nazwy, jako pierwsze wpadły mi do głowy. Jednocześnie przepraszam wyróżnione przeze mnie dziewczyny, za to, że nie zawsze mogą pod postami znaleźć mój komentarz, gdyż nie zawsze mam na to czas, ale posty czytam zawsze :) Kolejność przypadkowa.


Miłego dnia. O.

10 października 2012

Ulubione blogi zagraniczne


 Tak, jak w tytule, przedstawiam wam listę zagranicznych blogów na których jestem częstym gościem. Może znajdziecie coś ciekawego? :) Kolejność jest przypadkowa.




O ulubionych polskich blogach notka pojawi się jutro ;)

Znacie któryś z tych blogów? Możecie polecić mi wasz ulubiony zagraniczny blog?

O.

Krótko i na temat o Max Factor Smooth Effect



 Jeśli chodzi o podkłady z firmy Max Factor to do tej pory używałam jedynie osławionego podkładu Lasting Performance, który naprawdę dobrze się u mnie spisywał, jednak faktycznie był to dość ciężki podkład. Postanowiłam więc spróbować czegoś innego i odkryłam Smooth Effekt, jak się u mnie sprawdził?


Opis: sekret perfekcyjnego krycia Smooth Effect Foundation leży w formule SkinTone zawierającej substancje silnie nawilżające. To właśnie dzięki intensywnemu nawilżeniu skóra staje się idealnie gładka. Pigmenty matujące pozwalają natomiast na zamaskowanie wszelkich niedoskonałości - takich, jak rozszerzone pory czy przebarwienia. Teraz cera będzie świeższa i bardziej promienna niż kiedykolwiek.

Smooth Effect Foundation jest odpowiedni również dla kobiet z wrażliwą cerą oraz dla osób z trądzikiem, ponieważ jego formuła nie blokuje porów. Podkład jest dostępny w szerokiej gamie kolorystycznej, która podkreśli i wyrówna każdy odcień skóry. 

Cena: ok. 40 zł/30 ml.



 Opakowanie jest standardowe, poręczna dość miękka tubka, z której łatwo wydobyć produkt. Podkład ma bardzo przyjemną kremową konsystencję, o wiele lżejszą niż lasting performance, dobrze się rozprowadza, nie robi plam, nie roluje się, wygląda bardzo naturalnie, nie tworzy efektu maski, chyba, że przesadzimy z ilością. Za największą zaletę tego kosmetyku uznaję to, że naprawdę świetnie wyrównuje koloryt skóry. Cera wydaje się idealnie gładka i jednolita. Krycie jest średnie, ale mamy niewielkie pole manewru do jego budowania. To, co mi się również spodobało to to, że Smoooth Effect nie podkreśla suchych skórek. Jeśli chodzi o nawilżanie, które obiecuje producent niczego takiego nie zauważyłam, jednak faktycznie skóra jest miła w dotyku i jedwabista. Co ważne twarz wygląda świetnie nawet bez użycia pudru.

 Produkt bardzo mi się spodobał i na pewno mogę go polecić osobom, które tak, jak ja mają cerę mieszaną. Dla osób z cerą bardzo suchą oraz wymagających ekstremalnego krycia może być to jednak za mało. 

Miałyście ten podkład? Jaki jest wasz ulubiony kosmetyk tego typu?

Pozdrawiam. O.

9 października 2012

Ulubieńcy września


   Witam ciepło w ten deszczowy dzień,
dziś post z kolorowymi ulubieńcami ostatnich tygodni.  
Nie często możecie u mnie znaleźć posów tego typu, jednak zauważyłam, że przez ostatni miesiąc po niektóre kosmetyki sięgałam niemal każdego dnia, byłam z nich zadowolona, więc czas je wam przedstawić. 






Twarz.
 Podkład, po który w ostatnim czasie sięgałam najczęściej to Max Factor, smoothing effect, który był sporym zaskoczeniem i jeszcze dziś lub jutro będziecie mogły przeczytać moją opinię na jego temat. 

Jeśli chodzi o puder, to moim zdecydowanym faworytem był produkt pochodzący z dysku z Sephory. Puder jest prawie transparentny, matuje cerę na kilka godzin. Niesamowicie wydajny, wygląda  na twarzy bardzo naturalnie. Nie podkreśla suchych skórek, nie pyli się. Będę go z przyjemnością używała również w następnych miesiącach. 



Róże z Catrice posiadam w dwóch odcieniach Apricot Smoothie, który jest pięknym morelowym kolorem i Pink Grapefruit Shake, czyli odcień różowy. Róże te są przyzwoicie napigmentowane, kolor można stopniowo budować na policzkach. Dość trwałe, nie ścierają się szybko, nie pylą się. Mają wytrzymałe opakowania i na pewno jeszcze jakiś róż z tej serii przygarnę.^^

Inglot o numerze 82 to kolor, w przeciwieństwie do dwóch poprzednich, bardziej jesienny. Matowy brudny róż z beżowymi tonami doskonale podkreśla policzki i je konturuje. Jest to chyba jeden z ładniejszych odcieni w mojej kolekcji. Na fotce widać, że jest w średniej kondycji, gdyż zaliczył upadek i moją akcję ratunkową ;p 

Duo z Flormar, P115. Nie używałam różu, chodzi mi o jego drugą część, czyli ni to bronzer ni to rozświetlacz. Używałam go w bardzo niewielkiej ilości na szczyty kości policzkowych i jestem miło zaskoczona. Delikatnie rozświetla, uwypukla poliki. Ciekawy efekt daje również nałożony na róż. Muszę jeszcze z nim poeksperymentować ale póki co jestem zdecydowanie na tak. 




Oczy

Jako bazy pod cienie używałam produktu z firmy Benefit, o którym pisałam TU

Tusz, który  najczęściej gościł na moich rzęsach to Max Factor, false lash effect, wspominałam o nim TU.

Właściwie cały dzienny makijaż robiła mi kreska, którą wykonywałam żelowym eyelinerem z Essence w kolorze london baby, o tych eyelinerach pisałam TU.



Usta

Tu zdecydowanie wygrywa błyszczyk z serii stay with me z Essence, o którym pisałam TU

Często również używałam błyszczyka z Oriflame, który jest bezbarwny, natomiast po nałożeniu na usta dopasowuje się do ich kolorytu i zmienia odcień. U mnie jest to to żywy róż. Błyszczyk daje idealnie lustrzany połysk i długo się utrzymuje, co mi wystarcza, aby mianować go ulubieńcem. 

Jedyna pomadka, która znalazła się w zestawieniu to Catrice z limitowanej kolekcji urban baroque. Pomadka w opakowaniu wygląda nieciekawie. Jest to odcień nude z delikatnymi tonami brudnego różu i fioletu. Na ustach jednak prezentuje się świetnie. Doskonale je nabłyszcza, nie kryje całkowicie, usta wyglądają całuśnie ;) Pomadka właśnie mi się kończy, czego bardzo żałuję, muszę jej znaleźć jakieś zastępstwo :) 




Paznokcie

Powoli przerzucam się na bardziej jesienne odcienie, dlatego ostatnio na moich pazurkach goszczą brązy, ciemne czerwienie, brudne niebieskości, generalnie bardziej zgaszone kolory, takie właśnie jak most wanted, czy cherry. Wyjątek stanowił jednak kolor blue cara ciao od Catrice, czyli niesamowicie błyszczący żywy niebieski lakier, który pokazywałam wam TU.



Miałyście któryś z tych produktów? Jak się sprawdził?

Miłego dnia. O. 

5 października 2012

Jak mieszkaj moje kosmetyki-aktualizacja.


  Jak mieszkają moje kosmetyki pokazywałam już TU i TU. Ostatnio zmieniliśmy stancję, więc kosmetyki też się przeprowadziły. Udało mi się niedawno zdobyć również lustro, więc zaczyna to jakoś wyglądać i choć do ideału toaletki jeszcze daleko, to już jest nieźle. Toaletka to po prostu biurko z szufladami, a lustro to lustro łazienkowe, ma podświetlenie, co bardzo mi się w nim podoba. 



Na półkach mieszkają: palety Inglota, paletka Tarte, mgiełki do ciała, kremy, w szufladce zadomowiły się sztuczne rzęsy. 


Po drugiej stronie lustra, w pudełku z nowojorską taksówką mieszkają próbki, niżej kredki, pędzle.


Na biurku stoi organizer, na parapecie dodatkowe lusterko. Pod biurkiem- szufladki z tesco, gdzie mieszkają min. lakiery do paznokci. 

Jeśli chodzi o samą zawartość szuflad, pokazywałam ją w poprzednim poście na ten temat (link na górze).

Na koniec kilka toaletek z prawdziwego zdarzenia, które z chęcią zobaczyłabym w moim pokoju:














A jak mieszkają wasze kosmetyki?

O.